
W Polsce jest produkowanych jedynie 0,5 proc. substancji czynnych z krajowej listy leków krytycznych, a to oznacza, że jesteśmy uzależnieni od importu i bezbronni wobec globalnych kryzysów, które przerwałyby łańcuchy dostaw. – Musimy zmienić myślenie: fabryka antybiotyków czy insuliny jest tak samo ważna dla suwerenności jak fabryka amunicji. Dlatego produkcja i dystrybucja leków powinna być gałęzią strategiczną, o co jako samorząd zawodowy zabiegamy – mówi Michał Pietrzykowski, prezes Gdańskiej Rady Aptekarskiej.
tak, czasami tego doświadczyłe(a)m
44%
Od lat środowisko farmaceutyczne ostrzega, że Polska jest uzależniona od zewnętrznych dostaw leków i ten sektor, który powinien mieć charakter strategiczny z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, nie rozwija się. Jak wynika z raportu Instytutu Innowacji i Odpowiedzialnego Rozwoju INNOWO, polska produkcja leków pokrywa zaledwie 30 proc. krajowego zapotrzebowania.
– Nasz raport jasno wskazuje, że jako Polska jesteśmy uzależnieni od zagranicznych dostaw leków. Co to oznacza? Niesuwerenność lekowa to brak medycznego zabezpieczenia armii uniemożliwiający prowadzenie działań zbrojnych. To również groźba paraliżu systemu opieki zdrowotnej, a w efekcie utraty zdrowia i życia mieszkańców kraju oraz destabilizacji państwa. To wreszcie słabość, która może być wykorzystana do ataków hybrydowych – dodaje Hubert Bukowski, dyrektor ds. badań INNOWO.

Większość przyjmuje leki, a 40 proc. choruje przewlekle. Jaki jest stan zdrowia Polaków?
„Produkujemy jedynie 0,5 proc. leków krytycznych dla Polski”
Jak czytamy w raporcie, w Europie funkcjonuje ok. 450 zakładów produkcyjnych, a w Polsce jedynie kilka. Nie produkujemy nawet 1 proc. substancji czynnych z krajowej listy leków krytycznych.
– Jako prezes Izby Aptekarskiej patrzę na to przez pryzmat pacjenta, który stoi przy okienku w aptece i słyszy: „Przepraszamy, tego leku nie ma w hurtowniach”. Brak suwerenności lekowej to realne zagrożenie dla zdrowia obywateli i bezpieczeństwa państwa. Jako kraj produkujemy jedynie 0,5 proc. leków krytycznych dla Polski, ponadto wartość krajowej produkcji farmaceutyków pokrywa jedynie 30 proc. potrzeb naszego społeczeństwa. To powoduje, że nasz kraj ma jeden z najniższych wskaźników suwerenności lekowej w UE – mówi Michał Pietrzykowski, prezes Gdańskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej.
W ostatnich latach już kilkukrotnie opisywaliśmy problemy dostępnością niektórych farmaceutyków, co wynikało właśnie z problemów z zagranicznymi dostawcami.
– Jesteśmy narażeni na paraliż systemu ochrony zdrowia w przypadku przerwania łańcuchów dostaw. Niezbędnymi wydają się działania na cel poprawy tej sytuacji poprzez zwiększenie produkcji krajowych farmaceutyków, zarówno tzw. API (składników czynnych do produkcji farmaceutyków), jak i gotowych leków – dodaje prezes Gdańskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej.
Z omawianego raportu wynika, że aż 90 proc. leków z unijnej listy leków krytycznych to leki generyczne, a niemal połowa z nich pochodzi od jednego dostawcy.
Apteki calodobowe
Musimy postawić na politykę długoterminową
Zapytaliśmy prezesa Okręgowej Rady Aptekarskiej w Gdańsku, czy widzi perspektywy zmian na lepsze.
– Tak, ale pod warunkiem, że przestaniemy traktować leki wyłącznie jako koszt w budżecie NFZ, a zaczniemy widzieć w nich inwestycję w bezpieczeństwo. Jeśli chcemy, by polski przemysł farmaceutyczny realnie ruszył z miejsca, należy zmienić politykę refundacyjną. Jeśli jedynym kryterium wyboru jest cena, polski producent – dbający o europejskie normy środowiskowe i płacowe – zawsze przegra z gigantem z Chin czy Indii. Państwo musi realnie wspierać firmy, które produkują leki i API (substancje czynne do produkcji farmaceutyków) na terenie Polski. I to musi być polityka długoterminowa. Producent musi mieć pewność, że jeśli zainwestuje setki milionów w linię produkcyjną, nie zostanie nagle wyparty z listy refundacyjnej przez tańszy, azjatycki odpowiednik o niepewnym łańcuchu dostaw – tłumaczy Michał Pietrzykowski.
Farmaceuci przestrzegają, że przy braku stabilności geopolitycznej kolejne kryzysy w produkcji czy transporcie i dostawach mogą stanowić realne zagrożenie dla pacjentów. Dlatego tak ważna jest poprawa warunków dla rozwoju rodzimego przemysłu farmaceutycznego.
– Musimy zmienić myślenie: fabryka antybiotyków czy insuliny jest tak samo ważna dla suwerenności jak fabryka amunicji. Dlatego produkcja i dystrybucja leków powinna być gałęzią strategiczną, o co jako samorząd zawodowy zabiegamy. Jeśli nie zaczniemy działać teraz, przy kolejnym globalnym kryzysie nie będziemy dyskutować o suwerenności, ale o tym, kogo z pacjentów jesteśmy w stanie uratować, a kogo nie. Na to jako środowisko aptekarskie nie możemy się zgodzić – dodaje.