Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Po entuzjastycznym przyjęciu przez publiczność we Wrocławiu Taco Hemingway w ramach trasy 2026 OUR pojawił się w Trójmieście i zagrał wczoraj pierwszy z dwóch koncertów w Ergo Arenie. Bilety wyprzedały się w przedsprzedaży w niespełna dobę, co stanowi absolutny rekord tego obiektu. Drugi koncert w hali na granicy Gdańska i Sopotu odbędzie się dziś wieczorem. Kolejne występy tego artysty zobaczycie w Warszawie i Krakowie, o ile macie bilety, bo wszystkie koncerty, poza jednym dodatkowym terminem na PGE Narodowym, są już całkowicie wyprzedane.

Drugi po Chopinie, pierwszy na Spotify

tak, kojarzę niektóre kawałki
16%

nie wiem, kto to jest
31%

nie, ale chętnie poznam
1%

Taco Hemingway, a właściwie Filip Szcześniak (i tak też się przedstawił na wczorajszym koncercie) to jeden z najbardziej popularnych polskich raperów. Jego utwory ustanawiają rekordy popularności, które biją kolejne jego kawałki – tak było np. z dzienną liczbą odtworzeń na platformie streamingowej Spotify w przypadku „W piątki leżę wannie” (ok. 400 tys.), które mogliśmy usłyszeć na piątkowym koncercie, czy „Polskie tango” (niespełna 600 tys.).

Jest raperem, który sprzedał najwięcej płyt w Polsce. Piętnastokrotnie nominowany do nagrody Fryderyka, w tym cztery razy laureat w kategorii „Album roku hip-hop”, jako jedyny artysta zdobył tę nagrodę trzy razy z rzędu. Jest także jedynym raperem nominowanym i nagrodzonym w kategorii „Utwór roku”.

To również pierwszy polski artysta, którego utwory zostały odtworzone ponad miliard razy na Spotify, co czyni go drugim najpopularniejszym polskim artystą streamingowym po Fryderyku Chopinie (dane z 2023 r.). W późniejszym czasie jego piosenki odtworzono ponad pięć miliardów razy na tej platformie. W 2019 r. został umieszczony razem z Dawidem Podsiadłą na liście 50. Najbardziej wpływowych Polaków według tygodnika „Wprost”.

Jego popularność jeszcze bardziej wzrosła za sprawą współpracy z Quebonafide, z którym pod szyldem Taconafide nagrali płytę „Soma 0,5 mg” z hitowym singlem „Tamagotchi”. Album przez długi czas okupował szczyty rankingów sprzedażowych, finalnie okrywając się czterokrotną platyną.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Ogromne zainteresowanie koncertami

Nic zatem dziwnego, że wyprzedanie Hali Stulecia we Wrocławiu, Ergo Areny w Trójmieście czy stadionu PGE Narodowy nie stanowi dla niego wielkiego problemu. A właściwie stanowi, bo chętnych jest więcej niż miejsc – dlatego koncerty grane są podwójnie.

I choć przez środowisko hip-hopowe uważany jest za zbyt hipsterskiego i za mało raperskiego jak na rapera, a w popie z kolei za bardzo odstaje w stronę rapu, co mogłaby mu wyśpiewać Nosowska swoim tekstem z „Cudzoziemki w raju kobiet”: „zbyt warszawska dla Szczecina, zbyt szczecińska dla Warszawy”, to są tysiące fanów, którym absolutnie to nie przeszkadza. A może wręcz dzięki temu trafia do wielu bardzo różnych słuchaczy.

36-letni muzyk zgromadził wczoraj na granicy Gdańska i Sopotu tłumy swoich wielbicieli – w większości swoich rówieśników, ok. 30-latków, choć nie brakło ludzi nieco młodszych i nieco starszych. Publiczność entuzjastycznie przyjmowała każdy jego kawałek, śpiewając i bawiąc się z artystą, choć największy szał wzbudziły starsze utwory na czele z „Szlugi i kalafiory”, „Następna stacja” czy wspomniane już „W piątki leżę w wannie”. Warto wspomnieć, że publika na sektorach bawiła się przez cały koncert na stojąco.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Widowiskowy pokaz z pogranicza sztuk

Koncert rozpoczął się co prawda punktualnie, ale przez pierwsze pół godziny widownię rozgrzewał duet DJ-ów Zeppy Zep i Borucci, serwując DJ set oparty na utworach Taco Hemingwaya. Gdy na scenie pojawił się Szcześniak, a wraz z nim grupa tancerzy i rozbudowane multimedia, było już jasne, że koncert przyjmie formułę zapowiadanego widowiska.

I nie chodzi tu wcale jedynie o rozbudowaną oprawę świetlną, telebimy czy projekcje, co jest już standardem w przypadku tak dużych halowych koncertów (choć i ich rzecz jasna nie zabrakło), ale o całość jako koncept – koncerty w ramach trasy 2026 OUR to przemyślane i wyreżyserowane co do minuty spektakle na pograniczu sztuk, skupione narracyjnie i wizualnie wokół ostatniej płyty „Latarnie wszędzie dawno zgasły”, wydanej w grudniu ub. r.

Trzeba powiedzieć, że nowy album Taco już w wersji studyjnej jest bardzo filmowy i teatralny. Przewijają się w nim nuty starych piosenek jak „S.O.S” Kaliny Jędrusik w piosence „Ratunku!” czy „Byłaś serca biciem” Andrzeja Zauchy w „Tramwajach”, oraz fragmenty ścieżek filmowych z filmów: w „Miasto idzie spać” wykorzystano fragmenty z kultowego filmu dokumentalnego „Jak to się robi” w reż. Marcela Łozińskiego, a w „Słowiańskim niepokoju” z kolei fragmenty filmu „Spóźnieni przechodnie” z 1962 r. To tylko przykłady, bo cała płyta jest zbudowana w taki sposób, że wykorzystuje sample z różnych dzieł, nie tylko filmowych.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Warszawsko-warszawski rap

„Latarnie wszędzie dawno zgasły”, zarówno muzycznie, jak i w warstwie tekstowej od razu kojarzy się z kultową płytą „Światła Miasta” grupy Grammatik, która w podobny sposób opowiadała o życiu w Warszawie czy też z równie warszawskimi „Refleksjami” z nie mniej kultowego albumu „Muzyka Klasyczna”, który Pezet nagrał z Mikołajem „Noonem” Bugajakiem (i jego postać łączy te dwa krążki). Hemingway oddaje w jakimś sensie hołd stołecznym raperom w utworze „Odtrutka”, gdzie przewijają się m.in. fragmenty „Wiatruczas” Grammatika czy „Nie muszę wracać” w wykonaniu Pezeta & Jimka.

Za muzykę odpowiada Maciej „Rumak” Ruszecki, który zostawił na płycie „Latarnie wszędzie dawno zgasły” zresztą mnóstwo innych producenckich smaczków, które idealnie budują klimat tego rapowego „słuchowiska” – płyta bowiem opiera się na idei storytellingu, co zostało oddane także w strukturze koncertu – kawałki z tej najnowszej płyty zostały zagrane longiem w pierwszej części.

Hemingway z kolei tekstowo powraca do tematów i stylu, które mogą kojarzyć z jego debiutanckim (na rynku polskim) albumem „Trójkąt warszawski”. Teraz znów, jak przeszło dekadę temu, narrator „snuje się po Warszawie ze swoim notatnikiem” („Pustoszeją sale kinowe”) i dzieli się refleksjami o współczesności, a szczególnie nocnym życiu w stolicy, dając się ponieść nostalgii, ale też kontynuując swoje znane opowieści o Rudej, Piotrze i bluzie („Plac trzech krzyży”).

Hity z szafy grającej

Dramaturgia koncertu przypominała nieco spektakl teatralny z podziałem na akty z suplementem, sama płyta zresztą również ma taką strukturę czteroaktową. Na scenie artyście cały czas towarzyszą rozbudowane choreografie w wykonaniu tancerzy i aktorzy odgrywający różne scenki oraz bogate wizualizacje, które przenoszą widzów w klimat stołecznych barów i ulic. Nie brakuje również ciekawych rozwiązań scenograficznych, jak zabudowanie sceny musicalowymi schodami i podestami, szyldy barów, neony (apteczny krzyż), tramwaj i szafa grająca, z której zagrane zostaną na koniec hity artysty z wcześniejszych płyt.

Istotną rolę w tym swoistym spektaklu odgrywała Livka, która na żywo współtworzyła sceniczną historię i wykonywała utwory z nowego albumu, takie jak „Trzykropki”, „Zakochałem się pod apteką”, „Bez stresu”, „Frascati” i inne.

Nie zabrakło też dymów, efektów pirotechnicznych, a między utworami pojawiały się wstawki stylizowane na wizyty w gabinecie terapeuty, co wprowadzało do tego spektaklu typowe dla Taco elementy autoironii.

Końcówka koncertu z szafą grającą wraz z bisem przeniosła publiczność do starych czasów i największych hitów, takich jak „Fuji”, „Marsz, marsz” czy „Następna stacja”. Nawet Taco zmienił swój ubiór sceniczny – i z czarnych spodni i koszulki w tym kolorze wskoczył w hipsterski brązowy sweterek i prążkowane spodnie. Bez względu jednak na jego image zachwycona publika szalała wczoraj na tym niemal dwugodzinnym, przemyślanym i dopracowanym show, którym Hemingway udowodnił, że jest jednym z najważniejszych twórców muzycznych na polskim rynku.