Zdjęcia: AFM

Regularnie słyszy się o kradzionych samochodach ciężarowych, które zatrzymywane są na naszej wschodniej granicy. Jaki może być natomiast los ciężarówek, które unikną takiego wyłapania i dotrą do miejsca przeznaczenia? Pewną odpowiedzią na to pytanie jest ostatnia afera z Kazachstanu.

Kazachska Agencja ds. Monitoringu Finansowego (AFM) rozpracowała grupę przestępczą, która specjalizowała się w nielegalnym „rejestrowaniu” samochodów ciężarowych. Proceder miał polegać na podmienianiu elementów identyfikacyjnych, takich jak tabliczki znamionowe oraz wybite numery VIN, by dzięki temu pojazdy nowo sprowadzone do kraju mogły funkcjonować jako starsze, wyrejestrowane już egzemplarze. Łącznie w ten sposób na drogi miały trafić 82 pojazdy, w tym przede wszystkim ciągniki siodłowe.

Według dotychczasowych ustaleń, w procederze uczestniczyło dziewięć osób. Wśród nich kluczową rolę odgrywał policjant, który wyszukiwał w bazie niedawno wyrejestrowane pojazdy o pasujących konfiguracjach. Ponadto istotnym członkiem grupy był notariusz, który wystawiał potrzebne dokumenty.

Z kazachskiego punktu widzenia omawiane przestępstwo miało charakter głównie fiskalny. Z usług omawianej grupy mieli bowiem korzystać przewoźnicy, którzy nie chcieli opłacić cła za nowo sprowadzony pojazd. Kazachski skarb państwa miał w ten sposób stracić 705 milionów tenge, czyli równowartość ponad 5 milionów złotych. Z zagranicznego punktu widzenia problem był zaś taki, że omawiana metoda pozwalała rejestrować pojazdy o – jak określili to sami Kazachowie – „wątpliwej przeszłości”. Skoro bowiem ciężarówki były podszywane pod inne egzemplarze, dało się w ten sposób wprowadzić do obiegu także samochody pochodzące z nielegalnych źródeł.

Swoją drogą, cała ta historia  może przywodzić na myśl dawne procedery z naszego kraju, utrwalone w filmie „Wesele” Wojciecha Smarzowskiego z 2004 roku. W końcu tam policjant pomagał przebić numery w sprowadzonym Audi, a w tym czasie notariusz przepisywał grunty w imieniu zmarłego.