MAREK CHOJNACKI: Nadal tej drużynie brakuje stabilizacji. Jesienią słabo wyglądały przede wszystkim mecze wyjazdowe, a u siebie było przyzwoicie. Wiosną jest odwrotnie. Zespół lepiej punktuje i gra z mocnymi rywalami właśnie na obcych terenach.

Początek rundy u siebie był słaby, dopiero później to się poprawiło, ale przecież na zwycięstwo przy Al. Unii musieliśmy czekać od 3 listopada (2:1 ze Śląskiem) do 25 kwietnia (2:1 ze Stalą Rzeszów). To ogrom czasu i zdecydowanie za długo, kibice pozostawali prawie pół roku bez zwycięstwa w Łodzi… Choć to też nie jest teraz tak, że ŁKS seryjnie zwycięża na wyjazdach, bo potrafił przegrać w Tychach z najsłabszą ekipą ligi. To pokazuje, że drużyna wciąż faluje.

Jednak obecnie ŁKS zajmuje piąte miejsce, a wiosnę zaczynał w drugiej części tabeli.

W Ekstraklasie i 1. lidze różnice były i nadal są minimalne. Wystarczy zanotować dołek na dwa lub trzy mecze, żeby z bezpiecznej pozycji spaść kilka miejsc niżej. ŁKS z kolei złapał dobrą serię, zwłaszcza z zespołami z górnej połowy tabeli, bo wygrał w Warszawie z Polonią, pokonał Wieczystą Kraków czy Pogoń Grodzisk Mazowiecki, która do niedawna kręciła się w czołówce. To ważne zwycięstwa, ale przy tak niewielkich różnicach punktowych brak wygranej w ostatnich dwóch meczach znów może wszystko odmienić.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Co o drużynie powiedział nam poniedziałkowy remis 2:2 we Wrocławiu ze Śląskiem?

Potwierdził brak stabilizacji. Przez cały sezon było tak samo: jeden świetny mecz, za tydzień przeciętny lub bardzo słaby. Nawet w trakcie pojedynczych spotkań są momenty pełnej kontroli, a za chwilę pojawiają się proste błędy i utrata bramki. Dwa kluczowe potknięcia w tej rundzie to GKS Tychy i Śląsk. Gdyby ŁKS potrafił utrzymać dobrą dyspozycję na przestrzeni całego spotkania, dziś miałby pięć punktów więcej, a tak z tych dwóch meczów przywiózł tylko punkt. Co by to oznaczało w tabeli, każdy doskonale wie.

Czyli remis we Wrocławiu postrzega pan jak przegraną?

Na pewno bardziej jako dwa punkty stracone niż jeden zdobyty. Do momentu straty bramki na 1:2 Śląsk praktycznie nie istniał. ŁKS strzela na 2:0 i chwilę później traci kontaktowego gola… Wtedy zespół, który goni, dostaje wiatr w żagle, a ten prowadzący traci pewność. Co z tego, że ŁKS kontrolował mecz przez 65 minut, skoro potem w 10 minut mógł przegrać?

Jak ocenia pan kadencję Grzegorza Szoki?

Powtórzę się, ale muszę — drużyna nadal faluje. Aczkolwiek sama gra wygląda lepiej niż na początku sezonu, co nie oznacza, że nie może być lepiej. Szoka podejmuje właściwe decyzje kadrowe, dobrze dobiera pozycje piłkarzom. Jeżeli nie ma przymusowej przerwy dla któregoś z zawodników, raczej łatwo przewidzieć, kto zagra. Mam nadzieję, że to duży krok w kierunku stabilności, o której ciągle mówię.

Podoba się panu gra duetem napastników Fabian Piasecki i Andreu Arasa? Do tego dochodzi odkopany Koki Hinokio, a przed przyjściem Szoki był już na wylocie.

Jeżeli chodzi o napastników, to jeden jest bardziej fizyczny, a drugi techniczny i razem tworzą bardzo skuteczny duet. Hinokio miał świetny początek rundy, za ostatni czas oceniam go słabiej mimo bramki przeciwko Pogoni. We Wrocławiu tracił łatwe piłki [dziewięć strat wg statystyk] i złapał czwartą żółtą kartkę, ale liczę, że to chwilowy spadek formy.

W Niepołomicach zespół poradzi sobie ze specyficznym stylem gry Puszczy?

Spodziewam się trudnego zadania, zresztą tam nikt nie ma łatwo. Specyficzne boisko, prosty, fizyczny futbol i duża skuteczność po stałych fragmentach — to charakteryzuje Puszczę. I co najważniejsze, w ich przypadku to działa, bo Puszcza za ostatnie piętnaście meczów jest wiceliderem tabeli [ŁKS jest czwarty]. Dla ŁKS mecz z Puszczą może być kluczowy. Dobry wynik daje praktycznie baraże, a porażka sprawi, że ostatnie spotkanie z Górnikiem Łęczna będzie nerwowe.

Brak barażów dla ŁKS byłby porażką?

Patrząc na przedsezonowe zapowiedzi, to tak. Po transferach w letnim oknie faworytami do awansu były Wisła Kraków i ŁKS. Liga to zweryfikowała, ŁKS nie okazał się tak mocny. Celem klubu stało się wejście co najmniej do barażów. Są one blisko, ale brak wygranej z Puszczą może skomplikować sytuację.

Ile klubów z Łodzi zobaczymy w Ekstraklasie w przyszłym sezonie?

To pytanie za milion złotych! Jestem za tym, żebyśmy w kolejnym sezonie mogli emocjonować się derbami Łodzi. A w której będzie to lidze? Nie wiem.