– Zmierzamy już w stronę czerwonej linii, są w Krakowie ludzie gotowi wyjść na rynek z transparentami „Turyści, do domu” – mówi Maciej Fijak z Akcji Ratunkowej dla Krakowa. Ruch postuluje regulacje, takie jak opłata turystyczna i ograniczenia w najmie krótkoterminowym. O tych samych rozwiązaniach mówi Jacek Janowski z POT, wskazując, że warto promować turystykę zrównoważoną.


Kraków zbliża się do „czerwonej linii” – aktywiści ostrzegają przed możliwymi protestami mieszkańców przeciw masowej turystyce.
Maciej Fijak z Akcji Ratunkowej dla Krakowa postuluje opłatę turystyczną i ograniczenia najmu krótkoterminowego jako kluczowe narzędzia regulacyjne.
Również Jacek Janowski z Polskiej Organizacji Turystycznej wskazuje, że symptomy nadmiernej turystyki widać już w miastach i kurortach. Potrzebne są nowe, krajowe i lokalne regulacje oraz promocja zrównoważonej turystyki.
Sopot już teraz deklaruje, że chce, by część wynajmowanych lokali wróciła na rynek najmu długoterminowego, bo „to właśnie mieszkańcy tworzą tkankę miasta, a nie rotujący co trzy dni turyści”.

Pojęcie nadturystyki (ang. overtourism) mniej więcej dekadę temu mocno pojawiło się w dyskursie publicznym, choć na problem zwracano uwagę już w latach 90. XX wieku. Dostępność turystyki, m.in. za sprawą popularności tanich linii lotniczych, sprawiła, że coraz częściej mówi się o jej niekorzystnych efektach.

Światowa Organizacja Turystyki definiuje nadturystykę jako taką, która „nadmiernie wpływa na postrzeganą jakość życia mieszkańców i/lub jakość doświadczeń odwiedzających w negatywny sposób”. Rozwój turystyki w niespotykanej w historii świata skali to także efekt mediów społecznościowych – badacze wskazują na zjawisko „instaturystyki”, czyli odwiedzania miejsc wypromowanych przez influencerów, głównie po to, by opublikować swoje zdjęcia i relacje.

Protest przeciw nadmiernej turystyce na Gran Canarii Fot: Christoph Burgstedt / Shutterstock

Protest przeciw nadmiernej turystyce na Gran Canarii Fot: Christoph Burgstedt / Shutterstock

Latem zeszłego roku głośno było o protestach mieszkańców hiszpańskiej Majorki, wcześniej na ulice z transparentami wymierzonymi w turystów wychodzili też Barcelończycy. Protesty przeciwko nadmiernej turystyce przetaczają się regularnie przez włoskie miasta. Mieszkańcy zwracają uwagę na obniżenie jakości ich życia: zatłoczenie, rosnące ceny mieszkań i usług, hałas oraz niszczenie wspólnej przestrzeni. Pod ich wpływem wprowadzane są lokalne regulacje, takie jak opłata za wjazd do miasta (np. w Wenecji) czy kraju (Bhutan – opłata tam wynosi aż 250 dolarów za dzień pobytu), tworzenie stref wolnych od najmu krótkoterminowego (m.in. Barcelona ma wyeliminować go do 2028 roku) czy nawet ograniczanie liczby turystów (włoską wyspę Capri od tego roku można odwiedzać w grupach nie większych niż 40 osób).

Czy polskie miasta mają już ten problem? Czy i nas czekają demonstracje mieszkańców i regulacje ograniczające nadmierną turystykę? A może wciąż patrzymy na nią wyłącznie jako na szansę rozwojową i promocyjną?


"100 mln zł leży na ulicy". Mieszkańcy chcą opłaty turystycznej


Czy overtourism grozi polskim miastom? Jak mu przeciwdziałać?

To ważne pytania, Polska staje się bowiem coraz popularniejszym kierunkiem podróży. Jak mówił niedawno w rozmowie z nami wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś, sektor turystyczny generuje około 180 mld zł wpływów do polskiego budżetu, co jest dwukrotnie większą kwotą niż dochody z rolnictwa. Turystyka w Polsce zapewnia około 700 tys. miejsc pracy i stanowi około 5 proc. PKB kraju. Polska jest też jednym z liderów w Europie pod względem wzrostu liczby miejsc pracy w turystyce.

Maciej Fijak, radny krakowskiej dzielnicy Podgórze z ruchu miejskiego Akcja Ratunkowa dla Krakowa, mówi tak: – Jesteśmy niestety na trajektorii do zderzenia czołowego z nadmiarową turystyką.


Z roku na rok widzimy 7-10-procentowy przyrost liczby turystów. Nie mamy jeszcze dokładnych danych za poprzedni rok, ale w 2024 było w Krakowie prawie 15 mln turystów – 7 proc. więcej niż rok wcześniej. Ten trend jest rosnący. Lotnisko bije kolejne rekordy. Już jest mowa o liczbach zbliżających się do 20 mln turystów rocznie, a to już podwojenie wyniku sprzed pandemii. Dla porównania, w 2010 roku pasażerów było niecałe 3 mln


– wylicza.

Fijak uważa, że nie został jeszcze przekroczony punkt krytyczny, czyli „nie ma jeszcze protestów na ulicach, a turystów nie witają transparenty 'Tourists, Go Home’, ale widać coraz większą presję społeczną i poparcie dla kwestii regulacyjnych wobec nadmiarowej turystyki”.

– Mam na myśli kilka narzędzi, które z punktu widzenia Krakowa są kluczowe. To po pierwsze opłata turystyczna. To około 100 mln zł rocznie, które leżą na ulicy i których przez brak przepisów centralnych nie jesteśmy w stanie podnieść, a które mogłyby pracować dla Krakowa w budżecie inwestycyjnym – wyjaśnia.

Tłumaczy, że byłby to „podatek od turystów za to, że korzystają z naszej infrastruktury miejskiej, że musimy po nich sprzątać, współdzielić komunikację miejską, obniżają nasz komfort życia przez korki na ulicach, za mniej miejsc do parkowania, hałas w nocy etc.”.

Druga ważna według radnego kwestia to „unormowanie absolutnie dzikiego, rozregulowanego rynku mieszkań na najem krótkoterminowy”.

– Tutaj panuje jedna zasada: hulaj dusza, piekła nie ma. Wiemy, że są dwa projekty procedowane teraz w Sejmie (piszemy o nich tutaj – red.). Zdecydowanie wspieramy projekt Polski 2050. Uważamy, że projekt rządowy (ministra Rasia – red.) jest absolutnym minimum i nie rozwiąże żadnych problemów. Stwarza też pewne niebezpieczeństwa, bo wpisywanie mieszkań na wynajem w bloku do ustawy o hotelarstwie jest jednak nieporozumieniem – mówi radny.

Maciej Fijak uważa, że jest też możliwa trzecia regulacja, już na poziomie gminnym – zmiana planów miejscowych: określanie w nich, ile nowych obiektów hotelarskich może powstać maksymalnie, by nie wypierać mieszkańców z centralnych dzielnic.

Jego zdaniem takie działania trzeba podjąć, by nie dojść do „czerwonej linii, kiedy turyści nie będą w Krakowie mile widziani”.


Turystyka, zabytki UNESCO to jest część naszego dziedzictwa, jesteśmy z tego dumni. Bardzo się cieszymy, że ludzie chcą nas odwiedzać. Nie walczymy z turystyką, walczymy z turystyfikacją, czyli z nadmiarową, niekontrolowaną, chaotyczną turystyką


– podkreśla przy tym.


Pandemia ujawniła, że miasta są puste


Kazimierz, „tkanka miejska” i presja inwestycji hotelowych

Ta dyskusja w Krakowie powraca regularnie. Ostatnio – przy okazji planu stworzenia ekskluzywnych obiektów hotelowo-restauracyjnych w trzech kamienicach na Kazimierzu. Kamienice należą do Zakonu Kanoników Regularnych Laterańskich, przy czym ten oddał je we władanie spółce deweloperskiej.

– A mieszkają tam po prostu ludzie. Są tam miejsca kultowe dla samych Krakowian: czy to kawiarnia, czy to wielokrotnie nagradzane sklepy muzyczne. My uważamy, że o taką tkankę miejską trzeba dbać, stąd m.in. pomysł na zmianę planów, bo takich miejsc, jak na Kazimierzu, jest więcej. Chcielibyśmy, żeby mieszkańcy wracali do centralnych dzielnic. Turyści z całego świata przyjeżdżają do Krakowa także dla miejskiego klimatu. Jeżeli wyprujemy miasto z miejskiej tkanki, z mieszkańców, to ten klimat utracimy – zaznacza Maciej Fijak.

Zapytany, jak ocenia podejście samorządu do tego typu regulacji, odpowiada, że w ostatnich latach sporo się zmieniło.

– Widzimy tutaj zmianę na każdym chyba poziomie i jeżeli chodzi o stanowisko prezydenta, i opozycji. Kierunek okiełznania dzikiej turystyki jest wspólny dla wszystkich i nikt raczej już skrajnie wolnościowych haseł nie podnosi. Niestety, przez lata było inaczej. Miasto wyprzedawało np. mieszkania ze swojego zasobu w ramach przetargów. To były często duże mieszkania w pięknych kamienicach na terenie zabytkowych dzielnic. No i dzisiaj z tych mieszkań powstało trzy, cztery, pięć osobnych apartamentów dla turystów – konstatuje Fijak.

Według statystyk co dziesiąty pracujący Krakowianin jest pośrednio lub bezpośrednio związany z branżą turystyczną. To ważny aspekt ekonomii Krakowa, ale – jak zaznacza aktywista – „nie może to się odbywać kosztem życia całej reszty miasta”.


Nie może być zgody na prywatyzowanie zysków i uspołecznianie kosztów. Równowaga musi być przywrócona


– apeluje.

Przypomina, że w czasie pandemii, gdy turystyka zamarła, centralne części miasta spowijał mrok – widać było, że nie ma już tam stałych mieszkańców. Dodajmy, iż podobnie było w wielu innych polskich miastach, o czym pisaliśmy w 2020 roku.

Jak mówi radny Maciej Fijak, na krakowskim Starym Mieście ludzie sfrustrowani są najbardziej. Mieszkają np. w bezpośrednim sąsiedztwie głośnej dyskoteki, która się zamyka o 6 rano, a potem jej klienci stoją jeszcze pod bramą sklepu przez kolejne godziny.

– To jest ultra dysfunkcyjne, uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Jest już ruch pod nazwą Zabytkowe Centrum – jego powstanie skłania mnie do wniosku, że zmierzamy już w stronę czerwonej linii. Demonstranci szybciej niż myślimy mogą wyjść na ulice z transparentami wymierzonymi przeciwko turystom – mówi nasz rozmówca.


Nowa opłata turystyczna i rejestr najmu. Wiceminister turystyki o planach rządu


Polska Organizacja Turystyczna: To zjawisko staje się uciążliwe dla mieszkańców

O to, czy mamy w Polsce overtourism, Portal Samorządowy zapytał Jacka Janowskiego, dyrektora Departamentu Wsparcia Turystyki w Polskiej Organizacji Turystycznej.

Jego zdaniem symptomy tego zjawiska pojawiły się w naszym kraju jeszcze przed pandemią COVID-19, przede wszystkim w dużych miastach. Dotyczy to dużych wydarzeń, takich jak koncerty światowych gwiazd czy imprezy masowe, które przyciągają ogromne liczby ludzi.

Jako przykład podaje Pyrkon – festiwal fantastyki w Poznaniu, który odbędzie się w czerwcu. Już teraz bardzo trudno znaleźć nocleg w standardowej cenie, ponieważ stawki często są dwu- lub trzykrotnie wyższe niż na co dzień. Podobną sytuację obserwujemy w wakacje nad polskim morzem, szczególnie w najbardziej popularnych kurortach.

– To duże wyzwanie, przede wszystkim infrastrukturalne, ale także środowiskowe i społeczne. Zjawisko staje się uciążliwe dla mieszkańców, którzy coraz bardziej negatywnie podchodzą do tego typu sytuacji – szczególnie osoby mieszkające w centrach miast czy popularnych kurortach turystycznych – mówi dyrektor Jacek Janowski.

W jego opinii na razie nie grożą nam jeszcze protesty mieszkańców na taką skalę, jak w miastach zachodniej Europy, ale już dziś musimy przeciwdziałać zjawisku nadmiernej turystyki.


Szereg działań jest już realizowanych w dużych polskich miastach, między innymi w Krakowie, gdzie funkcjonuje instytucja nocnego burmistrza miasta. To rozwiązanie ma pomagać w takim organizowaniu życia turystycznego i rozrywki, aby było ono atrakcyjne dla turystów, ale jednocześnie jak najmniej uciążliwe dla mieszkańców


– zauważa dyrektor.


Krakowianie coraz bardziej zirytowani rosnącą liczbą turystów. Pomóc ma nocny burmistrz

Nasz rozmówca dodaje, że również urzędy publiczne, samorządowe i Polska Organizacja Turystyczna prowadzą wiele działań mających przeciwdziałać takim zjawiskom. Chodzi m.in. o inwestycje w miejscach mniej popularnych i mniej obleganych przez turystów, po to, by zachęcać do bardziej odpowiedzialnego wypoczynku.

– Prowadziliśmy także w ubiegłym roku kampanię „Odpoczywaj odpowiedzialnie”, promującą wypoczynek, który nie szkodzi naturze, środowisku ani społeczności lokalnej. To działania zgodne z zasadami zrównoważonego rozwoju. Chodzi o to, by tworzyć ofertę turystyczną, zachęcającą do odwiedzania miejsc mniej oczywistych, ale posiadających duży potencjał turystyczny. Dzięki temu ruch turystyczny może być bardziej równomiernie rozłożony w całym kraju – tłumaczy Janowski i dodaje, że temu służy również konkurs na najlepszy produkt turystyczny: certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej, którego laureatami są często mniej znane atrakcje, wydarzenia czy regiony turystyczne.


Bardzo ważne są także edukacja turystów i budowanie świadomości odpowiedzialnego podróżowania. Od kilku lat prowadzimy działania, wspólnie z regionalnymi i lokalnymi organizacjami turystycznymi, promujące wypoczynek, który nie szkodzi społeczności lokalnej, wspiera dziedzictwo kulturowe i ogranicza negatywny wpływ na środowisko. Coraz więcej hoteli i obiektów noclegowych również wdraża takie rozwiązania


– zaznacza reprezentant Polskiej Organizacji Turystycznej.

Czy bardziej potrzebne są regulacje lokalne czy krajowe? Jacek Janowski odpowiada: jedne i drugie.

Wskazuje – podobnie jak wcześniej Maciej Fijak z Krakowa – na trwające obecnie prace nad uregulowaniem najmu krótkoterminowego, podkreślając, że przez lata część tego rynku funkcjonowała w szarej strefie.


Jeżeli nowe przepisy wejdą w życie, możliwe będzie skuteczniejsze ewidencjonowanie i kontrolowanie najmu krótkoterminowego. To będzie ważny krok także w kontekście przeciwdziałania overtourismowi


– dodaje.

Jego zdaniem pomóc może też wprowadzenie opłaty turystycznej, funkcjonującej już w wielu krajach. Środki z niej mogłyby wspierać rozwój infrastruktury i zarządzanie ruchem turystycznym.

Jednocześnie wiele regionów i miast już dziś – jak wskazuje przedstawiciel POT – prowadzi działania promujące mniej oczywiste kierunki. Przykładem jest kampania Mazopikników, realizowana przez Mazowiecką Regionalną Organizację Turystyczną, która pokazuje, iż Mazowsze to nie tylko Warszawa, ale również wiele atrakcyjnych miejsc w całym regionie.

– Także Podlaska Regionalna Organizacja Turystyczna promuje wypoczynek blisko natury. Takie działania nie tylko edukują, ale i pomagają rozproszyć ruch turystyczny – tłumaczy Jacek Janowski.


Statystyki ruchu turystycznego i kierunek: jakość zamiast ilości

Nasz rozmówca przyznaje, że z roku na rok obserwujemy wzrost liczby turystów zagranicznych odwiedzających Polskę, ale również coraz więcej Polaków podróżuje po kraju. Zmienia się jednak charakter tych podróży – są częstsze, ale krótsze.

Dodajmy, że według oficjalnych danych tylko od stycznia do listopada 2025 roku z turystycznej bazy noclegowej w Polsce skorzystało 39,6 mln turystów, co oznacza wzrost o 9,9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku. Liczba turystów krajowych zwiększyła się o 9,3 proc., natomiast liczba turystów zagranicznych wzrosła o 12 proc.

Zdaniem Janowskiego ważne jest jednak nie tylko to, ilu turystów przyjeżdża, ale również, jakie wydatki generują oni, przebywając w miejscu swojej podróży.


Coraz większy nacisk powinien być kładziony nie na ilość, lecz na jakość turystyki – na świadomego turystę, autentyczność i wartość dodaną dla lokalnej gospodarki


– zauważa dyrektor.


Sopot nie chce być imprezownią. Prezydentka deklaruje: Stawiamy na zrównoważoną turystykę

W takim kierunku wydaje się zmierzać np. Sopot. Turystyka jest jego nieodłącznym elementem.

Prezydent miasta Magdalena Czarzyńska-Jachim w rozmowie z Portalem Samorządowym unika słowa „overtourism” i zapewnia, że w Sopocie nie trzeba się go bać. – Nie mówiłabym o overtourismie, tylko o zrównoważonej turystyce – podkreśla.

To kierunek, na jaki miasto postawiło w ostatnich latach. Jeszcze dekadę temu Sopot kojarzył się bowiem z głośnymi klubami i weekendowymi imprezami.


Wszyscy najpierw mówili, że musimy odejść od imprezowego Sopotu. Potem przyszła pandemia i nagle okazało się, że miasto bez gości jest… zbyt puste. Dziś Sopot stawia na turystykę biznesową, konferencyjną i kulturalną


– wskazuje.

Jej zdaniem gościem jest bowiem nie tylko turysta z walizką, ale także mieszkaniec Gdyni czy Gdańska, który przyjeżdża na kolację, koncert albo spacer. To właśnie ta codzienna, lokalna turystyka daje miastu stabilność. Dlatego ważną sprawą dla władz miasta jest kwestia regulacji najmu krótkoterminowego, który pozostaje jednym z największych wyzwań.

– Chodzi o to, żeby nie powodował wzrostu cen mieszkań i wyludniania – zaznacza Magdalena Czarzyńska-Jachim.

Samorząd chce, by część lokali wróciła na rynek najmu długoterminowego, bo „to mieszkańcy tworzą tkankę miasta, a nie rotujący co trzy dni turyści”. Jednocześnie prezydentka podkreśla, jak ważny jest fakt, iż Sopot posiada ściśle określone strefy ochrony uzdrowiskowej (A, B, C) oraz rozbudowaną ochronę konserwatorską, które nakładają ograniczenia na inwestycje i zmiany krajobrazowe. Dzięki temu – jak zapewnia – Sopot nie musi obawiać się „niekontrolowanych inwestycji” i nie stanie się „drugim Pobierowem”.


Wenecja ograniczy ruch turystyczny, by odciążyć miasto. Od czerwca wprowadzi opłaty

Materiał chroniony prawem autorskim – zasady przedruków określa regulamin.