Sezon rozgrywek klubowych powoli zmierza do końca. To oznacza, że przed poszczególnymi zespołami otwierają się szanse na walką o kilka nieco mniej prestiżowych trofeów. FA Cup, choć historię ma długą i prestiżową, to bez wątpienia ustępuje ważnością Premier League.
W tym sezonie finale tych rozgrywek trafiły na siebie dwa historycznie bardzo mocne zespoły. Mowa o Chelsea, które w Premier League przeżywa ogromne kłopoty i już nie może myśleć o występie w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie oraz Manchesterze City, który wciąż marzy o odzyskaniu tytułu.
Tytuł dla Manchesteru City. Piękny gol Semenyo
Bez wątpienia większa stawka na Wembley leżała po stronie ekipy z Londynu. Wygrana w FA Cup oprócz tytułu zapewniała także szansę walki w rozgrywkach Ligi Europy w kolejnym sezonie. Możliwości rywalizacji o jeden z europejskich skalpów może być także istotna dla przyszłego trenera Chelsea. Tym wedle doniesień ma być Xabi Alonso.
Napisać, że pierwsza część tej sobotnie rywalizacji nie porwała, to jak nic nie napisać. Ciekawie było tak naprawdę tylko dwukrotnie. Najpierw w 26. minucie, gdy Erling Haaland wpakował piłkę do siatki. Sędziowie zgodnie orzekli jednak, że w tej akcji był spalony i gola anulowali.
Drugi raz już w doliczonym czasie gry. W pole karne „Obywateli” wbiegł rozpędzony Joao Pedro. Brazylijczyk został powalony na ziemię przez Khusanowa. Sędzia ani myślał jednak o podyktowaniu karnego i zgodził się z nim VAR. Do przerwy mieliśmy więc remis 0:0 i tylko dwa strzały celne łącznie.
Na drugą połowę City wyszło z jedną zmianą. Na boisku pojawił się Ryan Cherki. Ta część meczu rozpoczęła się od kontrowersji. Tym razem głównym aktorem był Jeremy Doku. Belg upadł na linii pola karnego po błyskotliwym minięciu obrońcy. Arbiter nie widział jednak w tej sytuacji faulu.
W 71. minucie w końcu obejrzeliśmy gola. Ten wziął się ze straty piłki przez Chelsea. Futbolówka trafiła pod nogi Haalanda, który zbiegł na skrzydło. Norweg dograł w pole karne, a tam strzałem piętą z pozycji napastnika bramkarza pokonał Antoine Semenyo. Wembley w końcu mogło ożyć.
Dosłownie w kolejnej akcji mogliśmy mieć remis. W dobrej sytuacji znalazł się Enzo Fernandez. Argentyńczyk kopnął jednak w poprzeczkę. Chelsea miała jeszcze swoje sytuacje, ale żadna nie była tak dobra. Ostatecznie więcej goli nie obejrzeliśmy i Manchester City może świętować zdobycie FA Cup.

Pep GuardiolaPATRICIA DE MELO MOREIRAAFP

Josep Gaurdiola z trofeum za wygranie Ligi Mistrzów z CityAFP

Xabi AlonsoRicardo LarreinaAFP
Mustafa Kavaz: Musimy być realistami. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
