Stacja Canal+ wyemitowała w aplikacji mobilnej finałowy odcinek pierwszej edycji reality show produkowanego we współpracy z organizacją KSW. Widzowie obejrzeli półfinałowe pojedynki na zasadach MMA oraz wybór zwycięzcy programu.

Starcia w półfinałach zostały zakontraktowane na dystansie trzech liczących pięć minut rund i odbyły się na zasadach semi-pro. W pierwszej konfrontacji zmierzyły się panie: Zofia Rybicka oraz Karolina Gackowska. Po bardzo wyrównanej walce triumfowała Gackowska, a o jej zwycięstwie i awansie do finału zdecydowali sędziowie punktowi.

Ogromne emocje w klatce

Później do klatki weszli panowie: reprezentant Kotwica MMA Team Dominik Wydra oraz zawodnik Silesian Cage Club Katowice Cyprian Wieczorek. W narożniku Wieczorka stanął Piotr Jeleniewski, który pełnił funkcję trenera w pierwszej edycji programu „Projekt Fighter”. Wydrze podpowiadał drugi z trenerów Arbi Szamajew. I to jego taktyka wzięła górę na początku pierwszej rundy.

ZOBACZ TAKŻE: Samociuk szykuje się do walki i rzuca pomysł starcia ze Szpilką

Wieczorek przetrwał mocny napór Wydry i sam przeszedł do pracy zapaśniczej, sprowadzając rywala pod siatką. W parterze zawodnik ze Śląska poszedł po duszenie zza pleców i w taki sposób poddał Wydrę, awansując do finału.

Ten polegał na głosowaniu, w którym udział wzięli wszyscy uczestnicy programu, również ci, którzy odpadli z udziału w poprzednich odcinkach. Zofia Rybicka, Jessica Kusz i Paweł Trybała oddali swój głos na Gackowską. Natalia Pałat, Karolina Dziak, Dominik Wydra, Artur Sargsyan, Wanesa Kania, Kornel Regel i Dominik Zadora wskazali na Wieczorka. I tym samym to on zgarnął nagrodę pieniężną oraz kontrakt z KSW.

Skandal w półfinale

Świetne pod względem sportowym półfinałowe starcia miały też swoją wielką kontrowersję. Walkę pomiędzy Wieczorkiem i Wydrą prowadził w klatce sędzia główny KSW Tomasz Bronder. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że na co dzień Bronder jest… trenerem głównym Wieczorka w Silesian Cage Club.

Taka sytuacja jest w sportach walki nieakceptowalna i niedopuszczalna, dlatego że narusza zasadę bezstronności i podstawy etyki pracy sędziego. Co więcej, złamanie tej zasady bywa uznawane za błąd proceduralny i może być podstawą do złożenia protestu, a nawet zmiany wyniku walki.

Taka sytuacja miała między innymi miejsce przy okazji pojedynku Adriana Zielińskiego z Adamem Niedźwiedziem na gali KSW. Wtedy podstawą do zmiany wyniku miała być obecność Pauliny Bońkowskiej przy procedurze VAR, kiedy oceniano legalność uderzeń łokciami w wykonaniu Zielińskiego. Nie jest tajemnicą, że Bońkowska jest związana z olsztyńskim Arrachionem, w którym trenuje Zieliński.

„Taki nieprawidłowy dobór składu sędziowskiego jednoznacznie wskazuje na błąd w procedurze postępowania” – tłumaczył w uzasadnieniu do protestu wniesionego przez Niedźwiedzia jeden z sędziów. Wówczas walka została uznana za nieodbytą (no contest).

Dlaczego Tomasz Bronder prowadził pojedynek, łamiąc przy tym ogólnie przyjętą zasadę mówiącą o tym, że arbiter nie powinien sędziować walki zawodnika, z którym jest związany? Kto zaproponował sędziemu poprowadzenie tego starcia? Dlaczego ostatecznie organizacja i sam sędzia nie wycofali się z kompletnie nietrafionego pomysłu?

Przedstawiciele KSW oraz sędzia Bronder nie chcą komentować tego, co stało się w finale programu. O komentarz poprosiliśmy również stację Canal+, ale do chwili publikacji materiału go nie otrzymaliśmy. Wina za całe zamieszanie spada jednak na organizację KSW, która odpowiadała za stronę sportową „Projektu Fighter”.

Oburzenia po finale nie ukrywa Sebastian Kotwica, który na co dzień trenuje Dominika Wydrę. Główny trener i właściciel klubu MMA Kotwica Team zwraca uwagę nie tylko na fakt prowadzenia pojedynku przez Tomasza Brondera, ale również przebieg starcia.

– Uważam, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Nie spodziewałem się, że tak poważna organizacja może dopuścić do takiego błędu. Nie wiem, kto konkretnie był odpowiedzialny za obsadę sędziowską, ale dwie kwestie są oczywiste. Po pierwsze, sędzia i trener Bronder nie powinien zgodzić się na prowadzenie tej walki w klatce. Po drugie, organizator nie powinien pozwolić, by finalnie do tego doszło. Gra toczyła się o duże pieniądze i kontrakt. Sam przebieg walki też budzi wiele kontrowersji i stawia organizację oraz sędziego w bardzo złym świetle – mówi Kotwica.

Artur Mazur, WP SportoweFakty