Trwają prace nad strategią umiędzynarodowienia uczelni polskich. Dzisiaj studenci z zagranicy stanowią ok. 8 proc. ogółu studiujących.
Strategia zakłada, że w 2035 roku będzie ich w Polsce 15 proc. Czy to się uda i jakie korzyści płyną z umiędzynarodowienia?
O tym m.in. rozmawiał PulsHR z wiceministrem nauki i szkolnictwa wyższego prof. Andrzejem Szeptyckim, który był jednym z uczestników XVIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. 

Polska chce zwiększyć wskaźnik umiędzynarodowienia z 8 do 15 proc.

Panie ministrze, trwają prace nad strategią umiędzynarodowienia uczelni polskich. Dzisiaj ten wskaźnik wynosi około 8 proc. Gdybyście mówili o sukcesie, to ile on powinien wynosić?

Prof. Andrzej Szeptycki, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego: – Mówimy o procentowym udziale studentów zagranicznych w Polsce. Strategia w obecnej wersji zakłada, że w 2035 roku będzie ich w Polsce 15 proc. To jest wskaźnik wzorowany na krajach-liderach w naszym regionie, w Europie Środkowej. Zakładamy, że w ciągu najbliższej dekady Polska również mogłaby taki wynik osiągnąć.

 

To dużo jak na niecałe 10 lat. Czym chcecie przyciągnąć studentów z zagranicy do nas?

– Trzeba pamiętać o tym, że 20-30 lat temu w Polsce było kilka tysięcy studentów zagranicznych. W tej chwili mamy ich około stu tysięcy. W związku z tym przez te 20 lat ilościowo osiągnęliśmy bardzo duży postęp.


EEC 2026: Coraz mniej rąk do pracy. Nadchodzi demograficzne tąpnięcie

Polska ma kilka atutów. Pierwszy to relatywnie niskie koszty nauki i koszty życia, jeżeli porównamy je z Europą Zachodnią, nie mówię nawet o Stanach Zjednoczonych. Drugi to stabilna sytuacja wewnętrzna, liczne programy nauczania na poziomie licencjatu, magistra i doktoratu.

Natomiast strategia proponuje tzw. wyjście frontem do studenta. Chodzi o utworzenie na uczelniach publicznych welcome centers dla studentów czy szersze stosowanie języka angielskiego. Kiedy rozmawiam ze studentami z zagranicy i pytam ich o problemy, to oni wskazują też na takie rzeczy, jak problem z założeniem konta w banku albo z tym, że w banku z nimi nikt nie jest w stanie się porozumieć. To są – wydawałoby się – takie kwestie drugorzędne, ale jednocześnie bardzo frustrujące młodych ludzi.


EEC 2026: Etyczne przywództwo staje się koniecznością, nie wyborem

Studentów będzie coraz mniej. Czy cudzoziemcy uratują uczelnie przed „demografią”?

Wiadomo już, że cudzoziemcy nie uratują polskiego rynku pracy przed „demografią”. A czy uratują polskie uczelnie? Bo ujemny przyrost też puka do uczelnianych drzwi. Dziś liczba studentów jest w miarę stabilna, ale w końcu zacznie spadać, bo po prostu tych ludzi nie będzie.

– Bez wątpienia, kiedyś zacznie. Natomiast oceny ekspertów co do tego, czy to nastąpi za 5 lat, czy za 15 lat, tutaj są zróżnicowane.

Na pewno studenci zagraniczni są jedną z odpowiedzi na wyzwania demograficzne, natomiast nie można tego sprowadzać wyłącznie do studentów zagranicznych. Również współpraca międzynarodowa jest odpowiedzią na te wyzwania.

W zeszłym roku, podczas naszej prezydencji, przyjęty został dokument dotyczący tak zwanego znaku jakości (ma ograniczyć biurokrację i ułatwić współpracę uczelni z różnych krajów – przyp. red.). To docelowo ma doprowadzić, jeśli państwa członkowskie będą chętne, do wprowadzenia w 2029 roku nowego rodzaju dyplomu – czyli dyplomu europejskiego.


EEC 2026 za nami. Rekordowa frekwencja, ponad 200 debat

To jest bardzo istotny projekt, choćby w kontekście zmian technologicznych, bo potrzebujemy coraz bardziej innowacyjnych, zindywidualizowanych form kształcenia. Studia nie polegają już na tym, że przyjmujemy 500 czy 1000 osób na pierwszy rok prawa i każdy uczy się tego samego. Nie potrzebujemy już tego typu masowej produkcji absolwentów.

Więc odpowiedzią na pani pytanie o to, jak poradzić sobie z ujemną demografią, są zindywidualizowane, umiędzynarodowione studia – nie tylko dla studenta zagranicznego, który przyjeżdża, ale również dla studenta z Polski, który wyjeżdża za granicę.

Nie obawiacie się zarzutu, że Polska będzie kształciła dla obcych krajów, bo studenci z zagranicy przyjadą do nas, zdobędą u nas wykształcenie, a potem wrócą do siebie? Bardzo często ten argument pada w przypadku kształcenia lekarzy, którzy po zdobyciu dyplomu wyjeżdżają do pracy za granicę.

– W tej chwili niestety wszystko można upolitycznić – członkostwo Polski w Unii Europejskiej, program SAFE…

Natomiast trzeba pamiętać, że studenci, którzy przyjeżdżają do Polski, zasadniczo płacą za studia, również za studia medyczne. Faktem jest, że płacą mniej niż w Stanach Zjednoczonych, a potem często wyjeżdżają do Europy Zachodniej czy do Ameryki, ale za studia co do zasady płacą. Są od tej reguły pewne wyjątki, ale jednak studia dla cudzoziemców są u nas płatne.

Sprzedajemy usługę edukacyjną, za którą student zagraniczny polskim uczelniom płaci. W związku z tym polskie uczelnie na tym zyskują. Ale nie tylko uczelnie. Proszę pamiętać o tym, że każdy student wydaje pieniądze na życie, na mieszkanie, na jedzenie, na podręczniki, na imprezy. I te pieniądze zostają w danym mieście, w danym regionie.