Brytyjskie pismo „The i Paper” przypomina, że ujawniono raport przygotowany dla administracji prezydenckiej w Rosji w lutym tego roku. Przedstawia on ryzyka związane z kontynuowaniem wojny przeciwko Ukrainie. Autorzy dokumentu byli brutalni w ocenach. W tekście padają słowa przestrogi w rodzaju „musimy wiedzieć, kiedy się zatrzymać” i „kontynuowanie operacji przyniosłoby pyrrusowe zwycięstwo” oraz że przekroczenie pewnego punktu „wymagałoby przemyślenia fundamentalnych założeń” operacji.

W dokumencie pojawiają się nawet twierdzenia o tym, że wojnę można zakończyć na obecnych liniach styku, bez przejmowania całego Donbasu. Raport sugeruje, że takie rozwiązanie propaganda również będzie mogła zaadaptować jako sukces władz.

Chociaż treść raportu jest sama w sobie sensacyjna, wydaje się, że jeszcze bardziej znaczącym faktem jest sam fakt, że doszło do wycieku. Upublicznianie analiz wywiadowczych w Rosji raczej nie zdarza się przypadkowo. Dodajmy do tego fakt, że „wyciek” zbiegł się w czasie z ujawnieniem najniższych od początków wojny wskaźników poparcia dla Putina – na poziomie 65 proc. Równocześnie – przypomina „The i Paper” – partia Jedna Rosja (czyli polityczne zaplecze prezydenta) opublikowała wytyczne dla swoich działaczy przed tegorocznymi wyborami parlamentarnymi, dotyczące radzenia sobie z trudnymi pytaniami. 

Według rosyjskiego informatora brytyjskiej gazety, część osób z wewnętrznego kręgu Putina nie widzi sensu w kontynuowaniu wojny. „Marnowanie kolejnego roku i setek tysięcy ludzi, by zdobyć miasta, które i tak będą już tylko ruinami, nie ma dla nich sensu” – podaje gazeta.

Problem w tym, że Putin raczej nie należy do osób, które cenią demokratyczną dyskusję i uznają argumentację drugiej strony. Zainteresowani rozejmem próbują mniej lub bardziej subtelnie zwrócić uwagę prezydenta na pokojowe rozwiązanie, a kontrolowane wycieki, badania sondażowe i pojawiające się coraz częściej informacje o możliwym zamachu na życie Putina, są prawdopodobnie elementami kampanii prowadzonej przez kremlowskich technokratów.

Zdaniem analityków, Putin coraz rzadziej pojawia się publicznie, koncentrując się na własnym bezpieczeństwie. W tle narastają konflikty między różnymi frakcjami w elitach władzy, jednak na razie nie przekładają się one na otwartą konfrontację.

Rosyjskie elity nie stanowią jednolitego bloku – to raczej rywalizujące ze sobą grupy, które walczą o wpływy i dostęp do zasobów. Jak podkreśla w wywiadzie dla Carnegie Politika Aleksandra Prokopenko, była doradczyni Centralnego Banku Rosji i politolog, dopóki ludzie wokół Putina czerpią korzyści z obecnego układu, nie mają motywacji do obalenia prezydenta. Rzecz w tym, że sankcje i sama wojna powodują, że źródełko zaczyna wysychać. Zasoby, którymi dysponuje Putin trafiają najczęściej do przemysłu zbrojeniowego lub szeroko rozumianego systemu bezpieczeństwa, a nie wszyscy z „układu” to biznesmeni związani z tymi branżami i nie wszyscy są zadowoleni z faktu, że ich aktywa na zachodzie zostały zamrożone w imię wojny, której wygrać szybko się po prostu nie da.

W piątek cytowany przez TASS Sergiej Ławrow przekazał, że Rosja jest gotowa do rozmów z Europą, choć zaznaczył, że Moskwa nie zainicjuje dialogu. „Nigdy nie będziemy nikogo błagać” – powiedział minister spraw zagranicznych i dodał ironicznie, że Europejczycy mają „słabe wyniki” jeśli chodzi o zawieranie porozumień.

Chociaż Ławrow ubrał swoją wypowiedź w typowe dla siebie złośliwości, treść komunikatu jest jasna – Rosja sygnalizuje, że może usiąść do stołu także z Europą, której rola była dotychczas marginalizowania w procesie negocjacyjnym. Słowa dyplomaty były zresztą przedłużeniem wypowiedzi samego Putina, który kilka dni temu sam stwierdził, że może dyskutować o bezpieczeństwie z krajami Europy i że jego preferowanym partnerem mógłby być były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder. Propozycja wywołała w Unii Europejskiej raczej pełne politowania uśmiechy, ale – po raz kolejny – Rosja znowu zasygnalizowała, że może jej zależeć na złagodzeniu kursu.

Sensowne interpretacje ostatnich wydarzeń są dwie. Być może w kręgu Putina narasta zniecierpliwienie, a elity polityczne zaczynają się denerwować, że kryzys gospodarczy ocuci ospałych Rosjan, którzy rzekomo mają być coraz bardziej niezadowoleni z sytuacji w kraju. Jeśli to prawda, to gesty Putina wobec Zełenskiego i Europy mogą być próbą wysondowania możliwości dyplomatycznych przy równoczesnym pokazaniu własnemu środowisku, że podejmuje się starania, by zakończyć irytujący konflikt w Ukrainie.

Druga interpretacja jest zgoła inna. Putin na jotę nie zmienił swoich celów i nie cofnie się przed niczym, póki nie zdobędzie przynajmniej Donbasu. Nadal jest przekonany, że może zapanować nad wewnętrznym niezadowoleniem swoich oligarchów i elit politycznych i nadal wierzy w zwycięstwo na polu bitwy.

Ekspert wojskowy Ołeksandr Kowalenko w rozmowie z Unian uznaje, że słowa o Zełenskim są taktyką. Putin, łagodząc ton, pokazuje swoje stanowisko w sposób mniej konfrontacyjny. To – zdaniem eksperta – czysta manipulacja, dzięki której Rosja może być bardziej elastyczna dyplomatycznie, przy jednoczesnym utrzymaniu swoich żądań.

To także ton, który bardzo będzie pasował decydentom w Białym Domu, którzy zyskują pretekst, by powiedzieć „Rosja chce negocjować, ruch należy do Europy i Ukrainy”. Ostatecznie jednak – i przyznał to sam rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow – warunek rozpoczęcia negocjacji jest jeden. „Zełenski musi nakazać armii ukraińskiej złożenie broni i opuszczenie Donbasu… wycofać swoje wojska z terytoriów, które Rosja uważa za swoje” – powiedział głos Kremla, jasno dająć do zrozumienia, że rozmowy nie nastąpią przed kapitulacją.

​Rosja straszy nową ustawą. Były pracownik NATO: To sygnał dla świata

​Rosja straszy nową ustawą. Były pracownik NATO: To sygnał dla świata