Do 27 maja potrwa strajk pod siedzibą główną sieci Dino w wielkopolskim Krotoszynie. Największe zainteresowanie mediów wzbudził pierwszy dzień demonstracji. Choć uczestników nie było wielu, emocji nie brakowało.
Zaplanowany na 3 dni strajk pod siedzibą Dino w Krotoszynie OPZZ Konfederacja Pracy zapowiadała już od początku maja;
25 maja – w pierwszym dniu demonstracji pod biurowcem Dino przy ul. Ostrowskiej w Krotoszynie pojawiło się ok. 30 osób – tylko kilku z nich to pracownicy sieci.
Mimo prób, organizatorom nie udało się wejść na spotkanie z jakimkolwiek przedstawicielem sieci Dino;
Związkowcy nie tracą jednak nadziei na poprawę losu pracowników .
„Biernacki do roboty za 3700 zł”. Byliśmy na strajku pod siedzibą Dino
Początek strajku pod siedzibą Dino w wielkopolskim Krotoszynie zaplanowano na godz. 12 w poniedziałek, 25 maja 2026 roku. Organizatorem demonstracji była OPZZ Konfederacja Pracy w Handlu – od miesięcy znajdująca się na „wojennej ścieżce” z siecią zarządzaną przez Tomasza Biernackiego.
Choć pogoda dopisała, na miejscu zameldowało się łącznie ok. 30 osób. Najwięcej pracowników Dino miało pojawić się wieczorem. Jednak nawet w południe liczna obecność mediów, zarówno lokalnych, jak i ogólnopolskich oraz spore siły ochraniającej wydarzenie policji robiły wrażenie znacznie większego zgromadzenia.

Pod siedzibą Dino pojawiły się namioty. Część uczestników demonstracji zamierzała przenocować w Krotoszynie aż do środy. fot. PAP/Tomasz Wojtasik
Strajk w Dino coraz bliżej?
Do protestu dołączyli także działacze Partii Razem, Inicjatywy Pracowniczej, a nawet organizacji lokatorskich z Poznania. Liderem zgromadzenia był Wojciech Jendrusiak, przewodniczący międzyzakładowej organizacji OPZZ Konfederacja Pracy. Jak wskazywał, na dniach ma zapaść decyzja o strajku generalnym w Dino.
– Wystąpiliśmy z postulatami w kolejnym sporze zbiorowym, pracodawca powinien się odnieść do nich, co zrobił, ale nie zaproponował spotkania. Zrobiliśmy to my i pojawiamy się tutaj żeby odbyć te rokowania. (…) Pracownicy mają zrujnowane zdrowie. Dino wykorzystuje to, że ma sklepy w małych miejscowościach, gdzie jest ciężko o pracę. Każdy pracodawca, niezależnie czy to firma polska czy zagraniczna musi przestrzegać prawa – wskazał.
Jendrusiak mówił wprost, że wielu pracowników usłyszało groźby od kierowników regionalnych, że za udział w strajku mogą zostać zwolnieni z pracy i „skończą jak Kiwerska”

Wojciech Jendrusiak, przewodniczący międzyzakładowej organizacji OPZZ Konfederacja Pracy. fot. PAP
W Krotoszynie pojawiła się za to wspomniana Katarzyna Kiwerska, była kierowniczka sklepu Dino w Sochaczewie, która nagłaśniała problem bardzo niskich temperatur w placówkach sieci i została zwolniona po zaproszeniu do placówki Adriana Zandberga, lidera Razem. Pojawili się za to pojedynczy pracownicy sklepów Dino, choć z regionów oddalonych od wielkopolskiego „matecznika” sieci.
Demonstracja miała charakter w pełni legalny – co godzinę demonstranci blokowali na kilka minut przejście dla pieszych przy siedzibie Dino na drodze krajowej na nr 36 – jednej z głównych ulic wylotowych z Krotoszyna. Mimo tego protest nie spowodował większych utrudnień w ruchu – policja kierowała kierowców objazdami, a pojazdy uprzywilejowane i autobusy przepuszczano.

Przebieg demonstracji pod siedzibą Dino ochraniali także policjanci ze specjalnego zespołu antykonfliktowego KWP w Poznaniu. fot. PAP
Demonstranci wznosili też okrzyki i prezentowali transparenty: „Dino wyzyskuje i represjonuje” oraz „Biernacki do roboty za 3700 złotych”. Ciekawe były reakcje przejeżdżających ul. Ostrowską mieszkańców. Część krzyczała do strajkujących „weźcie się do roboty”, ale sporo było też gestów poparcia (wyciągnięta pięść) np. pasażerów przejeżdżających autobusów komunikacji miejskiej.
Kulminacyjnym punktem poniedziałkowego zgromadzenia była podjęta o godz. 13 próba wejścia do siedziby Dino. Po chwili zamieszania – recepcjonistka poinformowała, że zarząd obraduje nie w najwyższym, głównym budynku, ale parterowym tuż obok – właśnie tam rozegrały się wydarzenia budzące najwięcej emocji.

Strajkujący w recepcji biurowca Dino. Wejście do ogólnodostępnej części budynku sieć uznała za nielegalne. fot. PAP
W niewielkim pomieszczeniu na chwilę pojawiła się przedstawicielka spółki, która po krótkiej rozmowie z Wojciechem Jendrusiakiem nie wyraziła woli zaproszenia na spotkanie przedstawicieli OPZZ, nie odpowiadała tez na pytania mediów. Nie zdecydowała się również przyjąć „prezentu” dla zarządu sieci w postaci…kilograma buraków. Całą sytuację zza szyby obserwowali pracownicy agencji ochraniającej obiekt Dino. Po chwili, gdy stało się jasne, że do spotkania nie dojdzie, uczestnicy protestu opuścili budynek.
Wejście protestujących oraz mediów do recepcji budynku Dino zostało zgłoszone przez sieć na policję jako „naruszenie miru domowego”, w związku z czym funkcjonariusze wylegitymowali uczestników protestu. Czynności służbowe przebiegały jednak w spokojnej atmosferze.
– Mimo że w naszym liście informowaliśmy o tym spotkaniu, zostanie sporządzony jednostronny protokół rozbieżności i wniosek do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o wyznaczenie mediatora w ramach tego sporu zbiorowego. Nie przychodzimy tu dla własnej przyjemności czy wszczynania emocji. Jesteśmy tu w ramach procedury ustawowej, niestety, zarząd pokazał, że nie będzie rozmawiał z przedstawicielami pracowników – podsumował Jendrusiak.
O dalszych etapach sporu Dino ze związkowcami będziemy informować na bieżąco.

