To już decydujący moment sezonu w rozgrywkach siatkówki mężczyzn. Na sobotę (16 maja) zaplanowano półfinałowe starcia w Lidze Mistrzów. Polskich kibiców czekał dzień pełen emocji. W obu meczach bowiem walczyły nasze drużyny.

Najpierw do rywalizacji przystąpił PGE Projekt Warszawa, który zmierzył się z Sir Sicoma Monini Perugia z Kamilem Semeniukiem w składzie. W roli wyraźnych faworytów do tego spotkania przystępowali podopieczni Angelo Lorenzettiego.

ZOBACZ WIDEO: Tomasiak szczery do bólu. „Premii nawet nie przeliczyłem dokładnie”

Zawodnicy klubu z Italii pokazali w tym sezonie ogromną moc. W fazie play-offów włoskiej ligi stracili tylko cztery sety w sześciu meczach. Naprzeciw nim w starciu o finał europejskiego czempionatu stanęli brązowi medaliści PlusLigi.

Początek okazał się bardzo wyrównany. Oba zespoły bazowały na wysokiej skuteczności pierwszej akcji. Świetną efektywnością popisywali się atakujący.

Wassim Ben Tara posyłał niezwykle mocne uderzenia i był przy tym niemal bezbłędny. Na świetnym poziomie odpowiadał Bartosz Gomułka, który wykorzystywał techniczne zagrania i robił to bez zarzutu.

Jako pierwszy trzypunktową przewagę wywalczył gospodarz meczu w Turynie, który niestety odbywał się przy słabej frekwencji na trybunach. Po ataku w kontrze Ołeha Płotnickiego Perugia wyszła na prowadzenie 12:9. Wtedy o przerwę poprosił Kamil Nalepka.

Warszawianie się nie poddawali. Po dobrej zagrywce Karola Kłosa zbliżyli się nawet do rywala na jeden punkt straty (15:16). Końcówka premierowej partii należała jednak do faworyta, który do ostatniej akcji utrzymał bardzo wysoki poziom.

Projektowi mocno brakowało skuteczności na lewym skrzydle. Bartosz Firszt miał problemy ze skończeniem ataku. Przypomnijmy, że z powodu kontuzji sezon zakończył Bartosz Bednorz. Aleksander Śliwka z kolei mógł znaleźć się w składzie tylko na spotkania Plus Ligi.

Drugiego seta drużyna trenera Lorenzettiego rozpoczęła na równie wysokim poziomie i szybko uzyskała przewagę (9:6). Po stronie naszej ekipy ujawnił się kolejny problem. Brakowało mocy ze środka, szczególnie w atakach Kłosa. Z tego powodu na boisku pojawił się Jurij Semeniuk.

Perugia kontynuowała kompletną grę. W każdym elemencie prezentowała wysoką jakość. Ogromne wrażenie robił Ben Tara. 29-latek atakował bardzo mocno, ale przy tym zachowywał odpowiednią technikę i chłodną głowę. Warszawski blok nie potrafił znaleźć rozwiązania na zatrzymanie jego uderzeń.

Trener Nalepka zdecydował się na dokonanie jeszcze jednej zmiany. Firszta zastąpił Brandon Koppers, który zanotował bardzo solidne wejście. Najpierw zatrzymał Ben Tarę, a następnie skończył atak w kontrze.

Cały czas ponadto naprawdę dobrze spisywał się Gomułka, ale to było za mało. Siatkarze włoskiego zespołu pewnie triumfowali w drugim secie. Nic się nie zmieniło także na początku trzeciej partii. Błyskawicznie wynik serią mocnych zagrywek ustawił Ołeh Płotnicki. Po jego serwisach Perugia prowadziła już 8:3.

Mistrzowie Włoch bawili się już grą w tym secie. Simone Giannelli próbował nowych rozwiązań w rozegraniu, a i sam nie bał się zaatakować, jak chociażby przy stanie 12:9. Miał też duży komfort, bo wszyscy skrzydłowi jego drużyny prezentowali się świetnie.

Bardzo dobrze spisywał się Kamil Semeniuk. On w swoim stylu był człowiekiem od trudnych sytuacji i zadań specjalnych w każdym elemencie. Mocno pracował chociażby w szóstej strefie.

Pomimo fatalnego wyniku Warszawianie jeszcze poderwali się do walki. Po asie Jakuba Kochanowskiego doprowadzili do stanu 14:17. Była nawet szansa na piętnasty punkt, ale niestety w kontrataku na aut piłkę posłał Gomułka.

Atakujący zrewanżował się punktem z zagrywki na 16:18. Zrobiło się naprawdę ciekawie, bowiem niezwykle ważną piłkę skończył Firszt, który powrócił na boisko (17:18). Projekt złapał kontakt z rywalem, a wszystko rozstrzygnęło się w samej końcówce.

Projekt doprowadził do remisu 22:22. Ben Tara nie skończył ataku, a znów na wysokości zadania stanął Firszt. Trener Nalepka nie krył ogromnego zadowolenia z tego powodu. Co więcej, Gomułka zablokował Płotnickiego, dzięki czemu polska drużyna miała piłkę setową.

Niestety kontrataku na seta nie skończył Tillie, a Wassim Ben Tara to wykorzystał. Ostatecznie Perugia dopięła swego. Asem serwisowym mecz zakończył Płotnicki. Tym samym to włoski klub zawalczy w niedzielę o trofeum.

Faworyci nie zawiedli i byli lepsi w każdym siatkarskim elemencie. Niemniej PGE Projekt Warszawa pokazał wolę walki. Zrobił, co mógł.

PGE Projekt Warszawa – Sir Sicoma Monini Perugia 0:3 (19:25, 20:25, 24:26)

Projekt: Firlej, Gomułka, Kochanowski, Kłos, Tillie, Firszt, Wojtaszek (libero) oraz Kozłowski, Weber, Semeniuk, Koppers;

Perugia: Giannelli, Ben Tara, Loser, Russo, Płotnicki, Semeniuk, Colaci (libero) oraz Ishikawa, Dzavoronok.