— Czy włączone do III Rzeszy ziemie przedwojennej Polski w 1945 r. Sowieci traktowali jako ziemie niemieckie? Podczas okupacji z części Polski Niemcy utworzyli tzw. Generalne Gubernatorstwo, a Wielkopolskę, Pomorze Gdańskie i polską część Górnego Śląska bezpośrednio włączono do III Rzeszy.
— Sowieci traktowali je jako ziemie niemieckie. Dla żołnierzy Armii Czerwonej przekroczenie granicy Prus Wschodnich w październiku 1944 r. było jak przekroczenie granicy Niemiec. Zresztą, początkowo zostali stamtąd wyparci. Wielka ofensywa ruszyła w styczniu 1945 r. Żołnierze sowieccy byli pod wpływem propagandy mówiącej o tym, że wchodzą do „gniazda bestii” i że ich moralnym obowiązkiem jest się zemścić za okrucieństwa okupacji ZSRR przez III Rzeszę. T
— Kto im to mówił?
— Oficerowie polityczni, czyli tzw. politrucy. Był też ideolog, pisarz Ilija Erenburg, który miał bardzo duży wpływ na to, co myśleli żołnierze Armii Czerwonej.
— To propaganda, a jakie były konkretne rozkazy?
— Na początku rozkazy też były takie, żeby się mścić. Wszystko było dozwolone wobec miejscowej ludności, niczego nie zabraniano. Gdy Sowieci wkraczali więc na te ziemie, także na Kaszuby, czyli do przedwojennej Polski, mieli takie nastawienie.
— Nie wiedzieli, że to przed wojną była Polska?
— Od pięciu lat była to już Rzesza. Sowieci, którzy przemieszczali się na Gdańsk, na Żuławy z Prus Wschodnich, uważali, że to wszystko tereny III Rzeszy. Trudno nawet oczekiwać, żeby w takiej armii ktoś miał świadomość całej złożoności Pomorza, jak zmieniały się granice.
— Może oficerowie.
— Wydaje mi się, że większość mogła nie mieć. Podczas ofensywy nie odróżniali, czy to Prusy Wschodnie, czy tereny przed wojną polskie. W Gdańsku przed wojną dominował żywioł niemiecki, a tym bardziej po pięciu latach okupacji. Trudno nawet oczekiwać od tych żołnierzy, żeby mieli przed oczami mapę z 1939 r. i wiedzieli, że Kartuzy to Polska, a 30 km dalej zdominowany przez żywioł niemiecki Gdańsk, który miał status Wolnego Miasta. Nie odróżniali obywateli II Rzeczpospolitej od Niemców, obywateli Rzeszy; tym bardziej, że ludność na Kaszubach często posługiwała się językiem kaszubskim, niemieckim i dopiero w trzeciej kolejności — i to nie wszyscy — polskim. Mieszkali przemieszani z etnicznymi Niemcami, mimo, że większość Kaszubów identyfikowała się z Polską. To skomplikowane nawet dla dzisiejszych Polaków, a co dopiero dla Sowietów w tamtych latach, będących jeszcze pod wpływem propagandy.
— Ale przecież Armia Czerwona wkraczała razem z tzw. I Armią Wojska Polskiego, czyli „berlingowcami”. Polacy im nie powiedzieli
— Pomorze Gdańskie zajmowały głównie oddziały sowieckie. Zresztą, żołnierze — „berlingowcy” — pochodzący spod Wilna czy Lwowa też mieli niewielką wiedzę o Pomorzu. Niestety, poza regionem świadomość ludzi, kim jest Kaszuba, była znikoma — zarówno wtedy jak i dziś.
— Jak więc wyglądał marsz Armii Czerwonej przez Prusy Wschodnie *czyli dzisiejszą Warmię, Mazury i rosyjski obwód królewiecki) i Pomorze Gdańskie?
— Zaczęli od terroru. Uważali, że to ich moralne prawo, to ich obowiązek i tak należy robić. Stalin i generalicja uważali, że należy wprowadzić ten terror, bo chcieli, żeby żołnierz mógł dać upust swojej wściekłości. Z drugiej strony jest taka teoria wśród historyków, że Stalin liczył na masową ucieczkę ludności niemieckiej. Wychodził z założenia, że dzięki temu będzie łatwiej przejąć te tereny. Innymi słowy, im mniej będzie tam Niemców, gdy dojdzie do ustalania granic, tym lepiej dla ZSRR.
Ale rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Wydaje się, że sama generalicja była zaskoczona tym, że wcześniej cofająca się i zdemoralizowana armia niemiecka nagle nabierze nowego ducha. Bo zwykli żołnierze frontowi walczyli teraz w obronie swoich kobiet, dzieci i domów. Zaciekłość obrony niemieckiej była znacznie większa niż wcześniej na terenie ZSRR. Z drugiej strony, dowódcy sowieccy nie zdawali sobie sprawy, jak wielkie rozmiary osiągną grabieże, gwałty i inne zbrodnie oraz nadużycia. Skala była zatrważająca. To, co zgotowali cywilom na początku 1945 r., od przekroczenia granicy niemieckiej, przerosło wyobrażenia nawet samych dowódców. Straszny los spotkał Gdańsk, który już po zdobyciu tygodniami płonął. Był piekłem na Ziemi.
Sowieci spalili nawet cywilów, kobiety i dzieci, w kościele. Oczywiście na porządku dziennym były masowe gwałty. Straszne rzeczy działy się w każdym domu, w każdej piwnicy, na każdej klatce schodowej. Należy pamiętać, że Gdańsk był na początku 1945 r. miastem przeludnionym. Chronili się w nim, licząc na ucieczkę morzem, uchodźcy z innych części Prus Wschodnich i Pomorza. Do tego w mieście przebywali liczni robotnicy przymusowi z krajów okupowanych wcześniej przez III Rzeszę.
— Jak zareagowali radzieccy dowódcy, gdy skala zbrodni zaczęła przerastać ich wyobrażenia?
— Wyszli z założenia, że trzeba to jakoś pohamować. Ilija Erenburg przestał pisać nienawistne artykuły, a z czasem został odsunięty. Dowództwo zaczęło wydawać rozkazy w takim duchu, że żołnierze mają walczyć, a nie uganiać się za Niemkami i zegarkami. Bo okazało się, że te możliwości grabieży i gwałtu zaczęły powodować rozprężenie Armii Czerwonej i obniżenie jej zdolności bojowych. A zdolności bojowe po stronie niemieckiej rosły.
Sowieci zaczęli się więc po kilku tygodniach wycofywać z terroru, ale oczywiście nie wyplenili go do końca. Poza tym nie było konsekwencji. Potem przy zdobywaniu Berlina znowu zaczęły się grabieże i gwałty na ogromną skalę. Jest jeszcze jeden wątek. Tereny, na które wkroczyła Armia Czerwona, były cywilizacyjnie znacznie wyżej niż ZSRR. To też wzbudzało szał, bo prości żołnierze wierzyli, że pochodzą z najwspanialszego kraju na świecie. Szokowały ich sklepy, murowane stodoły, ubikacje. Ponieważ byli pod wpływem propagandy głoszącej, że Niemcy wszystko zagrabili światu, zwykli żołnierze sowieccy kradnąc, uważali, że przywracają sprawiedliwość. Oczywiście do głowy im nie przyszło, że ten poziom materialny jest efektem pracy pokoleń.
— Co było gorsze dla mieszkańców Pomorza, którzy identyfikowali się z polskością? Lata 1939-40, czyli największego terroru niemieckiego, czy początek 1945 r.?
— Oba okresy były tak samo straszne. Przecież w latach 1939-40 w lasach Pomorza doszło do tzw. Zbrodni Pomorskiej. Niemcy rozstrzeliwali polskie elity, czasem nawet całe rodziny. Zabili kilkadziesiąt tysięcy osób. Ludzie spoza regionu do dziś mało o tym wiedzą.
A rok 1945? Kilka lat temu zacząłem robić na Kaszubach tzw. notacje historyczne i poszukiwałem ludzi, którzy pamiętają II wojnę światową. Nagle zorientowałem się, że w każdej kaszubskiej wiosce przewija się temat gwałtów. Z drugiej strony zauważyłem, że w literaturze jest to załatwiane jednym, dwoma zdaniami — i tyle. W każdej wiosce słyszałem opisy masowych gwałtów na kobietach. Czerwonoarmiści w czasie stacjonowania w danej wiosce wyłapywali wszystkie dziewczyny z okolicy, i przez tydzień, dwa trzymali je zamknięte w jednym pomieszczeniu. I masowo gwałcili. Nie rozróżniali, czy to Kaszubki, czy etniczne Niemki. Niemki potem wyjechały, zabrały swoją traumę ze sobą, zamieszkały w innych społecznościach, a jeśli osiedliły się w RFN mogły o niej mówić. Tymczasem Kaszubki zostały i musiały milczeć. Dominował wstyd, a poza tym był PRL i nie wolno było mówić o tym, że „wyzwoliciele” wyrządzali Polakom straszną krzywdę. To niewypowiedziana, wyparta trauma pokoleniowa, która wpływa także na współczesne życie tych społeczności.
To nie jest tak, że Sowieci nigdy nie byli karani. Bardzo często spotykałem opowieść, że ktoś doniósł dowództwu, że szeregowi gwałcą kobiety. Pojawia się oficer i na miejscu rozstrzeliwuje gwałcącego żołnierza. To też świadczy o tym, że oficerowie od pewnego momentu byli świadomi tego, że ze względów dyscyplinarnych trzeba to ukrócić. Ale… Zwróćmy uwagę na jeden fakt: taki „frontownik” wiedział, że za gwałty grozi mu śmierć, a i tak to robił. To niepojęte, ale tak było. Nie chciałbym jednak, żeby moje słowa brzmiały jak ocena moralna. Zdaję sobie sprawę, że ci czerwonoarmiści, którzy tu się mścili, byli świadkami tego, co Niemcy robili wcześniej w ich kraju. Generalnie wojna jest złem i budzi w ludziach zło, niezależnie od narodowości. Problem w tym, że są kraje, w których ludzie swobodnie dyskutują o swojej historii, nie pomijając ciemnych kart. A także kraje takie jak Rosja czy Białoruś, gdzie za mówienie o zbrodniach Armii Czerwonej można trafić do współczesnych łagrów.
— Po wojnie Kaszubi też podlegali represjom.
— Bardzo często Kaszubi przez urzędników i funkcjonariuszy radzieckich lub „Polski Ludowej” byli traktowani jak Niemcy. Byli weryfikowani na „polskość” i dziesiątki tysięcy wywieziono do pracy przymusowej na Syberii. Poza tym Kaszubi to w większości konserwatyści o poglądach antykomunistycznych. Trafiali więc do więzień i na zesłania również jako „element niepewny”, na przykład po jakichś donosach — podobnie jak Polacy z głębi kraju. Komuniści próbowali też odbierać im ziemię w ramach kolektywizacji. Ale kolektywizacja nie udała się w Polsce, a na Kaszubach w szczególności.
— Proszę powiedzieć więcej o tym „weryfikowaniu polskości”.
— Żeby przeżyć na Pomorzu Gdańskim niemiecka okupację, trzeba było podpisać niemiecką listę narodowościową. Były różne kategorie. Nie każdy, kto ją podpisał był tzw. volskdeutschem czy reichsdeutschem, ale wówczas, tak zresztą jak i dziś, nie było świadomości tych wszystkich niuansów. W większości przypadków to nie była kolaboracja. Na przykład ktoś przeżył obóz koncentracyjny jako Polak, a po powrocie do domu, żeby żyć, podpisał niską kategorię niemieckiej listy narodowościowej. Jeśli ktoś nie miał na Pomorzu takich dokumentów, mógł znowu trafić do obozu, na śmierć, zostać wysiedlonym do tzw. Generalnego Gubernatorstwa czy stracić rodzinę. Około 55 proc. mieszkańców Pomorza Gdańskiego podpisało takie listy. Odmówiło 45 proc.
— Tragiczny był też los gdańskich Polaków, czyli tzw. Polonii Gdańskiej.
— Byli przed wojną dość dobrze zorganizowani i nie kryli nawet, że są Polakami i działają w polskich organizacjach. Już 1 września 1939 zaczęli być masowo wyłapywani przez nazistów i trafiali do budynków szkoły dla dziewcząt Viktoriaschulle. To było miejsce kaźni. Część została stamtąd wysłana do obozu koncentracyjnego Stutthof, a część, po torturach, wypuszczona do domów.
Ci, którzy nie zostali zamęczeni w obozach albo rozstrzelani, przez pięć lat żyli nie tyle na marginesie społecznym, co poza tym marginesem. Byli pozbawieni praw, chyba że podpisali listę narodowościową. I były takie przypadki, choć większość z nich tego nie zrobiła. Przeżyli piekło oblężenia i terroru w Gdańsku po wejściu Sowietów. Przecież Sowieci nie odróżniali gdańskich Polaków od Niemców. Po włączeniu Gdańska do rządzonej przez komunistów Polski też byli weryfikowani na „polskość”. Ostatecznie wielu zmuszono do wyjazdu do Niemiec.
— Zdaje się, że komuniści traktowali ich jak „element niepewny”, bo wielu z nich przed wojną było związanych z sanacją lub endecją.
— Tak. Podobnie było z Gryfem Pomorskim, kaszubską partyzantką. Była niewielka, ale sprawna. Zajmowała się głównie działalnością wywiadowczą na rzecz aliantów. „Władza ludowa” postanowiła ją zniszczyć tak jak NSZ i AK. Traktowała ich wręcz jak dywersantów niemieckich. Zresztą, użyli do tego człowieka, który walczył z Gryfem Pomorskim jako gestapowiec.
— Jana Kaszubowskiego.
Został on funkcjonariuszem UB. Był też prawdopodobnie funkcjonariuszem enerdowskiej Stasi i zmarł w NRD w latach 70.
— Na Pomorzu działał też oddział Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, dowódcy 5. Wileńskiej Brygady AK.
— Wielu akowców, którzy ukrywali się przed NKWD i UB, uciekało na tzw. Ziemie Odzyskane, bo tu łatwiej było o anonimowość. „Łupaszka” w połowie 1945 roku działał w Sopocie. Próbował odtworzyć swoją siatkę na Pomorzu, ale okazało się, że to trudny teren. Wycofał się zatem do innych regionów Polski. Został aresztowany w 1948 roku pod Jordanowem. On i jego współpracownicy zostali skazani na kary śmierci w pokazowych procesach.
Rozmawiał Marcin Herman / centrumeuropy.pl
Tomasz Słomczyński — dziennikarz (obecnie TVN24.pl). Wychował się i mieszka w Sopocie. Laureat Nagrody Wirtual 2025, nominowany do Grand Press za film dokumentalny Ocalałe (razem z Piotrem Szymankiem). Autor książek Zapytaj jeża i inne historie, Miejsca przeklęte, Kaszëbë, Sopoty oraz Delta. Przez Żuławy, współautor książki Pogrzebani nocą. Ofiary Grudnia ’70 na Wybrzeżu Gdańskim. Za Kaszëbë otrzymał nominację do Travelerów 2021 w kategorii książka roku oraz do Międzynarodowej Nagrody im. Witolda Pileckiego.