
Za darmo, za to z dojazdem własnym autem – takie warunki zaproponowali producenci teledysku Kizo potencjalnym kandydatom na statystów. Zdjęcia mają być kręcone w okolicach Trójmiasta, a najcenniejszą gratyfikacją dla uczestników ma być możliwość przyglądania się pracy na planie.
Ogłoszenie, które stało się viralem
to świetna okazja dla fanów, by zobaczyć kulisy produkcji i spotkać idola, więc brak zapłaty jest w pełni zrozumiały
10%
z jednej strony to fajna przygoda, z drugiej każda praca na planie powinna być wynagradzana
12%
to słabe zachowanie, przy komercyjnych projektach z dużym budżetem statyści powinni otrzymywać chociaż minimalne wynagrodzenie
78%
Są takie ogłoszenia, które błyskawicznie zaczynają żyć własnym życiem w sieci. Tym razem zamieszanie wywołał casting do nowego teledysku Patryka Wozińskiego, posługującego się pseudonimiem Kizo. W teorii – okazja, by zobaczyć od kulis pracę na planie dużej produkcji.
W praktyce internauci zwrócili uwagę na jeden szczegół: udział ma być całkowicie bezpłatny, a na miejsce najlepiej przyjechać własnym samochodem.
„Z Mercedesa do helikoptera, bo moją twarz znają nawet w Uberach”
Kizo od lat buduje wizerunek wykonawcy kojarzonego z rozmachem i blichtrem. W jego numerach przewijają się motywy szybkich aut, luksusowych marek i życia na wysokich obrotach. Raper z Gdańska należy dziś do grona najpopularniejszych postaci polskiej sceny muzycznej, a jego utwory regularnie trafiają na listy przebojów i zdobywają miliony odsłon.
Muzyka to jednak tylko część jego działalności. Woziński od dłuższego czasu rozwija także własne projekty biznesowe i marki, skutecznie wychodząc poza sam świat rapu.

Casting do klipu i internetowa burza
Tym większe zaskoczenie wywołało ogłoszenie, które pojawiło się na facebookowych grupach skupiających statystów, aktorów i osoby szukające udziału w produkcjach filmowych. Poszukiwano dużej grupy ludzi do nowego klipu Kizo realizowanego w okolicach Trójmiasta.
Samo zaproszenie do udziału prawdopodobnie nie wzbudziłoby większych emocji, gdyby nie warunki współpracy. Organizatorzy zaznaczyli, że udział nie jest płatny. Dodatkowo zasugerowali, by uczestnicy organizowali się w kilkuosobowe grupy i przyjeżdżali jednym samochodem.
W sieci szybko pojawiły się komentarze osób, które zaczęły zastanawiać się, czy przy projektach związanych z rozpoznawalnymi artystami i dużymi produkcjami nie powinny obowiązywać inne standardy.
Kizo płaci statystom w autografach po nagraniach jednego z wcześniejszych teledysków.
Dla jednych przygoda, dla innych słaby układ
Z jednej strony trudno zaprzeczyć, że możliwość wejścia na plan dużego teledysku dla części osób może być atrakcyjna. Są tacy, którzy traktują podobne wydarzenia jako ciekawostkę, szansę na poznanie kulis branży albo po prostu dobrą zabawę. Za spotkanie z celebrytami podczas wielu wydarzeń w formule meet and greet trzeba przecież płacić. I niejednokrotnie nie są to małe pieniądze.
Sam Patryk Woziński, wzorem Maty, w przeszłości zapraszał fanów za pośrednictwem instagrama na spotkanie, które okazało się nagrywaniem teledysku i zainteresowanie było spore. Wówczas również udział wiązał się z poniesieniem kosztów – uczestnicy mieli przyjść we wskazane miejsce ubrani w odzież kupioną w autorskim sklepie rapera.

Kizo zwołał fanów przez Instagram i nagrał z nimi klip w Hali Olivia
Z drugiej strony internet szybko przypomniał o odwiecznej dyskusji dotyczącej bezpłatnej pracy przy projektach komercyjnych. Szczególnie, gdy chodzi o twórców kojarzonych z dużymi sukcesami i pokaźnymi budżetami.
Jedno jest pewne – samo ogłoszenie sprawiło, że o nowym klipie zrobiło się głośno jeszcze przed premierą. A jak wiadomo, w świecie show-biznesu czasem trudno o skuteczniejszą promocję.