Hunters PSŻ Poznań w niedzielę odniosło niespodziewane zwycięstwo w Krośnie. Cellfast Wilki wydawały się zdecydowanym faworytem spotkania, ale zespół z Poznania zaprezentował się ze znakomitej strony i pokrzyżował plany gospodarzom. Wygrana 46:43 była w pełni zasłużona, a goście mocno zapracowali na nią od samego początku. Tym bardziej jest to zaskakujące, że poprzednie mecze PSŻ-u przy Legionów, delikatnie mówiąc, nie należały do udanych.

– Patrząc na to, jak PSŻ dawniej prezentował się w Krośnie, to na pewno gospodarze i eksperci mieli prawo sądzić, że będzie to łatwy i przyjemny mecz dla Wilków. Kiedyś tę złą passę trzeba było w końcu przełamać i właśnie to nastąpiło. Ja już podchodzę spokojniej do takich spotkań. Sensacją mogłoby być, gdyby Włókniarz wygrał w Lublinie. W naszej lidze poziom jest tak wyrównany, że każdy może wygrać z każdym i przegrać z każdym. Bardziej przewidywalne są jedynie mecze Polonii Bydgoszcz, ale pozostała siódemka cały czas się kotłuje i ciężko powiedzieć, kto ostatecznie gdzie będzie. Widzimy, co się dzieje i jak duża jest nieprzewidywalność tych rozgrywek. Jesteśmy wiceliderem, a niedawno słyszałem, że w Poznaniu pachnie KLŻ-em. Taka jest ta liga nieprzewidywalna i nieobliczalna. Żaden wynik nie powinien dziwić – skomentował dla WP SportoweFakty Eryk Jóźwiak.

ZOBACZ WIDEO: Uderzył w Stal Gorzów. Liczy na zmianę regulaminu

Jednymi z bohaterów meczu w Krośnie było dwóch obcokrajowców, którzy początek sezonu mieli dość niemrawy. Niels Kristian Iversen leczył kontuzję i tak naprawdę dopiero teraz na dobre wrócił do swojej dyspozycji, a Dimitri Berge nie odbudował się tak jak na to liczono w Poznaniu. Kiedy jednak wrócił do Krosna, gdzie przez dwa lata reprezentował Wilki, zaprezentował się znakomicie, zdobywając 11 punktów i bonus. Ostatecznie uzyskał nawet lepszy wynik od Ryana Douglasa, a to już spora sztuka.

– Dimitri już mecz wcześniej pokazał, że wraca na właściwe tory. Jeśli chodzi o Nielsa, to również byliśmy spokojniejsi od momentu, gdy wrócił do ścigania w Anglii. Widzimy poprawę. Każdy kolejny start przybliża go do poziomu, jakiego oczekujemy. Jeszcze trochę pracy mamy na pewno z kapitanem, ale myślę, że za tydzień lub dwa Bartek wróci do dyspozycji, jakiej od niego wymagamy – przyznał trener PSŻ-u.

Jeszcze kilka tygodni temu wokół Nielsa Kristiana Iversena było naprawdę gorąco. Na tyle, że zaczęto mówić o ewentualnym zastępstwie. Duńczyk wciąż odczuwał skutki kontuzji, której doznał w marcu w Anglii, co było widać w jego asekuracyjnej jeździe. Teraz nie ma już o tym mowy, co potwierdzają zarówno jego występy, jak i wyniki. Nie ma również tematu ewentualnych wzmocnień. Jak przyznaje Eryk Jóźwiak, ze strony sztabu szkoleniowego nigdy go nie było. Przypomnijmy, że jeszcze niedawno w kontekście PSŻ-u przewijały się takie nazwiska Kenneth Bjerre, Nicki Pedersen czy Josh Pickering.

– Myślę, że była to pewnego rodzaju fala. Wzmacniały się Rzeszów, Rybnik czy Ostrów, my mieliśmy swoje problemy i chyba stąd wzięły się te spekulacje. Jako sztab szkoleniowy nie rozglądaliśmy się jednak za żadnymi wzmocnieniami, więc z uśmiechem czytaliśmy te wszystkie doniesienia. Nie musimy niczego zamykać, bo ten temat nawet nie był otwarty – jasno wyjaśnił Eryk Jóźwiak w rozmowie z nami.

Niels Kristian Iversen brał w Krośnie udział również w dość niecodziennej sytuacji. Choć dziś w Poznaniu mogą już się z tego śmiać i brać na żarty, to w trakcie meczu wywołała ona sporo nerwów. Co sprawiło, że doświadczony Duńczyk nie zdążył pod taśmę i został wykluczony, a w efekcie Wilki wygrały 5:0 w tak ważnym wyścigu?

– Tego na dobrą sprawę nie wie nikt. Gdy wyjeżdżał z parkingu, na zegarze były jeszcze 34 sekundy. Niels został poinformowany, że zostało pół minuty i musi się spieszyć, a wszyscy widzieli, w jakim tempie zmierzał pod taśmę. To było największe zaskoczenie. Nie wiem, co wtedy urodziło się w jego głowie. Tym bardziej że od momentu przerwania biegu zarówno mechanicy, jak i on sam wiedzieli, że na przygotowanie będzie tylko minuta. Każdy był tego świadomy. Całe szczęście, że w czternastym biegu stanął na wysokości zadania i zmazał tę plamę. Ostatecznie mecz zakończył się po naszej myśli, bo byłoby bardzo niesmacznie, gdybyśmy przez taką sytuację przegrali w Krośnie. Trzeba będzie uczulać zawodników na takie kwestie, zwłaszcza na torach, gdzie droga z parku maszyn pod taśmę jest długa. Niektórzy chyba jeszcze nie przyzwyczaili się do zmiany przepisów i tego, że teraz mają tylko minutę – stwierdził trener PSŻ-u.

Poznańskie „Skorpiony” są obecnie wiceliderem Metalkas 2. Ekstraligi, czego jeszcze niedawno mało kto by się spodziewał. Zwycięstwa w Krośnie i Rybniku sprawiły jednak, że PSŻ znajduje się w bardzo komfortowej sytuacji w walce o fazę play-off.

– U nas cel się nie zmienia. Nadal jedziemy po miejsce w pierwszej czwórce i to jest nasz priorytet. Jeśli zakończymy rundę zasadniczą na drugiej pozycji, którą zajmujemy obecnie, będziemy w bardzo komfortowej sytuacji. Wiadomo, że będziemy musieli czekać na wybór drużyny z pierwszego miejsca, ale zawsze jest większa szansa, że nie zostaniemy wybrani z drugiej pozycji niż z czwartej. Wpływ na to może mieć też mecz Polonii w Poznaniu, ale do tego jeszcze daleka droga. Na razie skupiamy się na tym, co wydarzy się w najbliższych tygodniach i na dwóch spotkaniach u siebie, bo będą to bardzo ważne punkty do zdobycia – przyznał dla WP SportoweFakty.