W sobotę w jednym z polskich miast zapanuje totalny smutek, ponieważ poznamy trzeciego spadkowicza z Ekstraklasy w sezonie 2025/26. Kto to będzie? Warianty są cztery: Cracovia, Piast Gliwice, Widzew Łódź lub Lechia Gdańsk. Więcej o nich TUTAJ.

I – jak to w futbolu bywa – nie brakuje podtekstów. W tym przypadku jest ich całe mnóstwo.

Cracovia zagra na własnym boisku z Koroną Kielce, której trenerem jest Jacek Zieliński, w przeszłości dwukrotnie w mało eleganckim stylu zwalniany z krakowskiego klubu. Z kolei Widzew zagra u siebie z Piastem i tutaj mamy już totalny mix – trenerem Widzewa jest Aleksandar Vuković (ex Piast), a trenerem Piasta Daniel Myśliwiec (ex Widzew).

I zwłaszcza ten drugi ma sporo do udowodnienia byłemu pracodawcy.

ZOBACZ WIDEO: Wielki wieczór Matty’ego Casha! Czekał na niego całe życie

Najmniej kontrowersji wzbudzało odejście Vukovicia z Piasta. Serb po prostu nie przedłużył wygasającego wraz z końcem poprzedniego sezonu kontraktu.

Inaczej było w przypadku Zielińskiego i Myśliwca.

EFEKT PROBIERZA

– Nie mogę powiedzieć, że nie zwracam na to uwagi, bo bym skłamał. Spędziłem tam pięć bardzo fajnych lat. Tego się nie wymaże. Nie powiem, że to dla mnie zwyczajny mecz, ale teraz stoimy po dwóch stronach barykady, każdy walczy o swoje – mówił Zieliński na konferencji prasowej.

Wypowiedział się bardzo dyplomatycznie, biorąc pod uwagę okoliczności w jakich odchodził z Cracovii.

To było w sezonie 2016/17 – w trakcie rundy wiosennej sezonu 2016/17, gdy zespół bronił się przed spadkiem, śp. prof. Janusz Filipiak zapewniał, że jeśli Cracovia utrzyma się w Ekstraklasie, to Zieliński pozostanie na stanowisku.

– Jeżeli się utrzymamy, to pozycja trenera Zielińskiego będzie absolutnie niezagrożona – mówił.

Cracovia się utrzymała, minęło parę tygodni, by na niespełna dobę przed rozpoczęciem przygotowań do nowego sezonu trener Zieliński dowiedział się, że właśnie stracił pracę.

Filipiak tłumaczył, że „nie chciał psuć szkoleniowcowi urlopu”, ale tak naprawdę chodziło o to, że pojawiła się możliwość zatrudnienia Michała Probierza.

Jednak to zwolnienie nie zraziło Zielińskiego i w 2021 roku został ponownie zatrudniony w roli trener „Pasów”. Współpraca między Zielińskim i Filipiakiem układała się dobrze, natomiast po śmierci profesora w 2023 roku nastąpiły duże zmiany. Ówczesny prezes klubu Mateusz Dróżdż najpierw zwolnił Stefana Majewskiego, a później trenera Zielińskiego (i przy okazji Rudolfa Rohaczka z sekcji hokeja). Powód? Niesatysfakcjonująca gra w paru meczach rundy wiosennej.

Zarzucano Zielińskiemu, że w Cracovii gra zbyt mała liczba Polaków. A później – już po odejściu Zielińskiego – proporcje zostały jeszcze mocniej zachwiane.

Teraz Zieliński może sprawić Cracovii psikusa i przyczynić się do spadku z Ekstraklasy.

DOMINO

O ile jednak Zielińskiemu nie wystarczy zwycięstwo w Krakowie, bo muszą zostać jeszcze spełnione inne warunki (Cracovia spadnie, jeśli przegra z Koroną, a swoje mecze wygrają Lechia i Widzew), o tyle w przypadku trenera Myśliwca sytuacja jest mniej skomplikowana.

Widzew spadnie z Ekstraklasy, jeśli nie wygra z Piastem, a Lechia zdobędzie trzy punkty w Niecieczy.

Ale wracając do Myśliwca w Widzewie. Prowadził ten zespół od 5 września 2023 do 24 lutego 2025. Został zwolniony na początku rundy wiosennej po tym, jak Widzew zdobył tylko punkt w czterech meczach (po bolesnych przegranych 0:3 ze Śląskiem Wrocław i 0:4 z Pogonią Szczecin).

To znaczy: wyniki były powodem oficjalnym. W kuluarach mówiło się, że Myśliwiec nie dogadywał się z szefostwem. Jednym z punktów zapalnych było zwolnienie Karola Zniszczoła pod koniec 2024 roku (asystenta i bliskiego współpracownika trenera Myśliwca).

Zresztą, niedługo później obecny szkoleniowiec Piasta umieścił na portalu X (dawniej Twitter) zdjęcie domina. Co prawda nigdy nie wyjaśnił o co dokładnie mu chodziło, natomiast nie jest trudno się domyślić. „Podpalił” i to mocno.

Kibice zarzucali zarządowi klubu, że Myśliwiec stał się kozłem ofiarnym. W skrócie: nie dostał odpowiednich narzędzi w postaci jakościowych transferów, a oczekiwano od niego cudów. Widzew nie miał wtedy mocnej drużyny (dość powiedzieć, że w ataku biegał Hubert Sobol).

Przed sobotnim meczem Myśliwiec nie za bardzo chciał wracać do tamtych czasów i skupiać się na sobie.

– Ja tu nie jestem najważniejszy. Moja przeszłość nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko przyszłość mojej drużyny. Tak do tego podchodzę, starając się odciąć od tego, co jest moje. Teraz „ja” nie jest istotne, liczy się „my”. Jesteśmy razem i tak będziemy pracować, a nie prowadzić jakieś indywidualne rozgrywki – mówił na konferencji prasowej.

Niemniej, zadra pozostała.

Tomasz Galiński, WP SportoweFakty