Legia, która w poprzedniej kolejce zapewniła sobie utrzymanie, przyjechała nad morze bardzo zdeterminowana, z wyraźnym zamiarem odniesienia zwycięstwa. I dość szybko, bo już w 11. minucie, objęła prowadzenie.
Prawą stroną popędził Kacper Chodyna, zacentrował w pole karne, gdzie z 11 metrów skuteczną główką popisał się Jean-Pierre Nsame. Kameruński napastnik miał jednak ułatwione zadanie, bowiem wyjątkowo biernie zachowała się w tej sytuacji obrona gospodarzy. Najpierw dwóch zawodników Lechii nie wykazało się większą ochotą, żeby zablokować dośrodkowanie Chodyny, a następnie żaden ze znajdujących się niedaleko Nsame trzech defensorów nie zdecydował się do niego podbiec i przeszkodzić w oddaniu strzału.
ZOBACZ TAKŻE: Dramat Juventusu! Sensacyjna porażka pozbawi giganta Ligi Mistrzów?
W 34. minucie mogło być 2:0 dla stołecznej drużyny, jednak tym razem po dośrodkowaniu Juergena Elitima i uderzeniu głową 19-letniego Jana Leszczyńskiego piłka zatrzymała się na słupku.
Więcej emocji było pod koniec pierwszej połowy. Najpierw Alexander Paulsen obronił uderzenie Bartosza Kapustki, w rewanżu Bujar Pllana „sprawdził” czujność rumuńskiego golkipera Legii Otto Hindricha, a tuż przed przerwą Tomas Bobcek główkował obok słupka.
Z kolei w 48. minucie o szczęściu mogli mówić legioniści. Po rzucie wolnym Iwana Żelizki piłkę musnął głową Camilo Mena, ta odbiła się jeszcze od Kamila Piątkowskiego i zatrzymała na słupku. Osiem minut później po uderzeniu z dystansu Pllany Hindrich ponownie tylko odprowadził wzrokiem piłkę, która przeszła tuż obok słupka.
Trzecia próba biało-zielonych w drugiej połowie zakończyła się powodzeniem. W 63. minucie po centrze z prawej strony rumuńskiego bramkarza efektowanym strzałem głową pokonał Bobcek. Było to 18. ligowy gol słowackiego napastnika, który walczy o koronę króla strzelców ekstraklasy.
180 sekund później w idealnej sytuacji znalazł się Kacper Sezonienko, ale trafił w Hindricha. 2:1 dla Lechii powinno być także w 78. minucie – po stracie gości na własnej połowie Mena ponownie zagrał do Bobcka, ale jego strzał w długi róg nogą obronił bramkarz gości.
Od 86. minucie gospodarze musieli sobie radzić w „10”, bowiem drugą żółtą kartkę, za faul na Elitimie, i w konsekwencji czerwoną otrzymał Żelizko.
Do potężnej awantury z udziałem wszystkich piłkarzy i sztabów doszło w 89. minucie, kiedy przy linii bocznej Rafał Augustyniak złapał za koszulkę Menę, a następnie „rzucił” kolumbijskim skrzydłowym o murawę. Stoper Legii zobaczył tylko żółtą kartkę i miał okazję cieszyć się z triumfu własnej drużyny.
W trzeciej minucie doliczonego czasu Matus Vojtko dwa razu wybijał piłkę z linii bramkowej, ostatecznie z bliska skierował ją głową do siatki były zawodnik Lechii Antonio Colak.
W sobotę w ostatniej kolejce Gdańszczanie zagrają w Niecieczy z Bruk-Bet Termalicą, z kolei Warszawianie podejmą Motor Lublin.
Mecz Lechii z Legią obejrzało 35 tys. kibiców. To druga w tym sezonie frekwencja na Polsat Plus Arenie Gdańsk. Najwięcej widzów – 37500 – zjawiło się pod koniec sierpnia na derbowej potyczce z Arką Gdynia, którą gospodarze wygrali 1:0.
Po ostatnim gwizdku fani biało-zielonych nie szczędzili swoim piłkarzom wulgaryzmów. W polemikę wdał się z nimi, po polsku, kapitan zespołu Rifet Kapić.
Lechia Gdańsk – Legia Warszawa 1:2 (0:1)
Bramki: 0:1 Jean-Pierre Nsame (11-głową), 1:1 Tomas Bobcek (63-głową), 1:2 Antonio Colak (90+3-głową)
Żółte kartki – Lechia Gdańsk: Iwan Żelizko, Tomas Bobcek, Matej Rodin. Legia Warszawa: Kacper Chodyna, Rafał Augustyniak, Jan Leszczyński. Czerwona kartka za drugą żółtą – Lechia Gdańsk: Iwan Żelizko (86)
Lechia Gdańsk: Alex Paulsen – Tomasz Wójtowicz, Bujar Pllana, Matej Rodin, Matus Vojtko – Camilo Mena, Iwan Żelizko, Rifet Kapić, Tomasz Neugebauer (61. Anton Carenko), Kacper Sezonienko (88. Maksym Diaczuk) – Tomas Bobcek
Legia Warszawa: Otto Hindrich – Kamil Piątkowski, Rafał Augustyniak, Jan Leszczyński – Kacper Chodyna, Bartosz Kapustka (81. Damian Szymański), Juergen Elitim, Ruben Vinagre (61. Wojciech Urbański) – Ermal Krasniqi (61. Rafał Adamski), Jean-Pierre Nsame (72. Antonio Colak), Jakub Żewłakow (61. Samuel Kovacik)
KP, PAP