Niemcy odnotowują po pierwsze, poprawę jakości powietrza, a po drugie, fakt, że w sytuacji, w której coraz więcej jest nowoczesnych samochodów, te nieliczne, mało ekologiczne, mają znikomy już wpływ na środowisko.
W naszym kraju, co można stwierdzić po prostu otwierając oczy, w ostatnich latach również nastąpiła zasadnicza wymiana parku samochodowego Polaków.
Pytanie brzmi: czy ci, którzy mają stare samochody, nadal nimi jeżdżą, gdyż nienawidzą ekologii, czy też może z biedy? I czy polityka nie jest aby sztuką ważenia racji. W tym przypadku racji ekologicznych i społecznych. Wykluczenie transportowe i upokorzenie uboższych ludzi, których nie stać na kupno nowego samochodu, to coś, co także należałoby brać pod uwagę.
W naszej debacie o SCT często spotykam się z argumentem, że można przecież poruszać się po mieście rowerem albo autobusem. Rzecz w tym, że jest to czysta demagogia. W polskich miastach powstały liczne nowe osiedla, na których nie ma ani przedszkoli, ani szkół. Rodzice zmuszeni są odbierać dzieci samochodami, bo autobusami nie zdążą, a rowerami zimą nie dojadą. Pomijam już fakt, że przedszkola i świetlice szkolne otwarte są zazwyczaj do godz. 17.00 lub 18.00.
Kolejnym pytaniem jest to, czy naprawdę Warszawa, do której nie będzie można wjechać Polonezem, Paryż, do którego nie będzie można wjechać Citroenem 2CV, i Londyn, do którego nie będzie można wjechać klasycznym Mini, to naprawdę miasta tym ubogacone, czy może przeciwnie — zubożone. Mini w Mayfair, 2CV koło Łuku Triumfalnego i Maluch albo Polonez na warszawskich ulicach to przecież także element historii i tradycji.
I wreszcie sprawa ostatnia: polityka. Zwolennicy twardego eliminowania z dróg starszych samochodów, którzy w większości mają tak zwane progresywne poglądy, chyba zapominają o jednym. Zazwyczaj w życiu jest tak, że każda akcja wywołuje reakcję, a nadmierna akcja może spowodować nadmierną reakcję. Może więc warto czasem zaciągnąć hamulec, żeby przypadkiem ktoś potem nie wrzucił wstecznego. Odpowiedź jest, jak sądzę, oczywista.
Podejrzewam jednak, że dla licznych naszych zwolenników SCT istotą sprawy nie jest wcale ekologia, ale chęć pokazania maluczkim (czy też, jak się czasem mawia, gawiedzi) ich miejsca. I właśnie dlatego Kraków niczego ich nie nauczy.
Raport Międzynarodowy
W najnowszym Raporcie Międzynarodowym wspólnie z Agnieszką Bryc zastanawialiśmy się nad tym, ilu koniec końców amerykańskich żołnierzy jest w Polsce, ilu będzie i co to będą za żołnierze? Tym, co pominęliśmy, były polsko-polskie zapasy w kisielu, czyli gorszący spór naszych polityków o to, kto ma większe zasługi w tej sprawie.
W dalszej części podcastu mówiliśmy o oskarżonym o szpiegostwo na rzecz Rosji pracowniku warszawskiego ratusza, który, jak się okazuje, na kilkanaście godzin przed aresztowaniem postanowił wyczyścić swój komputer. Przypadek? Nie sądzimy.
„Raport międzynarodowy”Onet Audio
Żeby nie było aż tak smutno, w podcaście mowa była też o przylocie do Polski pierwszych trzech myśliwców piątej generacji F-35. Przy tej okazji rozmawialiśmy o lawinowo rosnącym zadłużeniu naszego kraju i o tym, czy jeżeli mamy kontynuować zbrojenia, nie powinniśmy zacząć w końcu tu i ówdzie oszczędzać.
Omawialiśmy również zakaz wjazdu do Polski dla izraelskiego ministra Itamara Ben-Gewira i zastanawialiśmy się, jak uniknąć ewentualnego skandalu, gdyby Ben-Gewir akurat teraz postanowił odwiedzić były niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny Auschwitz. Odnieśliśmy się też do innego głośnego zakazu wjazdu: objęty nim został ukraiński influencer, który samochodem dojechał do Morskiego Oka. Z przykrością stwierdziliśmy, że rząd Donalda Tuska postanowił najwyraźniej ścigać się na antyukraińskość z politykami Konfederacji Korony Polskiej, Konfederacji i części PiS. Pytanie tylko, czy można być liberałem równocześnie, jak gdyby nigdy nic, grając szowinistyczną kartą.
W podcaście mowa była też o potencjalnej amerykańskiej inwazji na Kubę i rosyjskich groźbach wobec państw bałtyckich.
W drugiej części podcastu gościem był dr Krzysztof Rak, z którym rozmawialiśmy o tym, jak narody winne zbrodni rozliczają się ze swojej przeszłości. Czy amnezja jest dowodem moralnego upadku, czy koniecznym etapem na drodze do odkupienia. W rozmowie pojawiła się także kwestia dialogu z Moskwą. Krzysztof Rak, który jest jednoznacznie antyrosyjski, zadał kluczowe pytanie: czy gdy pewnego dnia Waszyngton, Londyn, Paryż i Berlin będą rozmawiać z Moskwą, Polska powinna być jedynym krajem, który z Rosją żadnych kontaktów mieć nie będzie?
Lektury i filmy
Tradycyjnie szpieg to ten, kto fotografuje mapy, przepisuje plany, wynosi informacje. Niektórzy powiadają jednak, że znacznie groźniejszym agentem jest ten, kto coś wnosi, a nie wynosi.
O tym drugim rodzaju agenta opowiada znakomita książka „Montaż” autorstwa francuskiego pisarza Vladimira Volkoffa, wywodzącego się z rodziny rosyjskich emigrantów.
„Montaż”, Vladimir VolkoffMateriały prasowe
„Montaż” to opowieść o agencie literackim, który jest równocześnie sowieckim szpiegiem. W polskich realiach, gdy tak często można odnieść wrażenie, że zajęci jesteśmy głównie skakaniem sobie nawzajem do gardeł, „Montaż” jest szczególnie istotną lekturą. Bo może i u nas najgroźniejszymi agentami nie są ci, którzy coś z tajnych kancelarii wynoszą, ale ci, którzy coś do nas wnoszą. Na przykład wzajemną nienawiść.
Cytat
Lee Kuan Yew, pierwszy premier i faktyczny twórca niepodległości Singapuru, o sztuce polityki:
Zacznij od wsadzenia trzech swoich przyjaciół do więzienia. Na pewno wiesz za co, a ludzie ci uwierzą