Na ten mecz czekali wszyscy kibice w Poznaniu. Lech w sobotni wieczór stanął przed gigantyczną szansą na postawienie ostatniego kroku na drodze do obrony mistrzowskiego tytułu. Dziesiąte w historii mistrzostwo Polski było dla podopiecznych Nielsa Frederiksena na wyciągniecie ręki, ale ostatni krok mógł okazać się tym najtrudniejszym. Kolejorz nigdy nie wygrał bowiem w Ekstraklasie na obiekcie w Radomiu. Teraz przełamanie tej serii miało dla poznaniaków wielką stawkę. Ale gospodarze, którzy od czterech spotkań nie zaznali goryczy porażki, nie zamierzali ułatwiać zadania.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Koszmar Lecha na początek, a potem? Niesamowita odpowiedź
I to właśnie gospodarze zadali pierwszy cios. Już w ósmej minucie wynik meczu otworzył Jan Grzesik i stadion w Radomiu oszalał z radości. A po chwili emocje sięgnęły zenitu, gdy z boiska przy szpalerze ustawionym przez oba zespoły schodził Leandro Rossi.
Brazylijczyk trafił do Radomiaka, gdy ten występował jeszcze w czwartej lidze i przebył z nim drogę do piłkarskiej elity. 37-latek, który doczekał się polskiego paszportu, w barwach radomskiego klubu zaliczył 331 spotkań, w których strzelił 105 bramek i zaliczył 27 asyst.
Gospodarze z prowadzenia cieszyli się jednak tylko osiem minut, a odpowiedź lidera tabeli była piorunująca. W 16. minucie dośrodkowanie Luisa Palmy na bramkę zamienił Mikael Ishak. Kapitan Lecha strzelił tym samym swojego 16. gola w tym sezonie. A to nie było ostatnie słowo Kolejorza.
W 23. minucie Lech był już na prowadzeniu, gdy po akcji Leo Bengtssona tym razem na listę strzelców wpisał się Palma. Lech mógł w kolejnych minutach podwyższyć prowadzenie, bo swoje okazje mieli jeszcze Pablo Rodriguez i Patrik Walemark.
Gospodarze po kilkunastu minutach przebudzili się z letargu i mogli jeszcze raz skarcić lidera. Defensywę Kolejorza nękał Luiquinhas, a w jednej z akcji dwiema skutecznymi wślizgami Bartosza Mrozka po strzałach Elvesa Balde wyręczył Wojciech Mońka. Wcześniej golkiper Lecha musiał też ratować zespół, gdy wybijał piłkę głową po złym zagraniu Mateusza Skrzypczaka.
Lech oddał inicjatywę. A potem rozwiał wątpliwości
Po zmianie stron optyczną przewagę miał Radomiak, ale to Lech w 58. minucie podwyższył prowadzenie. Po akcji z Ishakiem do siatki trafił Walemark. Kibice Lecha długo czekali na jego powrót, ale w kluczowym momencie Szwed pokazał klasę. I w zasadzie przesądził o losach mistrzowskiego tytułu.
W końcówce czwartego gola mógł jeszcze dołożyć Daniel Hakans, ale Radomiaka uratował Steve Kingue. W ostatnich sekundach doszło jeszcze do przepychanek i scen, których nie chcemy oglądać w Ekstraklasie.
Nie zmienia to jednak faktu, że Lech wreszcie przełamał ligową niemoc w Radomiu i w efektowny sposób przypieczętował 10. w historii mistrzowski tytuł. Kolejorz jest trzecim klubem w XXI w., który obronił tytuł w Ekstraklasie po Legii Warszawa i Wiśle Kraków.