Na ten wieczór z niecierpliwością czekali wszyscy kibice Lecha Poznań – w sobotę zespół stanął przed szansą na obronę tytułu mistrza Polski. W mieście planowano specjalną fetę. Potrzebne było tylko i aż… zwycięstwo nad Radomiakiem Radom. Delikatnym utrudnieniem było to, że Kolejorz grał na wyjeździe. Co więcej, nigdy nie wygrał w Radomiu w meczu Ekstraklasy. Ale mimo wszystko był faworytem, tym bardziej że jesienią w Poznaniu piłkarze Nielsa Frederiksena wygrali z tym przeciwnikiem aż 4:1. 

Zobacz wideo Kosecki o grze w Lechii: K***a, co ja tutaj robię?!

Błyskawiczny gol Radomiaka, a później… do głosu doszedł Lech

Pierwsze minuty były bardzo wyrównane. Raz z piłką pod pole karne biegł Lech, a raz Radomiak. Niespodziewanie to gospodarze otworzyli wynik spotkania. A to za sprawą Jana Grzesika i to już w 8. minucie spotkania. 

Piłkarz Radomiaka otrzymał futbolówkę w polu karnym – nie zastanawiał się długo i oddał strzał. Próbował interweniować Bartosz Mrozek, ale miał sporego pecha. Po jego obronie piłka dosłownie wturlała się do bramki. Świętowanie gospodarzy nie trwało jednak długo, bo już kilka sekund później gospodarze musieli pożegnać Leandro Rossiego, absolutną legendę klubu, który z końcem sezonu odchodzi na sportową emeryturę. Był to jego ostatni mecz na stadionie w Radomiu.

Lech nie zamierzał odpuszczać. Wiedział, po co przyjechał na teren rywali. Już w 16. minucie goście dopięli swego. Kapitalną wrzutkę w pole karne do Mikaela Ishaka posłał Luis Palma. Szwed uwolnił się od przeciwników, wyskoczył w górę i główką wbił piłkę do siatki. Tym samym wyrównał na 1:1 i uciszył stadion.

Jeszcze ciszej zrobiło się w 24. minucie, kiedy to bramkarz Radomiaka został pokonany po raz drugi. A dokonał tego Luis Palma. Otrzymał piłkę przed polem karnym i spokojnie popędził pod bramkę, oddając pewny strzał. I choć w kolejnych minutach poznańska ekipa się rozkręcała, to Radomiak nie odpuszczał. Potrafił zagrozić Lechowi, ale brakowało precyzji. Dwukrotnie mogli pomóc mu rywale. Raz bramkę uratował Mrozek po fatalnym podaniu od własnego kolegi, a raz Ishak o mały włos, a wbiłby piłkę do siatki Kolejorza. 

Kolejny cios zadany przez Lecha. Oto nowy/stary mistrz Polski!

Ostatecznie więcej goli w pierwszej połowie nie padło, choć emocji do samego końca było naprawdę sporo. Dwie kapitalne interwencje w kilka sekund zaliczył Wojciech Mońka i uratował drużynę przed stratą gola na 2:2. – Aż szkoda schodzić na przerwę, bo dostaliśmy świetne widowisko – podkreślali komentatorzy Canal+ Sport. Tak dobra pierwsza połowa i wciąż otwarty wynik oznaczały jedno: wielkie emocje w kolejnych 45 minutach. I tych było faktycznie co niemiara, bo stawka, szczególnie dla Lecha, była wysoka.

Zobacz też: Boniek skomentował odejście Lewandowskiego z Barcelony

Gra znów była wyrównana. Precyzyjniejszy był jednak Lech i tylko szczęścia brakowało, by piłka wpadła do siatki. W ciągu pięciu minut kapitalne okazje mieli Leo Bengtsson i Ishak. Oba strzały obronił jednak Filip Majchrowicz, który wciąż utrzymywał gospodarzy przy życiu. W 58. minucie bramkarz musiał skapitulować. Po koronkowej akcji Patrika Walemarka z Ishakiem, ten pierwszy wpisał się na listę strzelców i podwyższył prowadzenie na 3:1. Uderzył spokojnie, na dłuższy słupek.

Chwilę później mecz został przerwany. Ratownicy popędzili na trybuny po tym, jak kibice zasygnalizowali taką konieczność sędziemu. Na szczęście skończyło się na strachu. Kibic opuścił trybuny przy pomocy medyków, a piłkarze wrócili do gry. Wciąż naciskał Lech. Widać, że chciał pozbawić rywali jakichkolwiek nadziei i przypieczętować zwycięstwo, podwyższając prowadzenie. W końcówce jeszcze się zakotłowało i doszło do spięcia między piłkarzami obu drużyn. Sędzia błyskawicznie interweniował. Kolejnego gola ostatecznie Lechowi strzelić się nie udało, ale wygraną zgarnąć już tak! A to oznacza, że mistrzem Polski w 2026 roku zostali Poznaniacy

Lech dokonał tego po raz drugi z rzędu – to dla niego 10. trofeum w historii, ale dopiero trzeci raz Poznaniakom udało się je obronić. Podobnego wyczynu dokonał w 1984 oraz 1993 roku.

Ostatni mecz w sezonie Lech rozegra 23 maja. Rywalem będzie Wisła Płock. Kolejorz podejdzie do niego bez jakiejkolwiek presji.