— Miasto jest jak po kataklizmie — mówił podczas powodzi w 2024 r. burmistrz Głuchołaz Paweł Szymkowicz. Sytuacja była dramatyczna, a władze zarządziły obowiązkową ewakuację miejscowości. Polskę obiegło nagranie momentu zerwania się mostu, ale problemy infrastrukturalne były o wiele większe. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo „Tego miasta już nie ma” — taką wiadomość Przegląd Sportowy Onet otrzymał w czasie dramatycznego czasu od jednego z działaczy klubu GKS Głuchołazy. „Tak wygląda nasz stadion. Nie mamy gdzie grać ani w czym grać… cała infrastruktura, nasze całe zaplecze znalazło się pod wodą” — donosił klub we wrześniu 2024 r. Remont obiektu przed powodzią kosztował ponad 6 mln zł. Żywioł zniszczył wszystko. Lewandowscy zamknęli zbiórkę. Przełomu nie ma do dziś. Jest apelNiedługo miną dwa lata od czasu, gdy do regionu wkroczyła wielka woda. I to czas, w którym wielu osobom kończy się cierpliwość. A przecież zaraz po tym, jak rodziny i miejscowe kluby straciły swój dobytek i kluczowe obiekty, wsparcie okazał cały kraj, w tym gwiazdy. O pomoc apelowała m.in. Iga Świątek.

— Zebraliśmy ok. 36 tys. zł i wydaliśmy je na bieżące wydatki. Część sprzętu dostaliśmy od prezesa OZPN [Opolski Związek Piłki Nożnej], ale dokupiliśmy stroje zimowe, kurtki, ortaliony, czy brakujące obuwie sportowe. Nie spodziewaliśmy się wtedy, że zbiórka przyniesie aż taki odzew, a tym bardziej że państwo Lewandowscy zamkną ją jedną wpłatą — wspomina prezes GKS Głuchołazy Ryszard Lis. I faktycznie, pojawiła się wtedy wpłata w wysokości 26 tys. 300 zł z dopiskiem: „Ania i Robert”.

Wielkie wsparcie deklarowały także polskie władze. — Niektórzy politycy przyjechali i zapowiadali huczną „odbudowę plus”. Omamili nas, że tutaj strumieniami będą płynąć do nas pieniądze na odbudowę szatni i nie tylko. Złożyliśmy akces do budowy minihotelu sportowego, który funkcjonował tu kilkanaście lat wcześniej. Nasze władze podjęły różne próby projektowania odbudowy, ale skończyło się na obietnicach — mówi nam prezes.

Lokalnych władz nie chce posądzać o bierność, a największe pretensje razem z klubami UKS Hattrick, KS Bodzanów i LZS Nowy Świętów ma do rządu i Ministerstwa Sportu i Turystyki. — Gmina wspiera nas na tyle, ile może. Dają nam środki, by móc dojeżdżać na inne boiska i trenować — zauważa. Ale to zdecydowanie za mało, a wielomiesięczne dojazdy mogą odstraszyć kolejne młode talenty.

Polska miała zapomnieć o nich niedługo po powodzi i opuszczeniu regionu przez ogólnopolskie media. W związku z tym GKS Głuchołazy razem ze wspomnianymi wyżej klubami zorganizowały pikietę w centrum miasta, by zwrócić uwagę na ogromny problem. — Po niecałych dwóch latach pozostajemy bez obiektu sportowego, bez możliwości rozwijania się, a niemal wszystkie treningi odbywają się poza Głuchołazami — alarmuje Lis.

Obecnie na terenie 12-tysięcznej miejscowości jest tylko jedno boisko, na którym można trenować. — W międzyczasie zgłosiliśmy akces do urzędu i do pana burmistrza, by wyasygnował część środków na remont obiektu przy hali Chrobry. Tym miejscem opiekuje się pan Jacek Laskowski, właściciel ośrodka „Banderoza”, któremu chciałbym bardzo podziękować. Nigdy nie odmówił nam pomocy. Rada Miejska i burmistrz wsparli remont tego boiska kwotą kilkudziesięciu tys. zł — zauważa.

Problemem jest jednak to, że po powodzi to jedyne takie miejsce w Głuchołazach — Nie ma obiektów, gdzie by można było trenować. Drużyny rozjeżdżają się po okolicznych miejscowościach — przypomina prezes GKS Głuchołazy. Obecnie zespół dojeżdża kilkanaście km do Moszczanki w gminie Prudnik.

— Podczas pikiety pan burmistrz nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie odnośnie odbudowy obiektów. Z tego co dowiedzieliśmy się na krótko przed pikietą, ministerstwo podpisało umowę z burmistrzem. Nawet został ogłoszony przetarg na obiekt w Głuchołazach, ale to dalej nie rozwiązuje sytuacji, ponieważ wszystko zaczyna się od zaprojektowania i budowy. To następne kilka lat czekania — dodaje.

W listopadzie 2025 r. wiceminister sportu i turystyki Piotr Borys ogłosił w Głuchołazach wsparcie w wysokości 22,6 mln zł. Rządowe środki mają pomóc w odbudowaniu obiektu dla piłkarzy i lekkoatletów. To jednak melodia przyszłości.

— Mamy złożone wnioski na trzy stadiony na terenach wiejskich i te wnioski są procedowane. Liczę, że to kwestia dni, tygodni, a wtedy piłka będzie już po naszej stronie — odpowiada Roman Sambor, zastępca burmistrza Głuchołaz w rozmowie z TVP3 Opole.

Wysłali list do Donalda Tuska. Rozwiązanie jest proste

Koalicja miejscowych klubów zakłada jeden kluczowy cel, do którego wspólnie dążą. Uznały one, że na początek, bez konieczności czekania na skomplikowane projekty stadionów, należy odbudować jedno naturalne boisko. Padło na Bodzanów.

— Z tego wynika zjednoczenie wszystkich klubów, żeby zwrócić uwagę Ministerstwa Sportu i Rekreacji oraz panu premierowi. Przy minimalnym zaangażowaniu byłoby możliwe wyremontować mniejszy obiekt, na przykład Bodzanów — ocenia prezes Lis z Głuchołazów, którego wspierają pozostałe kluby, w tym szkółka Hattrick i lokalne kluby z A-klasy.

Według pomysłodawców wystarczy kilka mln zł, by wymienić murawę, przystosować ją do użytku, wykonać odwodnienie i oświetlenie. Taki projekt w trybie awaryjnym mógłby powstać błyskawicznie w porównaniu do stadionu z bieżnią lekkoatletyczną i trybunami w Głuchołazach.

— Jest projekt na ponad 10 mln zł na to boisko, ale jestem zdania, że wystarczyłoby wyremontować szatnie, które nie były zalane po sufit, zrobić całkiem nową murawę i ogrodzenie. Trybuny nie ucierpiały i mniejsza kwota także by wystarczyła. To jest rozwiązanie, by jak najszybciej zrobić boisko z naturalną nawierzchnią — uważa Michał Śnieżek z KS Bodzanów — Nowy Świętów i chce, by korzystały z niego inne kluby. — Apelujemy, boisko w Bodzanowie mogłoby powstać nawet za 2 mln zł — słyszymy.

Wspomniany klub został reaktywowany tuż przed powodzią. — Po trzech latach problemów wznowiliśmy działalność klubu, który praktycznie nie istniał. Rozegraliśmy u siebie jeden mecz i przyszła powódź. Od tamtej pory tułamy się. Nie ma gdzie trenować, są duże problemy dla seniorów, o dzieciach z Hattricka nie wspomnę. Jest ciężko — nie ukrywa.

Tak wyglądał stadion KS Bodzanów — Nowy Świętów podczas powodzi:

— Dzieci z wioski pytają, kiedy odbędą się treningi. Nie mamy jednak warunków. Nie wiemy, jaka będzie przyszłość — mówi z niepewnością. — Na treningi najdalej jeździmy do Burgrabic, 15 km w jedną stronę. Jest jeszcze Polski Świętów, gdzie trenuje Hattrick, raz na tydzień zgadzają się na użyczenie boiska, ale murawy też się niszczą — przypomina. To największy problem współdzielenia obiektów przez kilka klubów. To obecne realia wszystkich klubów z gminy Głuchołazy.

— Są miejsca w innych gminach, w których kluby mają swoje boisko, szatnie, miejsce do wykąpania się, a my tak naprawdę nie mamy nic — zauważa Śnieżek.

W niemal identycznej sytuacji znajduje się GKS Głuchołazy z klasy okręgowej. — Nie mamy nic do zaoferowania, nawet miejsca, w którym można byłoby się wykąpać i trenować— wtóruje prezesowi z sąsiedniej miejscowości.

„Pomóżcie nam wrócić do świadomości decydentów, bo nam brakuje już sił” — apelują wspólnie kluby z poszkodowanego regionu. Do tego wspólnie napisały i wysłały list do premiera Donalda Tuska.

„Czujemy się zapomnieni, jakby nasza tragedia nie miała miejsca” — czytamy. „Nie chcemy się dźwigać latami, tylko żyć godnie i uprawiać sport w normalnych warunkach, czego oczekują piłkarze bezdomni, ich rodziny, kluby oraz kibice” — podkreślono w liście wysłanym do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

List klubów do Donalda Tuska

List klubów do Donalda TuskaŹródło: GKS Głuchołazy

List klubów do Donalda Tuska

List klubów do Donalda TuskaŹródło: GKS Głuchołazy

Choć przed powodzią każdy z klubów miał do dyspozycji swoje obiekty i zespoły nie wchodziły sobie w drogę, dziś wszyscy realnie patrzą na to, jak może wyglądać początek odbudowy infrastruktury. — Ważne, żeby zrobić jeden obiekt, na którym moglibyśmy trenować i grać. A w temacie pozostałych niech toczy się postępowanie, projekty — zauważa Ryszard Lis i boi się, że bez zmian w sprawie odbudowy kluby przestaną normalnie funkcjonować.

— Obawiam się, że za dwa, trzy lata nie będzie drużyn, nie będzie komu grać. Ile można dojeżdżać po 15-20 km? Ile można grać na wyjazdach? My ciągle jesteśmy na wyjazdach, a każdy ma rodziny, dzieci. U nas nie zarabia się pieniędzy, a wręcz dokłada. To ma być dla wszystkich rekreacja i przyjemność. A w tej chwili zaczyna być kulą u nogi — żali się.

— Musimy mieć perspektywę. Jeśli dowiemy się, że obiekt powstanie za rok, każdy zaciśnie zęby. Gdyby miały być to 3-4 lata, będzie trudno utrzymać drużynę i przekonać młodych zawodników — nie ma żadnych wątpliwości prezes GKS-u Głuchołazy.

Są też osoby ze środowiska piłkarskiego, które po powodzi chcą dożyć lepszych czasów. — Mamy sporo byłych zawodników, osób starszych. Ci panowie chcieliby przyjść na boisko, zobaczyć odnowioną drużynę i im kibicować. Dużo ludzi w mieście mnie zaczepia i pyta się: „Panie Ryśku, to kiedy, jak to będzie z drużyną?”. W zeszłym roku mieliśmy 80-lecie klubu, dużo było takich rozmów — wspomina i zauważa, że bez teatrów i kin sport jest dla wielu ulubioną rozrywką w mieście.

Pomoc przyszła na czas do regionu dla wielu poszkodowanych, ale sport został pominięty. Michał Śnieżek doskonale pamięta chwile, gdy woda wdarła się w miejsca, które doskonale zna. I widzi, w jakim wymiarze wsparcie otrzymali zwykli ludzie. Regionalny sport szybko został jednak odsunięty od wsparcia i finansowania z góry.

— Dom mojego taty i babci był zalany. Udało się otrzymać pieniądze na remont domu i pomieszczeń gospodarczych, ale z infrastrukturą sportową sytuacja wygląda inaczej. Jest pominięta. Lekkoatleci mają jeszcze gdzie biegać, ale podczas treningów piłkarskich dzieci muszą ogrywać się na boisku — przypomina.