Krzysztof Hawrylak, prezes łaszczowskiego koła Roztoczańskiego Związku Pszczelarzy oraz członek komisji szacującej straty, poinformował, że na tym obszarze mogło zginąć od 150 do nawet 250 rodzin pszczelich — podaje „Tygodnik Zamojski”.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Ja sam straciłem 16 rodzin pszczelich. Nie odbudują się już, muszę je zawieźć do utylizacji. Inni pszczelarze potracili bezpowrotnie od kilkunastu do kilkudziesięciu uli — powiedział jeden z pszczelarzy, pan Henryk.
Przyczyny tego zdarzenia na razie nie są jeszcze znane. Hawrylak podkreślił, że sprawa jest w trakcie wyjaśniania, a próbki do badań pobrali przedstawiciele Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej oraz Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Wyniki analiz mają być znane w ciągu dwóch tygodni. — To, co się wydarzyło, to dramat — podkreśla Hawrylak.
Konsekwencje dla rolnictwa i środowiska
Wśród lokalnej społeczności pojawiły się podejrzenia, że przyczyną katastrofy mogło być użycie niewłaściwych lub zakazanych środków ochrony roślin. Jednak do czasu uzyskania wyników badań nie można tego jednoznacznie potwierdzić.
Pszczoły zaczęły masowo ginąć w sobotę, 17 maja. Martwe owady znajdowano zarówno na drogach i polach, jak i przy wejściach do uli oraz wewnątrz nich. Straty finansowe pszczelarzy mogą sięgać setek tysięcy złotych. Jednak skutki tej katastrofy mogą być znacznie szersze.
W regionie wkrótce rozpocznie się kwitnienie fasoli, która jest jedną z głównych upraw na tym terenie. Tak duża liczba martwych pszczół, będących kluczowymi zapylaczami, może doprowadzić do spadku plonów nie tylko fasoli, ale także innych roślin uprawnych.