Edyta Kowalczyk, Przegląd Sportowy Onet: Powiedział pan, że nie podchodzicie do Final Four Ligi Mistrzów, jako do obrony tytułu sprzed roku, bo rywalizacja zaczyna się od zera. Czy mimo wszystko tytułu trudniej się broni niż go zdobywa?
Angelo Lorenzetti, trener Sir Sicoma Monini Perugia: Tak naprawdę nie powinno się używać określenia „obrona tytułu”, bo nie jesteśmy tutaj dlatego, że wygraliśmy w zeszłym roku. Jesteśmy brązowymi medalistami Serie A z zeszłego sezonu i na tej podstawie dostaliśmy się do rozgrywek, a przede wszystkim opierając się na chęci walki o kolejne cele, nie chcemy schodzić poniżej swojego poziomu. Choć zdajemy sobie sprawę, że inne zespoły też przyjechały do Turynu z dużymi aspiracjami.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Gdyby miał pan wskazać mocne strony wszystkich uczestników turnieju finałowego w Turynie, na co zwróciłby pan uwagę?
Naszym półfinałowym rywalem jest drużyna z Warszawy, o której w pierwszej kolejności myślę, jako o drużynie niezwykle odpornej. W tym sezonie rozegrali mnóstwo tie-breaków. Co więcej, mają bardzo dużą wartość, jeśli chodzi o ludzi. W trakcie sezonu zmienili trenera [Tommi Tiilikainen zrezygnował z funkcji pod koniec stycznia, a jego obowiązki przejął duet Kamil Nalepka i Bartosz Kaczmarek], a także wprowadzili młodych zawodników do gry. Skoro wszystko to pozwoliło im nadal utrzymać poziom i osiągać dobre wyniki, to znaczy, że mają naprawdę mocne wartości w zespole. Z kolei drużyna z Zawiercia jest kompletna we wszystkich formacjach, co sprawia, że są bardzo silnymi rywalami. Ziraat ma niesamowicie utalentowanych graczy, a ich skrzydłowi — Tomasz Fornal, Trevor Clevenot i Nimir Abdel-Aziz to tacy zawodnicy, których trudno jest zatrzymać.
Wiele osób podkreśla, że Fornal to najbardziej kompletny gracz na świecie obok Alessandro Michieletto.
Tak, chociaż nie zawsze trzeba tworzyć rankingi najlepszych graczy, by po prostu docenić czyjąś klasę.
Jakby pan ocenił sezon w waszym wykonaniu? Zdobyliście mistrzostwo kraju, wcześniej tytuł klubowych mistrzów świata, ale Puchar Włoch był już waszym potknięciem.
Najważniejsze, że została zachowana pewna ciągłość w naszych osiągnięciach. Jestem z tego najbardziej dumny po tym sezonie. Pamiętajmy też, ile poważnych kontuzji wydarzyło się w tym sezonie we włoskich drużynach.
Swój czwarty sezon w waszym klubie rozgrywa Kamil Semeniuk, a pan pracuje z nim od trzech lat. Jak przez ten czas rozwinął się polski przyjmujący?
Podzieliłbym to na trzy obszary. Po pierwsze, jeśli chodzi o rozwój relacji w zespole, to dziś głos Kamila Semeniuka jest zdecydowanie bardziej słyszalny w szatni, podczas meczów, a także częściej rozmawiamy między sobą. Druga kwestia to jego równowaga w różnych elementach. Są mecze, w których nie idzie mu dobrze w ataku, ale radził sobie w innych elementach. Na przykład w ostatnim finale, serwował nieco gorzej niż zazwyczaj, ale za to w ofensywie wszedł na niespotykany dotąd poziom. To świadczy o tym, że przeskoczył już o poziom wyżej. Po trzecie myślę, że nauczył się lepiej zarządzać swoją dyspozycją fizyczną. On nie potrafi nie dać z siebie stu procent, co w niektórych momentach sezonu jest zaletą, ale innym razem może stanowić przeszkodę. Myślę, że uraz łydki z poprzedniego sezonu nauczył go, że trzeba oszczędzać siły. On cały czas kontynuuje pracę nad doskonaleniem swoich umiejętności.