Mecz ostatniej kolejki Ligue 1 w Nantes szybko wymknął się spod kontroli. Po wejściu kibiców na boisko sędzia przerwał mecz z Toulouse FC, a przy linii bocznej omal nie doszło do rękoczynów.
Vahid Halilhodzić ruszył na murawę, by rozmawiać z protestującymi. Ochrona próbowała go zatrzymać, ale szkoleniowiec zdążył zamienić kilka słów z chuliganami. Po chwili wrócił do szatni zapłakany. Dla 74-letniego trenera był to szczególnie trudny wieczór, bo jest mocno związany z klubem i kończy karierę.
ZOBACZ WIDEO: Sonda po głośnych doniesieniach o Lewandowskim. Zapytaliśmy Polaków
Napięcie było widoczne jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Według relacji „RMC Sport” na stadionie pojawiło się ok. 20 tys. widzów, choć La Beaujoire mieści prawie 35 tys. osób. Część trybun świeciła pustkami i atmosfera od początku była bardzo nerwowa po czarnym sezonie zakończonym degradacją FC Nantes.
Przed meczem dziesiątki zamaskowanych kibiców domagały się odejścia właściciela Waldemara Kity i jego syna Francka Kity, pełniącego funkcję prezesa. – Wynoś się, Waldemar, zabierz ze sobą syna – skandowali fani.
Tuż przed spotkaniem piłkarze i sztab FC Nantes utworzyli jeszcze szpaler dla Halilhodzicia. Trener, który przechodzi na emeryturę, wyszedł na środek boiska z synem oraz dwojgiem wnuków. Cały stadion go oklaskiwał, zaś trybuna Loire skandowała jego imię. Kilkadziesiąt minut później wieczór zamienił się w chaos.