Prawdziwe dziennikarstwo. Niezależna redakcja. ZA DARMO.
Wiosna Morawieckiego
Długa jest lista osobliwych zwrotów akcji, w których politycy PiS, od kilku już miesięcy na przemian godzą się i jeszcze głośniej wzajemnie się atakują. A doniesienia o burzliwym posiedzeniu klubu tej partii w Sękocinie, w którym „maślarze” mieli zetrzeć się po raz kolejny z Mateuszem Morawieckim, a prezes Kaczyński miał zapowiedzieć zamrożenie tworzonych w partii stowarzyszeń, to kolejna, i zapewne nie ostatnia, tego pląsu odsłona.
Szukając jednak w tej politycznej telenoweli jakiejś syntezy, najogólniej możemy powiedzieć, iż PiS kręci się dziś w miejscu dlatego, że choć Jarosław Kaczyński wskazał swej partii ostry kurs w prawo, to polityczne wiatry tej wiosny wieją raczej w sztandar coraz wyraźniej kontestującego przywództwo prezesa i wybijającego się na samodzielność, bardziej umiarkowanego Mateusza Morawieckiego.
Zełenski zakpił z Rosjan. Nagranie pokazuje brutalne uderzenie ![]()
Nowa konstytucja. Kiedy i po co? [OPINIA]
Polityczną pozycję byłego premiera, który dziś idzie na zwarcie z PiS-owskim establishmentem, od tygodni wzmacniają jednak dość skromne – jak na razie – efekty misji Przemysława Czarnka, mającej ożywić partię ostrym skrętem w prawo. W ostatnich dniach Mateusza Morawieckiego dodatkowo wzmocniła głośna rejterada do USA Zbigniewa Ziobry, z którego zaplecza wywodzą się dziś główni antagoniści byłego szefa rządu w PiS.
A także miotanie się PiS, od ściany do ściany, w sprawie kryptowalut, od których były premier dość wyraźnie się dystansuje. Również problemy ekonomiczne ekipy Donalda Tuska, rosnący deficyt budżetowy i niepokojąco wysoka inflacja, windują go do roli lidera opozycji, który ma profesjonalnie krytykować i punktować rząd.
W mojej ocenie to wszystko o wiele bardziej predestynuje wytrawnego finansistę, byłego premiera i autora sukcesów gospodarczych PiS, niż ludowego – a chwilami jarmarcznego – trybuna, którego maskę próbuje przywdziewać dziś profesor Przemysław Czarnek.
Dodajmy wreszcie, że także rozsiewane tu i tam plotki o dogadaniu się Mateusza Morawieckiego z ludowcami, czego jakąś ilustracją miała być jego publiczna debata w Jasionce z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, budują wokół byłego premiera nimb polityka z perspektywami szerszymi niż jego partia.
PiS na rozdrożu. Rokosz czy mistyfikacja? [OPINIA]
Niezależnie jednak od tych politycznych okoliczności, które niosą dziś Mateusza Morawieckiego, nie zmienia się otaczająca go i ograniczająca jego aspiracje polityczna struktura. PiS-em kieruje nadal Jarosław Kaczyński, a prym wiodą w nim nadal, coraz wyraźniej zniecierpliwieni antagoniści byłego premiera. Nic więc nie wskazuje na to, by w obecnej formule i faktycznym rozdarciu PiS poszedł w przyszłym roku do wyborów. A kwestią wydaje się dziś nie to, czy dojdzie w partii Jarosława Kaczyńskiego do jakiegoś rozwodu czy secesji, ale kiedy, a przede wszystkim, na czyich warunkach to się stanie.
Gorzka lekcja wicepremiera Jarosława Gowina
W istocie bowiem rozmaite rozwody czy secesje wygrywają w polityce ci, którzy trafnie i skutecznie wybiorą korzystne dla siebie rozstań tych warunki i moment. Tak było ze skuteczną rebelią grupy Donalda Tuska w osłabionej Unii Wolności w grudniu 2000 r. czy z wychodzeniem z AWS Jarosława Kaczyńskiego. I w tym też zapewne tkwiły źródła niepowodzeń secesji Marka Borowskiego z SLD w roku 2004 czy Zbigniewa Ziobry z PiS w roku 2011.
W tym kontekście zapytać ktoś może, czy premier Morawiecki nie gra dziś o swą niezależność przedwcześnie i zbyt ostro, dając tym samym prezesowi Kaczyńskiemu, a przede wszystkim oponentom wewnątrz PiS, wygodny i czytelny pretekst do usunięcia go z partii, z łatką politycznego rozbijacza, którego ambicje szkodzą całej prawicy?
Prawica w antyeuropejskiej pułapce [OPINIA]
Teoretycznie, trudno rozumowanie takie zignorować. Z drugiej jednak strony, w praktyce, każdy miesiąc spokoju czy rozejmu, po otwartym wyzwaniu, jakie rzuca się liderowi partii wodzowskiej, służy na ogół temu ostatniemu do zgromadzania sił i możliwości, by w dobrze wybranym momencie politycznie policzyć się z rebeliantem po ówczesnym osłabieniu go i odseparowaniu od politycznych wpływów.
Lekcję taką, w sposób gorzki, a nawet brutalny, odebrał w roku 2020 Jarosław Gowin, po jego otwartym wecie ws. niesławnego projektu „wyborów kopertowych”. I dobrze zapamiętał ją zapewne także ówczesny premier, a dziś sam kandydat na rebelianta i buntownika.
Mówiąc krótko, wiele wskazuje na to, że kalkulując nawet ryzyko wyrzucenia go z PiS, będzie Mateusz Morawiecki nadal podbijał polityczny bębenek i podnosił napięcie wokół siebie, gdyż tylko ono kieruje na niego uwagę opinii publicznej, buduje go wewnątrz partii, a także podnosi polityczny koszt ewentualnego wyrzucenia go z PiS.
Scena zatrzęsie się jesienią
Spektakl jaki obserwujemy dziś w PiS nie może jednak – bez utraty powagi jego aktorów – trwać wiecznie. Pojawia się zatem pytanie, kiedy Mateusz Morawiecki lub Jarosław Kaczyński, czy środowisko „maślarzy”, nie tyle będą chcieli, co będą musieli przeciąć obecną operę mydlaną tak, by wyjść z niej jeszcze z jakimiś szansami na sukces?
Ostrożna, ale zarazem oczywista odpowiedź brzmi – jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, wczesną jesienią. To bowiem we wrześniu i październiku, już po wakacjach, zainteresowanie wyborców wróci na dobre do polityki. A cykl polityczny wejdzie w etap przedwyborczych przegrupowań, w ramach których poszczególni aktorzy i ugrupowania szukać będą optymalnego dla siebie formatu i formuły na długie miesiące wyborczej kampanii.
Malowany premier prezesa? [OPINIA]
Wtedy też dojdzie zapewne do szerszych przetasowań na trzeszczącej dziś w różnych miejscach całej scenie politycznej. Decyzje o swej przyszłości podjąć będzie musiała Polska2050, coraz mocniej – pod wodzą Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz – testująca dziś koalicję z Donaldem Tuskiem. Ostateczne decyzje na temat startu w kampanii podjąć będą musiały obie konkurujące dziś ze sobą lewice.
Podobnie jak w poprzednich kampaniach, szerszą przedwyborczą formułę przedstawią też zapewne ludowcy. A decyzje dotyczące bądź samego śledzenia kampanii parlamentarnej, bądź aktywnego wsparcia niektórych jej uczestników podjąć będzie musiał także prezydent.
I zapewne dopiero wtedy, w nowym politycznym krajobrazie, przyjdzie pora na kluczowe decyzje i nową polityczną drogę Mateusza Morawieckiego, raczej obok PiS-u niż na czele PiS-u.
A PiS będzie musiał w przyspieszonym tempie policzyć się i budować niejako na nowo.