Od lat największe kolarskie wyścigi świata (Tour de France, Giro d’Italia, Vuelta a Espana) coraz chętniej wyprowadzają Grand Depart (wielkie otwarcie) poza granice swoich krajów. Wszystko zaczęło się w 1954 r., gdy Tour de France ruszył z Amsterdamu. Od 2022 do 2024 r. Wielka Pętla rozpoczynała się kolejno w Kopenhadze, Bilbao, Florencji, a gospodarzem tegorocznej inauguracji będzie Barcelona (27. w historii początek TdF poza granicami Francji). Vuelta a Espana nie zostaje w tyle — startowała już z Utrechtu, Lizbony i Turynu, natomiast tegoroczne otwarcie wyścigu zaplanowano w Monako.

Tydzień temu uczestnicy Giro d’Italia zaczęli rywalizację w pięknym, historycznym, nadmorskim Nesebyrze w Bułgarii. Wspomnianą miejscowość zamieszkuje około 14 tys. mieszkańców, czyli mniej więcej tyle co naszą Wieliczkę. Skoro największe toury na świecie stawiają na ekspansję i starty w innych europejskich krajach, to naturalne wydaje się pytanie: dlaczego nie Polska?

Koszt goszczenia startu Giro d’Italia czy Tour de France to operacja liczona w milionach euro. Oficjalne opłaty licencyjne dla organizatorów takich jak ASO (Amaury Sport Organisation — o których w przyszłości jeszcze napiszę) w przypadku TdF czy RCS Sport zarządzającym Giro to tylko wierzchołek góry lodowej. Portal naszosie.pl, powołując się na doniesienia zagranicznych mediów, podaje, że Albania za bycie gospodarzem trzech pierwszych etapów Giro d’Italia 2025 zapłaciła 7 mln euro (prawie 30 mln zł). To kwoty za sam przywilej organizowania startu. Do tego dochodzą ogromne koszty logistyki, zabezpieczenia tras, hoteli dla setek osób z obsługi i mediów. Czy to wysoka cena? Powiedziałbym, że rynkowa, bo chętnych w kolejce nie brakuje.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Lekcja kolarskiej geografii

Najwięksi fani kolarstwa są produktem doskonałego marketingu terytorialnego Francji, Włoch i Hiszpanii. Bez zastanowienia wymieniamy nazwy takie jak Col du Galibier, Alpe d’Huez, Passo dello Stelvio czy Passo Pordoi. Rozumiemy ich topografię, wiemy, gdzie zaczyna się podjazd.

Jednak z perspektywy ekonomii sportu bycie tylko widzem to rola pasywna. Ewentualna inwestycja w start któregoś z wielkich tourów w Polsce nie byłaby wydatkiem „tylko na kilka dni wyścigu”. To wykupienie miejsca w globalnej podświadomości kibiców z całego świata. Jeśli Francuz dowie się, że w Polsce też są malownicze i wymagające trasy kolarskie, zacznie postrzegać nasz kraj jako ciekawy kierunek turystyczny. A to przełoży się na konkretny zysk, który w dłuższym terminie zrekompensuje wysoką opłatę licencyjną. Znam co najmniej kilkanaście osób, które pierwszy raz przyjechały do Polski na duże wydarzenie sportowe i w wyniku zachwytu nad naszym krajem, odwiedzają go nawet kilka razy w ciągu roku. To naprawdę działa!

Byłoby to świetnym jednorazowym uzupełnieniem cyklicznego u nas Tour de Pologne, który należy do prestiżowego cyklu UCI World Tour i od wielu lat znajduje się w czołówce najlepiej ocenianych wyścigów kolarskich na świecie.

Giro d'Italia to nie tylko kolarze ale i sponsorzy

Giro d’Italia to nie tylko kolarze ale i sponsorzySIPAUSA/NEWSPIX.PL / newspix.pl

Reklama, która sypie się z nieba

To, co wyróżnia wielkie toury, to skala zjawiska, które na potrzeby tego tekstu nazwijmy „karawaną reklamową”. Zanim rozpocznie się etap, przez trasę przejeżdża kawalkada pojazdów sponsorów. Dwukrotnie wybrałem się z jednym z największych entuzjastów kolarstwa szosowego w Polsce Szymonem Koniecznym na alpejskie etapy Tour de France i widziałem na żywo, jak Carrefour rzucał kibicom tysiące charakterystycznych czapeczek kolarskich i koszulek w grochy (symbol lidera klasyfikacji górskiej). Bliźniaczo podobny przebieg miał przejazd banku LCL z jego żółtymi nakryciami głowy. Sponsorzy częstują też jedzeniem, rozdają próbki produktów. Krótko mówiąc: w tym interesie zadowolony jest każdy — partner wyścigu zyskuje ekspozycję swojej marki, a kibic wraca do domu z pełnymi rękami darmowych gadżetów.

Polska marka w Giro

W tym roku pierwszy raz od dłuższego czasu w Giro d’Italia nie startuje żaden polski kolarz, ale prawdopodobnie nie wiedzą państwo, że marka z naszego kraju jest blisko włoskiego touru — i to w samym centrum operacyjnym. Firma Promokraft odpowiada za mobilne showroomy sponsorów.

Wkomponowanie miasteczka reklamowego w ciasną zabudowę włoskich miast przypomina budowę z klocków Lego, gdzie margines błędu wynosi centymetry. O kulisach tej pracy porozmawiałem z Adamem Silutą z Promokraftu. — Proces rozkładania zależy w dużym stopniu od projektu. Naczepy jesteśmy w stanie wyposażyć w kanapy, ekrany, w zasadzie spełniamy każde zamówienie. Im więcej detali, tym dłużej będzie to trwało. Nasza ekipa rozstawiła się kiedyś w rekordowym czasie godziny i 15 minut. Średnio trzeba jednak liczyć dwie godziny. Pracują przy tym trzy osoby. W tej chwili dysponujemy pięcioma jednostkami, ale myślimy o rozszerzeniu asortymentu, bo pytań z zagranicy jest bardzo dużo.

Dekoracje na trasie Giro d'Italia

Dekoracje na trasie Giro d’ItaliaZUMA / newspix.pl

Polska firma projektuje i wykonuje wszystko samodzielnie: od mebli po skomplikowaną elektronikę i hydraulikę. To sprawia, że proces jest szybszy i tańszy niż w przypadku korzystania z zewnętrznych agencji. Warto dodać, że firma w 2018 r. na 90-lecie Tour de Pologne stworzyła mobilne Muzeum Polskiego Kolarstwa i był to projekt unikatowy w skali świata. — Każdy eksponat musiał być indywidualnie oświetlony, stworzyliśmy dziesiątki szklanych gablot i 12 prezentacji multimedialnych. Trudną realizacją było też studio komentatorskie dla TVP na Tour de Pologne, wymagające dostępu do transmisji, ekranów, wysokiej jakości internetu i jednocześnie odpowiedniego wyciszenia — wymienia Adam Siluta.

Utrzymanie floty na tak gigantycznej imprezie jak Giro d’Italia to operacja rzędu setek tysięcy złotych. Przy trasie liczącej ponad 3000 km, pokonywanej przez ciężkie zestawy w trudnym terenie (Alpy, Dolomity), koszty paliwa i bieżącej eksploatacji są potężne. To nie tylko kierowcy, ale również technicy, koordynatorzy i serwisanci dostępni przez całą dobę. Dochodzą do tego koszty parkingów, zezwoleń na wjazdy do ograniczonych stref oraz ubezpieczenia operacyjne.

Obecność Promokraftu na Giro d’Italia to jasny sygnał: polski biznes sportowy w kolarskim świecie nie jest już tylko biorcą technologii, ale również dostawcą. Skoro nasza firma obsługuje jeden z największych wyścigów świata, to infrastrukturalnie jesteśmy gotowi na każdy etap wielkiego touru.