Jeszcze tylko dwa mecze i koniec. Robert Lewandowski ogłosił, że po sezonie opuszcza Barcelonę. Jego kontrakt wygaśnie 30 czerwca, więc od 1 lipca formalnie może wejść w życie nowy – już z innym klubem.
– Decyzja Roberta o opuszczeniu Barcelony nie jest żadną niespodzianką. Miesiąc temu powiedziałem, że jeśli ktoś uważa, że Lewandowski zrobi wszystko, żeby pozostać w katalońskim klubie, to może się mocno zdziwić. I tak też się stało – mówi dla WP SportoweFakty Sebastian Staszewski, autor głośnej książki „Lewandowski. Prawdziwy”.
ZOBACZ WIDEO: Thierry Henry został ambasadorem. Nawet się nie zastanawiał
– Dla Roberta jego status w klubie był kwestią kluczową. To sprawiało, że nie chciał zostać w Barcelonie tylko po to, by żyć sobie wygodnym hiszpańskim życiem i siedzieć na ławce. On chciał grać, być gwiazdą, ważną częścią drużyny, czyli realizować wszystko to, do czego nas przyzwyczaił przez ostatnią dekadę. Jednak Barcelona nie była w stanie mu tego zapewnić i interesy Roberta oraz klubu po prostu się rozjechały – przekazuje dziennikarz.
W sobotę doszło do ostatniej przed ogłoszeniem decyzji o odejściu rozmowy Lewandowskiego z trenerem Hansim Flickiem. – Była ona kurtuazyjna. Robert powiedział, jakie jest jego stanowisko, Flick przedstawił swoje i potwierdziło się, że są one zupełnie rozbieżne. Sądzę, że ostateczna decyzja Lewandowskiego o odejściu zapadła po dwumeczu z Atletico Madryt w Lidze Mistrzów – wskazuje Staszewski.
Dyrektor Barcelony ani razu nie spotkał się z Lewandowskim
Chodzi o kwietniowe mecze ćwierćfinałowe, w których Barcelona odpadła z rozgrywek. Lewandowski w pierwszym spotkaniu wyszedł w pierwszym składzie, ale już w przerwie został zmieniony. A w drugim spotkaniu Polak musiał się zadowolić 22 minutami po wejściu z ławki. To wtedy, jak sugeruje autor biografii Lewandowskiego, piłkarz poczuł, że w najważniejszych meczach nie jest już pierwszoplanową postacią.
Sebastian Staszewski
Staszewski przynosi zaskakujące informacje: według niego Barcelona nie przedstawiła 38-letniej gwieździe żadnej oferty nowej umowy! – Powiem więcej: Deco, czyli dyrektor sportowy, ani razu nie spotkał się z Robertem, ani razu z nim nie porozmawiał. Kontaktował się tylko z jego agentem, Pinim Zahavim. To dla „Lewego” było powodem odczuwania dyskomfortu, podobnie jak kilka lat temu w Bayernie Monachium, gdy dyrektor Hasan Salihamidzić długie miesiące zwodził Roberta i nie dawał mu konkretów. I wtedy też „Lewy” zdecydował się opuścić swój zespół – przypomina dziennikarz.
I kontynuuje: – Myślę, że „Lewy” podpisałby nowy, roczny kontrakt nawet za mniejsze pieniądze, gdyby miał gwarancję grania. A tego nikt nie jest w stanie mu zagwarantować. Jednocześnie Hansi Flick świetnie zna Lewandowskiego. Wie, że po mistrzostwie Niemiec zdobytym przez zespół Niko Kovaca Robert wraz z grupą innych piłkarzy poszedł do prezesów z prośbą o zwolnienie trenera. Flick wie więc, że niezadowolony Lewandowski potrafi być nieprzyjemny i szorstki. Wydaje mi się więc, że dobrze, iż doszło do tego rozstania już teraz. Bo ani Robert nie potrzebuje siedzenia na ławce ani Flick nie potrzebuje sfrustrowanego zawodnika w szatni.
Robert Lewandowski ma ofertę z Chicago Fire
Co dalej z Lewandowskim?
– Robert wciąż ma dwuletnią ofertę z Chicago Fire. Niedługo powinny także przyspieszyć rozmowy z Saudyjczykami, którzy do tej pory nie mogli być pewni, czy przypadkiem „Lewy” nie wykorzystuje ich jako karty przetargowej w negocjacjach z Barceloną – i dlatego wciąż nie złożyły mu konkretnych ofert. Dziś jednak tamtejsze kluby już wiedzą, że Lewandowski naprawdę jest do wzięcia. I temat powinien ruszyć z kopyta. Tym bardziej, że dla Roberta priorytetem będzie właśnie kierunek arabski. Jego przyszłość zapewne poznamy pod koniec maja lub w czerwcu – przewiduje autor książki o Lewandowskim.