Wywiad pochodzi z 8-stronicowego dodatku poświęconego Final Four Ligi Mistrzów. Do kupienia od piątku w punktach sprzedaży razem z „Przeglądem Sportowym”.
Il cacciatore di trofei, czyli Myśliwy trofeów — tak Włosi nazywają Angelo Lorenzettiego. Powód jest jasny: odkąd 62-letni trener odpowiada za wyniki Sir Safety Perugia, czyli od 2023 r., klub sięgnął po wszystkie możliwe puchary i mistrzostwa. Teraz zamierza przedłużyć zwycięską passę i chce obronić tytuł w Lidze Mistrzów.
ALBERTO BERTOLOTTO: Po raz drugi z rzędu Sir Sicoma walczy o tytuł na europejskim podwórku. Jakie emocje towarzyszą panu przed wyjazdem do Turynu?
ANGELO LORENZETTI: Liga Mistrzów ma dwa szczególne aspekty. Pierwszy polega na tym, że nie każdy może w tych rozgrywkach wystąpić. Najpierw trzeba wywalczyć awans, odnosząc sukces we własnej lidze. Pamiętajmy, że Perugii zabrakło w Champions League w sezonie 2023/24, bo nie zdobyliśmy medalu Serie A. Po drugie, finaliści Ligi Mistrzów zapewnią sobie udział w klubowych mistrzostwach świata. Kiedy już grasz w LM, musisz dawać z siebie wszystko. Final Four zamyka klubowy sezon i każdy z czterech zespołów chce go zakończyć sukcesem.
Poprzedni Final Four zakończył się zasłużonym sukcesem Perugii — pierwszym w historii klubu, jak również w pana karierze. Jak wspomina pan turniej w Łodzi?
Towarzyszyły mi wówczas ogromne emocje. Wspaniale było grać w tak pięknej hali jak ta w Łodzi — to kolejny prezent, jaki dała mi siatkówka.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Odkąd odpowiada pan za wyniki Sir Safety, drużyna zdobyła dziewięć trofeów — wygrała wszystko, co było możliwe. Zespół pełen jest gwiazd, ale czy jest jakiś sekret tego sukcesu?
Mamy zgraną drużynę. Skorzystałem też z pracy wykonanej przez poprzedni sztab trenerski. Poza tym dysponuję świetnymi siatkarzami. Trzy lata temu, gdy przejąłem stery ekipy, powiedzieliśmy, że chcemy docierać do finałów i starać się je wygrywać. Ostateczny wynik zawsze zależy od wielu czynników.
Jak smakowało scudetto wywalczone kilka dni temu po zwycięstwie w finale 3–0 z Cucine Lube Civitanova?
Wygrana przed naszymi kibicami była czymś pięknym. Dołączyłem do Perugii trzy lata temu, ale historia tego klubu zaczęła się dużo wcześniej. Jesteśmy gotowi do rywalizacji w Lidze Mistrzów i do meczu z Projektem. To ekipa charakteryzująca się dobrą techniką. Dotarła do Final Four po wielu zwycięstwach w tie-breakach. To pokazuje skuteczność oraz umiejętność pozostawania w meczu.
Rywal Projektu musi być podobnie skuteczny i grać punkt za punkt, nie dając się rozproszyć tym, co właśnie się stało. Drużyna z Warszawy potrafi bardzo dobrze różnicować zagrywkę, do czego trzeba się przyzwyczaić. Wiemy, że zagrywką nie będziemy mogli zdziałać zbyt wiele, bo wszyscy przyjmujący są świetni. Kevin Tillie jeśli nie jest najlepiej przyjmującym skrzydłowym na świecie, to na pewno jednym z najlepszych. Trudno znaleźć kogoś lepszego od niego w tym elemencie. Projekt wymusza budowanie breaków, nie tyle poprzez zagrywkę, ile przy skutecznym systemie blok-obrona.
Kamil Semeniuk i Wassim Ben TaraRobert Cerguini / newspix.pl
W roli środkowych polska drużyna ma zawodników, na których trzeba uważać — na przykład na Karola Kłosa oraz Jakuba Kochanowskiego…
Trzeba przyznać, że Polska ma na tej pozycji znakomitych graczy. Projekt ma też Jurija Semeniuka, który prezentuje solidny poziom we wszystkich elementach gry. Linia środkowych jest pełna świetnych zawodników, ale przy tym warto pamiętać o sile przyjmujących.
Trenuje pan na co dzień Kamila Semeniuka. Czym charakteryzuje się gra Polaka, jak się panu z nim współpracuje?
„Semen” to bardzo techniczny zawodnik, który zapewnia drużynie stabilność. Na początku nasza relacja nie była łatwa, musieliśmy powoli się do siebie przyzwyczajać. Myślę, że obecnie znaleźliśmy równowagę, która pozwala nam dobrze współpracować.
Dlaczego na początku było trudno?
Każdy z nas ma swoją historię i pochodzi z różnych szkół siatkarskich. Trzeba to wszystko zintegrować, a to nie przychodzi błyskawicznie.
Prezesem klubu jest Gino Sirci, z którym kilku poprzednich trenerów Perugii miało niełatwe relacje. Panu udało się jednak stworzyć z nim dobre stosunki. Jak do tego doszło?
Moim zdaniem szkoleniowiec zawsze musi się dostosować do prezesa, a nie odwrotnie, ponieważ bez szefa siatkówka nie mogłaby istnieć. Uważam, że największym atutem naszego prezesa jest entuzjazm. Przekazuje go na co dzień osobom pracującym w klubie, ale przede wszystkim przekazał go miastu. Podczas naszych domowych meczów w przeciwieństwie do tego, co się dzieje w innych halach, zawsze zasiada wielu kibiców. Jest podobnie jak w Polsce. Miłość mieszkańców Perugii do siatkówki wynika z entuzjazmu Sirciego. Potem, jak w każdej relacji, mogą pojawiać się drobne nieporozumienia, ale to część każdej współpracy.
Półfinał Ligi MistrzówPrzegląd Sportowy / newspix.pl
Co dałoby panu oraz klubowi drugie z rzędu zwycięstwo w Lidze Mistrzów?
Wygrywanie zawsze jest piękne. Uważam, że podobnie jak w przypadku reprezentacji wiadomo, że im więcej trofeów ona zdobywa, tym staje się mocniejsza. Kadra, która regularnie zbliża się do zwycięstwa, otwiera pewien zwycięski cykl. Perugii udało się go stworzyć w ciągu ostatnich dwunastu lat. Zwycięstwo w finale zależy od wielu czynników i byłoby wisienką na torcie. Z nią tort jest piękniejszy, ale nawet bez niej ciasto nadal pozostaje. To jest mój punkt widzenia. To oczywiście nie oznacza, że nie chcemy zwyciężyć.
Ostatnie pytanie dotyczy Aluronu Zawiercie, z którym Perugia może ewentualnie zmierzyć się w finale.
To klub, który stale się rozwija. W tym sezonie kontynuował swój proces rozwoju a Michał Winiarski pokazuje duże umiejętności w roli trenera. Trudno było nie zakochać się w nim jako w zawodniku — był bardzo dobry we wszystkich elementach gry.