W ciągu ponad 30 lat od występu Edyty Górniak na Eurowizji do czołówki udało się dostać tylko trzem artystom: Michałowi Wiśniewskiemu z zespołem Ich Troje, Michałowi Szpakowi oraz Krystianowi Ochmanowi. Pozostali wokaliści albo fałszowali, albo ich propozycje były najzwyczajniej w świecie nudne. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo To najgorsze miejsca w historii Polski na EurowizjiTydzień eurowizyjny rozpoczął się 12 maja pierwszym półfinałem. Z niego do finału awansowała po końcowym, emocjonalnym thrillerze Alicja Szemplińska z piosenką „Pray”, ale także faworyci z Finlandii, Grecji czy dość niespodziewanie artystka z Belgii. W drugim półfinale z 14 maja natomiast podziwialiśmy energetyczny występ Dary z Bułgarii czy fenomenalnej wokalnie Delty Goodrem z Australii. Bez względu na to, jaki rezultat osiągnie Alicja Szemplińska, jej utwór oraz sceniczny performance z pewnością przejdzie do historii jako jeden z najlepszych w historii polskich występów w konkursie.
Nie zawsze było to oczywiste. Przypominamy kilka najdziwniejszych lub też najmniej udanych polskich propozycji eurowizyjnych ostatnich lat.
Luna — „The Tower” (2024)
Po zmianach w TVP na przełomie 2023/2024 r. fani konkursu spodziewali się, że telewizja będzie chciała postawić na sprawdzonego artystę lub powrócić do otwartych preselekcji. Niespodziewanie, zdecydowano o przeprowadzeniu wewnętrznych wyborów, które głosami jurorów wygrała Luna.
Choć Polaków połączyło wsparcie wobec młodej artystki, niektórzy zwracali uwagę, że lepszym wyborem byłaby konkurująca wówczas z nią Justyna Steczkowska (która ostatecznie pojechała rok później z „Gają”). Występ Luny pod względem artystycznym był ciekawy, piosence za to brakowało eurowizyjnego elementu; nośności, która pozwoliłaby zakochać się w utworze i przebojowości, która pozwoliłaby ją powtarzać. Luna nie awansowała do finału.
Rafał Brzozowski — „The Ride” (2021)
Chociaż bardzo byśmy chcieli, żeby było lepiej, to niestety musimy stwierdzić, że występ Rafała Brzozowskiego z 2021 r. na eurowizyjnej scenie nie należał do najlepszych. Kiedy sama piosenka zbierała całkiem niezłe recenzje wśród fanów konkursu, to jego występ został absolutnie skrytykowany przez wielu internautów.
Niezadowoleni wielbiciele narzekali przede wszystkim na słabej jakości pomysł na sam występ, kiepską choreografię oraz wokal Brzozowskiego, który nie brzmiał zbyt czysto. Gdyby nie pomoc panów z chórków, którzy świetnie sobie radzili, to efekt pewnie byłby jeszcze gorszy.
Tulia — „Pali się (Fire of Love)” (2019)
Było czysto, było kolorowo, ale niestety bardzo nudno. Eurowizyjna publiczność uwielbia spektakularne występy i zapierające dech w piersi wokale. Niestety „Fire Of Love (Pali się)” grupy Tulia okazało się zbyt monotonnym wyborem, a zabawa Polaków na Eurowizji skończyła się, zanim zdążyła się w ogóle zacząć.
Gromee i Lukas Meijer — „Light Me Up” (2018)
Miało być na bogato, światowo i znowu wyszło kiepsko. Gromee zdążył przed Eurowizją wylansować kilka naprawdę dobrych kawałków, utrzymanych w klimatach muzyki klubowej. W Krajowych Eliminacjach przystąpił z piosenką „Light Me Up”, a wspierał go Lukas Meijer. Problem pojawił się, kiedy panowie stanęli na eurowizyjnej scenie, a na jaw wyszło, że wokalista absolutnie nie radzi sobie z powierzonym mu zadaniem. Nie trzeba było być ekspertem, aby stwierdzić, że Meijer po prostu fałszował. Nikogo raczej nie zdziwił rezultat, w którym nie wymieniono Polski wśród finalistów.
Magdalena Tul — „Jestem” (2011)
Magdalena Tul została powołana do broni w 2011 r. i pojechała do Dusseldorfu reprezentować Polskę na 56. Konkursie Piosenki Eurowizji. Całe wystąpienie skończyło się wielką porażką. Artystka otrzymała w półfinale jedynie osiem punktów i tym sposobem zaliczyła najgorszy wynik Polski w historii uczestnictwa w Eurowizji. Mimo dwóch angielskich wersji piosenki „Jestem”, które powstały specjalnie, by promować utwór na arenie międzynarodowej, nie udało się osiągnąć sukcesu. Po występie Tul TVP wycofało się z udziału w konkursie na dwa lata.
Marcin Mroziński — „Legenda” (2010)
Całkiem niezły wokal, regionalne stroje, mocne chórki, zespół Mazowsze… i nie udało się. Co poszło nie tak? Sam kawałek był niewystarczająco dobry. Nudny. Mamy wrażenie, że nawet dzisiaj mało kto pamięta, że kiedyś w biało-czerwonych barwach na scenie zaprezentował się Marcin Mroziński.
Ivan & Delfin — „Czarna Dziewczyno” (2005)
Tak naprawdę nie wiadomo, gdzie powinniśmy zacząć ocenę. Sukces piosenki „Czarne oczy” z niewiadomych przyczyn sprawił, że zespół Ivan & Delfin został wybrany do reprezentowania Polski na Eurowizji. Utwór został wybrany w wewnętrznym głosowaniu, więc to nie widzowie zdecydowali o uczestnictwie Komarenki i kolegów w konkursie. Jak było w Kijowie? Zabrakło czterech punktów, by zakwalifikować się do finału. Tak niewiele, a jednak różnica jest ogromna. Warto zaznaczyć, że w chórkach pojawiła się wtedy nieznana nikomu Gosia Andrzejewicz.
Lidia Kopania — „I Don’t Wanna Leave” (2009)
Tak, proszę państwa, kiedyś Polskę na Eurowizji reprezentowała niejaka Lidia Kopania. Piosenkarce trudno odmówić talentu, to na pewno. Niestety kawałek „I Don’t Wanna Leave” nie spodobał się fanom Eurowizji i Polska nie mogła rozkoszować się emocjami związanymi z finałem konkursu. Koncertowe ballady muszą być bardzo mocne, nie mogą być przeciętne, o czym przekonała całą Europę Conchita Wurst. Artystka przypomniała o sobie w preselekcjach w 2023 r., ale jej problemy z występem na żywo sprawiły, że raczej wolałaby o tym wszystkim szybko zapomnieć.
The Jet Set — „Time To Party” (2007)
Znowu miało być światowo, a wyszło jak zawsze. Duet The Jet Set jeszcze 19 lat temu był naprawdę bardzo popularny. Zespół zaliczył kilka okładek magazynu „BRAVO”, a to wtedy świadczyło o ich sukcesie. Dlatego głosami widzów zostali wybrani do reprezentowania Polski podczas 52. Konkursu Piosenki Eurowizji w Helsinkach. Ostatecznie kawałek „Time To Party” zajął 14. miejsce w półfinale, nie kwalifikując się do finału.
Zobacz też: