To miała być formalność. Ołeksandr Usyk (25-0, 16 KO), jeden z najwybitniejszych pięściarzy ostatnich lat, wychodził do walki z legendą kickboxingu Rico Verhoevenem (1-1, 1 KO) jako zdecydowany faworyt. Holender miał za sobą ogromne doświadczenie w sportach walki, ale w zawodowym boksie był niemal debiutantem. Mimo to pod Piramidami w Gizie był o krok od sprawienia jednej z największych sensacji w historii wagi ciężkiej.

Dyrektor KSW komentuje porażkę Czyżewskiej. „Nie spodziewałem się tego”

Verhoeven od pierwszych rund zaskoczył aktywnością, presją i skutecznym wykorzystywaniem przewagi fizycznej. Usyk przez długie fragmenty wyglądał nietypowo ospale, miał problemy z narzuceniem swojego rytmu i musiał pracować znacznie ciężej, niż wielu ekspertów zakładało przed pierwszym gongiem.

Najbardziej dramatyczny moment dla Usyka przyszedł w 8. rundzie. Verhoeven trafił mocnym prawym, po którym mistrz znalazł się w poważnych tarapatach. Ukrainiec był wyraźnie naruszony, chwilami wyglądał na zagubionego i nie był w stanie od razu odpowiedzieć

Według oficjalnych kart punktowych po 10 rundach dwóch sędziów widziało remis 95:95, a trzeci punktował 96:94 dla Verhoevena. Chociaż zdaniem ekspertów te karty były zdecydowanie zbyt łaskawe dla Ukraińca.

Przełom nastąpił dopiero w 11. rundzie. Usyk trafił rywala prawym podbródkowym i posłał go na deski. Verhoeven zdołał wstać, ale po kolejnej serii ciosów sędzia Mark Lyson zdecydował się przerwać pojedynek. Kontrowersje budzi to, że walkę przerwano wraz z gongiem kończącym rundę, mimo że Holender nie wyglądał na poważnie rozbitego.

Decyzja arbitra natychmiast wywołała protesty w narożniku Holendra. Sam Verhoeven po walce przyznał, że jego zdaniem pojedynek został zatrzymany zbyt wcześnie, choć jednocześnie podkreślił, że decyzja nie należała do niego.

Dla Usyka zwycięstwo oznacza utrzymanie pasa WBC i przedłużenie perfekcyjnego bilansu w zawodowym boksie. Ukrainiec uniknął porażki, która mogłaby wstrząsnąć całą królewską kategorią. Należy jednak przyznać, że dość niespodziewanie ten pojedynek – wydawałoby się pokazowy – był dla niego najtrudniejszą przeprawą w zawodowej karierze.