Według informacji opublikowanych przez „Financial Times” rosyjscy generałowie przedstawili Kremlowi scenariusz zakładający pełne zajęcie Donbasu do jesieni 2026 r. dzięki przeprowadzeniu oczekiwanej ofensywy w okresie letnio-jesiennym. Problem w tym, że przygotowania do szerokiej ofensywy pozostają na papierze.

Dlatego rosyjskie deklaracje o zdobyciu całego Donbasu do końca jesieni należy traktować bardziej jako propagandową wstawkę Kremla niż realny plan operacyjny. Nie chodzi o to, że Rosja nie jest w stanie dalej nacierać, bo jest. Problem polega na tym, że obecne tempo ofensywy pozostaje zbyt niskie, aby w ciągu kilku miesięcy opanować cały region broniony od ponad dwóch lat przez rozbudowany system ukraińskich fortyfikacji. I raczej znacznie się nie poprawi.

15-latek był z koleżanką. Teraz każdy zobaczy. Skandaliczne nagranie Wstrząsający bilans z Ukrainy. Są nowe dane i zdjęcia

Wstrząsający bilans z Ukrainy. Są nowe dane i zdjęcia

To zresztą nie pierwszy raz, gdy Moskwa wyznacza sobie podobny termin. W 2022 r. rosyjskie dowództwo zakładało zajęcie Donbasu jeszcze latem. Później mówiono o końcu 2023 r., następnie o połowie 2024 r. Każdy kolejny termin był przesuwany, ponieważ rosyjska armia mimo ogromnej przewagi ogniowej nie była w stanie przeprowadzić szybkiego przełamania ukraińskiej obrony. Dziś sytuacja wygląda jeszcze ciężej niż rok temu.

Żółwie tempo natarcia

Największym problemem Rosjan jest gwałtownie spadające tempo natarcia. Obecnie średnie postępy rosyjskich wojsk liczone są już nie w kilometrach, lecz w dziesiątkach metrów dziennie. W ostatnich tygodniach średnia odległość przesuwania się frontu wynosi ok. 40 metrów na dobę. To najniższe tempo rosyjskiej ofensywy od początku pełnoskalowej wojny. Ba! To niższe tempo niż na Froncie Zachodnim I wojny światowej!

Jeszcze na początku 2024 r. przy ówczesnym tempie walk można było teoretycznie zakładać zajęcie całego Donbasu w ciągu trzech–czterech lat. Pod koniec ubiegłego roku analizy mówiły już o sześciu–siedmiu latach. Dziś pojawiają się wyliczenia sugerujące, że przy obecnym tempie pełne opanowanie regionu mogłoby potrwać nawet około trzydziestu lat.

Oczywiście takie matematyczne symulacje mają ograniczoną wartość, ponieważ wojna nie przebiega liniowo. Front może zostać przełamany, jedna ze stron może utracić zdolność do dalszej walki albo dojść może do politycznego przesilenia. Same wyliczenia dobrze pokazują jednak skalę problemu rosyjskiej armii. Moskwa nadal jest zdolna do prowadzenia ofensywy, ale coraz trudniej przekładać jej przewagę liczebną i artyleryjską na sukcesy operacyjne. A będzie jeszcze gorzej, jeśli Kreml nie zaostrzy kursu wobec własnych obywateli.

Kreml chwali się umową. "Pełne partnerstwo" z talibami

Kreml chwali się umową. „Pełne partnerstwo” z talibami

Braki kadrowe

Coraz większe znaczenie mają również problemy kadrowe. Jeszcze rok temu Kreml był w stanie utrzymywać dodatni bilans strat i uzupełnień dzięki wysokim premiom za podpisanie kontraktu oraz ukrytej mobilizacji. Dziś ten mechanizm wyraźnie słabnie. Według danych przedstawianych przez stronę ukraińską rosyjska armia już piąty miesiąc z rzędu traci więcej ludzi, niż jest w stanie pozyskać. Od grudnia do końca kwietnia Rosja miała zmobilizować około 148 tys. żołnierzy, tracąc w tym samym czasie blisko 157 tys.

To nie oznacza jeszcze załamania rosyjskiej armii, ponieważ Federacja Rosyjska nadal dysponuje ogromnym potencjałem ludnościowym. Problem polega jednak na tym, że Kreml nie chce ogłaszać pełnej mobilizacji. Byłoby to ryzykowne politycznie oraz wizerunkowo i mogłoby pogorszyć nastroje społeczne w dużych miastach. Dlatego Rosja nadal opiera się głównie na kontraktach, coraz rzadszych premiach finansowych i naciskach na regiony. Taki model pozwala uzupełniać straty, ale coraz trudniej tworzyć większe rezerwy potrzebne do przeprowadzenia dużej ofensywy.

A właśnie brak odpowiednich rezerw może okazać się kluczowy. Aby skutecznie przełamać silnie przygotowaną obronę, armia potrzebuje wyraźnej przewagi liczebnej. W teorii wojskowej mówi się zwykle o stosunku czterech do jednego. Tymczasem Rosjanie na głównych kierunkach posiadają dziś przewagę bliższą 2,5 do 1. To wystarcza do stopniowego wypierania przeciwnika z pojedynczych pozycji, ale nie do szybkiego załamania całego frontu.

Upadająca logistyka

Każda większa operacja ofensywna wymaga koncentracji sił i środków. Trzeba zgromadzić ludzi, sprzęt, amunicję, środki inżynieryjne, zabezpieczenie logistyczne, a następnie zsynchronizować działania piechoty, wojsk pancernych, artylerii i lotnictwa. To proces trudny nawet dla sprawnie działających armii. W przypadku Rosji widać, że ten mechanizm przestał działać już dawno, a Ukraińcy jeszcze bardziej utrudniają działanie, atakując linie komunikacyjne i punkty etapowe.

Dodatkowym problemem jest to, że każda próba większej koncentracji staje się natychmiast widoczna dla przeciwnika. Ukraińcy posiadają znakomite środki rozpoznania wzrokowego, co oznacza, że zgromadzenie większych sił nie pozostaje niezauważone. W efekcie jeszcze przed rozpoczęciem natarcia takie zgrupowanie może zostać osłabione uderzeniami artylerii i broni precyzyjnej. Co też ogranicza sens budowania dużych ugrupowań. Rosja nadal produkuje bardzo dużo ciężarówek wojskowych, głównie marek KamAZ i UralAZ, ale tutaj także pojawiają się coraz wyraźniejsze napięcia.

Mocny wpis Macrona. Uderza w Putina

Mocny wpis Macrona. Uderza w Putina

Najważniejsze jest to, że ciężarówki są dziś zużywane w ogromnym tempie. Nie chodzi wyłącznie o straty bojowe. Rosyjskie pojazdy logistyczne pracują niemal bez przerwy: transport amunicji, paliwa, żołnierzy, dronów, ewakuacja rannych, ciągłe przerzuty między odcinkami frontu. Każda operacja wymaga tysięcy kursów dziennie.

Do tego ciężarówki stały się jednym z głównych celów ukraińskich dronów FPV. Zniszczenie ciężarówki z paliwem albo amunicją jest często bardziej opłacalne niż trafienie pojedynczego czołgu. Dlatego Rosjanie ponoszą duże straty właśnie w pojazdach logistycznych. Od początku wojny stracili ponad 96 tys. pojazdów transportowych i każdego dnia tracą między 250 a 300 ciężarówek.

To z tego powodu nie są obecnie w stanie dostarczyć na front odpowiedniej ilości zaopatrzenia, które wystarczyłoby do rozpoczęcia szeroko zakrojonej ofensywy. Dlatego scenariusz zdobycia całego Donbasu do końca jesieni wydaje się obecnie mało prawdopodobny.

Wielka afera w Ukrainie. Były doradca Zełenskiego musiał się tłumaczyć

Wielka afera w Ukrainie. Były doradca Zełenskiego musiał się tłumaczyć

Rosja może nadal zdobywać pojedyncze miejscowości i powoli przesuwać front na zachód, ale nie widać oznak przygotowań do operacji, która mogłaby doprowadzić do szybkiego załamania ukraińskiej obrony w całym regionie. Znacznie bardziej realny wydaje się dalszy scenariusz wojny na wyniszczenie, w której będą tracić dziesiątki tysięcy ludzi miesięcznie i kolejnymi przesuwanymi terminami „ostatecznego zdobycia Donbasu”.