Historia najnowsza PKO Ekstraklasy zna przypadki mistrzów Polski, którzy wygrali ligę, choć sezon wcześniej drżeli o utrzymanie w niej. Takie metamorfozy były udziałem Piasta Gliwice (2018/19) i Jagiellonii Białystok (2023/24).
Legia może jednak przebić wszystkich i w sezonie, w którym zaryła o dno ligowej tabeli, a nieprzychylni jej kibice w wyobraźni zrzucali już ją do I ligi, awansować do europejskich pucharów. W 1993 roku „cała Polska widziała”, jak Legia wygrała ligę w „niedzielę cudów” (więcej TUTAJ), ale takiego cudu, jakiego Wojskowi mogą dokonać w tym sezonie, polski futbol jeszcze nie widział.
ZOBACZ WIDEO: Oto Piłkarz Sezonu? „Oglądanie go jest absolutną przyjemnością”
Niesamowita historia
Warszawianie szansę na udział w eliminacjach Ligi Konferencji zachowali do ostatniej kolejki dzięki heroicznemu zwycięstwu nad Lechią Gdańsk (2:1) w niedzielę. Gola na wagę trzech punktów dla Legii strzelił w doliczonym czasie gry drugiej połowy Antonio Colak.
– To jest niesamowita historia i duża sprawa dla mnie – przyznał po meczu Marek Papszun. Trudno dziwić się wzruszeniu trenera Legii. W końcu gdy przejmował zespół, ten był najbliższej spadku z PKO Ekstraklasy od 1936 roku, gdy jedyny raz w historii pożegnał się z najwyższą ligą.
Cud z falstartem
Legia była wtedy w największym kryzysie sportowym w powojennej historii. Rundę jesienną Wojskowi zakończyli na przedostatnim miejscu w tabeli. Mieli na koncie najmniej zwycięstw (4) i najmniej strzelonych bramek (19), a dorobek punktowy (19) mieli równie skromny co zamykający stawkę Bruk-Bet.
Wyprzedzali Niecieczan tylko dzięki korzystniejszemu bilansowi bramkowemu. W meczu bezpośrednim górą – i to w Warszawie – były Słoniki, ale przy układaniu tabeli na bieżąco w trakcie rozgrywek liczy się różnica goli, a nie wyniki bezpośrednich spotkań. Te decydują o kolejności dopiero po zakończeniu sezonu.
Legia wylądowała na dnie ze względu na serię dziesięciu kolejnych spotkań bez zwycięstwa w PKO Ekstraklasie. Papszun nie zjawił się jednak w Książenicach z czarodziejską różdżką w dłoni. W trzech pierwszych meczach pod jego wodzą Warszawianie też nie wygrali, a ten falstart sprawił, że ustanowili niechlubny rekord klubu pod tym względem (12).
Zmartwychwstanie
Na starcie rundy wiosennej Legia została w blokach, ale po porażce z Koroną i remisach z Arką i GKS-em ruszyła z górę tabeli. 12 kolejnych spotkań to siedem zwycięstw, cztery remisy i tylko jedna porażka, która nie zabiła Legii, tylko ją wzmocniła.
Mimo ewidentnego falstartu, Legia Papszuna jest jedna z najlepszych drużyn rundy wiosennej w PKO Ekstraklasie. W 15 meczach zdobyła 27 punktów. Tylko Lech (33) i GKS (29) podniosły z boiska więcej.
W strefie spadkowej Legia była najdłużej w historii, bo przez siedem kolejek. Na powierzchnię wypłynęła dopiero po remisie z Radomiakiem w 25. serii spotkań. Jej passę gier bez porażki (10) w 30. kolejce brutalnie przerwał Lech (0:4), ale to po tej klęsce Legia wkroczyła na zwycięską ścieżką, jaką w tym sezonie jeszcze nie kroczyła.
Po przegranej w Poznaniu Wojskowi wygrali trzy kolejne mecze i dzięki tej serii są w grze o awans do europejskich pucharów. Odkąd w PKO Ekstraklasie za zwycięstwo przyznaje się trzy punkty, czyli od sezonu 1995/96, nie było zespołu, który zimowałby w strefie spadkowej, a ostatecznie zajął miejsce premiowane awansem do rozgrywek UEFA.
Nawet Wisła Kraków w połowie sezonu 1997/98, gdy przejęła ją Tele-Fonika, nie była na miejscu spadkowym. W triumfalny wiosenny marsz na 3. miejsce Biała Gwiazda wyruszyła z 13. lokaty.
Wtedy cud się ziści
Legia wciąż szansę na awans do eliminacji Ligi Konferencji dzięki temu, że Górnik Zabrze zdobył Puchar Polski i zajął w PKO Ekstraklasie pozycję uprawniającą do gry w europucharach. Regulamin rozgrywek zakłada, że w takiej sytuacji zwolnione przez Zabrzan miejsce w rozgrywkach UEFA zajmie zespół z 5. lokaty.
Przed ostatnią kolejką okupuje ją GKS Katowice, a w grze o awans do europejskich pucharów liczą się też Zagłębie Lubin i Legia. GKS ma wszystko w swoich rękach i jeśli w 34. serii wygra, nie będzie musiał oglądać się na Miedziowych i Wojskowych. Zagłębie i Legia muszą natomiast liczyć na potknięcia rywali.
Terminarz 34. kolejki PKO Ekstraklasy:
Jagiellonia – Zagłębie / 23.05, g. 17:30
Legia – Motor / 23.05, g. 17:30
Pogoń – GKS / 23.05, g. 17:30
Legijny cud się ziści tylko w jednej konfiguracji wyników ostatniej kolejki:
– Legia wygra
– GKS przegra
– Zagłębie nie wygra (przegra albo zremisuje)
W sytuacji, gdy dwie lub trzy drużyny będą miały tyle samo punktów, czyli po 49, o kolejności w tabeli zadecydują wyniki spotkań bezpośrednich miedzy tymi zespołami. W każdym z tych wariantów zwycięsko wychodzi ekipa z Łazienkowskiej 3.
Jeśli Legia wygra, GKS przegra, a Zagłębie zremisuje, to wszystkie będą miały po 34. kolejce po 49 punktów. W tzw. „małej tabeli” uwzględniającej mecze bezpośrednie między tymi trzema drużynami, Legia jest najlepsza. Zdobyła w tych spotkaniach 7 punktów, podczas gdy GKS – 5, a Zagłębie 4.
Jeśli natomiast Zagłębie i GKS przegrają, a Legia wygra, to Katowiczanie i Warszawianie będą mieli po 49 punktów. Wtedy o kolejności w tabeli zadecydują wyniki ich spotkań bezpośrednich, a te też są korzystne dla Legii (3:1, 1:1).
GKS zajmie 5. miejsce i awansuje do eliminacji Ligi Konferencji, jeśli w ostatniej kolejce:
– wygra
albo
– zremisuje, a Zagłębie nie wygra (przegra albo zremisuje)
albo
– przegra, a Zagłębie i Legia nie wygrają
Zagłębie zajmie 5. miejsce i awansuje do eliminacji Ligi Konferencji, jeśli w ostatniej kolejce:
– wygra
– GKS nie wygra (przegra albo zremisuje)
Maciej Kmita, dziennikarz WP SportoweFakty