Kościk opowiada, że osobiście zdiagnozował 12 nowych sklepów w różnych częściach Polski, które nie otworzyły się z powodu braku rąk do pracy. Do związkowców cały czas zgłaszają się pracownicy z kolejnymi lokalizacjami.
Myślę, że wiemy już o około 30 placówkach, które w praktyce są pustostanami. Dino zainwestowało w ziemię, zbudowało sklep, a budynek stoi pusty, zadłuża się i generuje problemy zamiast przynosić sieci zyski -komentuje Kościk.
Lokalizacje wskazują miejscowe media. Serwis infostrow.pl pisał o sklepie w Kaliszu i gminie Kleszczewo. – Nowy market od miesiąca pozostaje zamknięty, mimo że budynek jest już gotowy. Jak informują mieszkańcy, problemem ma być brak chętnych do pracy -czytamy o tym drugim dyskoncie. W Kaliszu, jak donoszą lokalne serwisy, Dino miało natomiast rozważać przenoszenie pracowników z innych placówek.
Wspomniana liczba stanowiłaby odczuwalny odsetek w nowych inwestycjach spółki. W ostatnich dwóch latach sieć otwierała ok. 240-280 sklepów rocznie. W pierwszym kwartale tego roku dyskont „dorzucił” 62 nowe placówki. Łącznie w całym kraju Dino miało na koniec marca prawie 3100 sklepów.
Fenomen Dino. Ekspert wyjaśnia, skąd sukces polskiej sieci
Tak Dino podpadło Polakom
Skąd tak duże problemy z kompletowaniem obsady marketów? Problemy wizerunkowe Dino zaczęły się podczas tegorocznej „zimy stulecia”. Pracownicy skarżyli się na brak ogrzewania. Poseł Adrian Zandberg przeprowadził interwencję, podczas której wszedł z termometrem do jednego ze sklepów. Okazało się, że na hali było kilka stopni na plusie.
„Robienie z ludzi mrożonki się opłaca” – skomentował poseł. Opinia publiczna zawrzała. Na spółkę należącą do polskiego miliardera Tomasza Biernackiego posypały się gromy. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nawet radziło kasjerom, by w przypadku, gdy temperatura spada poniżej ustawowego minimum, po prostu opuszczali stanowiska pracy.
W sklepach pojawili się inspektorzy PIP. Główny Inspektor Pracy Marcin Stanecki przyznał, że liczba kontroli w sklepach Dino przekroczyła 400. Wydano także tysiąc decyzji. 23 kwietnia GIP otrzymał oficjalny wniosek od Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, w którym ministra domagała się wszczęcia kontroli oraz objęcia nadzorem spółki Dino Polska.
Zarząd Dino nie miał jednak zamiaru się cofać. Sieć zwolniła z pracy Katarzynę Kiwerską – kierowniczkę, która wpuściła do sklepu Adriana Zandberga. Kobieta pełni funkcję działaczki związkowej i z tego tytułu podlega prawnej ochronie. Kwestią jej zwolnienia zajmuje się PIP.
Fiaskiem zakończyły się również próby mediacji. Na dwóch zaplanowanych spotkaniach nie pojawił się żaden z przedstawicieli spółki. Konfederacja Pracy informowała za to w TVN24, że wynajęta przez Dino kancelaria prawna miała straszyć „za mówienie o tym, co dzieje się w firmie”. Między 25 a 27 maja związkowcy planują protest pod siedzibą Dino w Krotoszynie.
Strajk ostrzegawczy w Dino. „Całe załogi do niego przystąpiły”
Warunki pracy i konfrontacyjny model negocjacji przyjęty przez Dino sprawiły, że na forach internetowych coraz częściej pojawiają się wpisy, w których internauci zastanawiają się, czy zatrudnienie się w sklepie jest dobrym pomysłem.
„Niedługo zaczynam pracę w Dino. Nie mam w tej chwili innej alternatywy, pracować gdzieś trzeba, ale jestem przerażona opiniami” – dzieli się wątpliwościami jedna z użytkowniczek.
„Nie wiem czy nie lepiej pójść do innego marketu. Pewnie jakoś wybitnie lepiej nie będzie, ale w Dino chyba najgorzej” – radzi jej inny komentujący.
„Sprzedawcy często odchodzą”
Eryk Kościk zauważa jednak, że problemy nie kończą się wraz z uruchomieniem sklepu. Związkowiec dodaje, że gdy Dino w końcu znajdzie obsadę, placówki startują „z finansowym minusem”, którym obciążani są nowozatrudnieni pracownicy.
W jaki sposób? Kościk mówi m.in. o obcinaniu premii. W Dino nie ma również Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych co, jak wskazują związki zawodowe, także jest sposobem redukcji kosztów związanych z zatrudnieniem.
To wszystko się odbija na pracownikach, rotacja w sklepach się zwiększa, bo sprzedawcy często odchodzą po jednym lub dwóch kwartałach – podkreśla przedstawiciel Konfederacji Pracy.
Co z Dino w Wilanowie?
Problemy z otwarciem sklepu pojawiły się także w Warszawie. Nasza redakcja ustaliła w rozmowie z infolinią sieci, że placówka przy ul. Sytej w Wilanowie miała wystartować na przełomie marca i kwietnia. Termin nie został dotrzymany, Dino nie informuje również oficjalnie o nowej dacie.
Oferty pracy w Dino © Dino
Z naszych ustaleń wynika, że dyskont szukał do obsady sześciu pracowników. Dwie oferty pracy wciąż wiszą na stronie rekrutacyjnej Dino. Czy opóźnienie w otwarciu słynnego Dino w Wilanowie również jest efektem braków kadrowych? Biuro prasowe nie odpowiedziało na nasze pytanie. Sieć nie ustosunkowała się również do pytań związanych z trudnościami w otwieraniu nowych sklepów.
– Warszawski rynek pracy jest dość specyficzny – podkreśla Eryk Kościk. Związkowiec zauważa, że wynagrodzenia, które proponuje Dino, „nijak mają się do kosztów życia w stolicy”.
Łącznie na stronie Dino można znaleźć obecnie ponad 2,5 tys. ogłoszeń. Zdecydowana większość z nich dotyczy rekrutacji do pracy w marketach.
„Dino pęka”. Sieć zapowiedziała podwyżki. Związkowcy chcą więcej
Ile można zarobić w Dino?
Dino, jako jedyny z dużych dyskontów w Polsce, nie chwali się publicznie zarobkami sprzedawców. Nieco światła na wynagrodzenia w polskich dyskontach rzucają jednak ogłoszenia o pracę. Pod koniec ubiegłego roku pisaliśmy, że Dino szuka chętnych do pracy w markecie w Koszalinie. Na umowie próbnej na stanowisku kasjera-sprzedawcy kandydaci mogli liczyć na zarobki 4740 zł brutto, co dawało ok. 3500 zł netto plus premie.
Wynagrodzenia da się także ustalić na podstawie wpisów pracowników w mediach społecznościowych. Na jednym z takich forów kasjerzy zaczęli rzucać kwotami na rękę. Z ich informacji wynika, że miesięczne zarobki oscylują w granicach 4 tys. netto. Gros wpisów mówiło o przedziale między 3,6 tys. a 4,5 tys. zł.
– Czynsz wynajmowanego mieszkania zjada całą wypłatę. A w Warszawie Dino konkuruje o pracownika z wieloma innymi sieciami handlowymi, które nierzadko oferują lepsze warunki płacowe – dodaje Eryk Kościk.
Adam Sieńko, dziennikarz WP Finanse i money.pl