W 2025 roku polskie firmy przejęły 9 niemieckich spółek. Łączna wartość ujawnionych transakcji przekroczyła miliard dolarów – i to tylko część obrazu, bo aż dwie trzecie przejęć nie miało podanej wyceny. Polska przestała być podwórkiem dla zachodniego kapitału. Teraz to my kupujemy. I nie zamierzamy przestawać.

„Polacy nadchodzą!” – tak opisują sytuację niemieckie media. I nie jest to przesada. Z danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że w 2025 roku polskie przedsiębiorstwa zrealizowały 45 zagranicznych przejęć. Aż 9 z nich dotyczyło Niemiec. Żaden inny kierunek nie skupił tylu polskich transakcji. Co więcej, żaden rynek nie budzi tak mieszanych uczuć po drugiej stronie – fascynacji możliwościami i ledwo skrywanego niepokoju o własne firmy.

Niemcy mają powody, by obserwować to uważnie. Wiele firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw – słynnego Mittelstand – mierzy się z problemem sukcesji i presją kosztową.

Dla polskich przedsiębiorców oznacza to możliwość przejęcia gotowego biznesu w atrakcyjnej wycenie. Ktoś musi przejąć firmy, których właściciele odchodzą na emeryturę bez następcy. Coraz częściej tym kimś jest Polak.

Przejęcie, nie budowanie od zera

Przejęcia wygrywają z inwestycjami greenfield – są szybsze, mniej ryzykowne i pozwalają generować przychody niemal od razu. Polski kapitał nie przyjeżdża do Niemiec po to, żeby budować fabryki w szczerym polu. Przyjeżdża kupować gotowe struktury, gotowych klientów i gotowe know-how.

Zmienia się też sposób, w jaki niemieccy partnerzy i instytucje finansowe postrzegają polskich inwestorów. Jeszcze dekadę temu firmy znad Wisły były traktowane jako nowi gracze – dziś coraz częściej uchodzą za równorzędnych partnerów biznesowych.

– Polscy przedsiębiorcy są dziś postrzegani jako profesjonalni, dobrze skapitalizowani i strategicznie nastawieni uczestnicy rynku. W obszarach takich jak cyfryzacja czy automatyzacja procesów polskie firmy często wyprzedzają bardziej dojrzałe rynki – mówi Markus Haupt, Managing Director Bibby Financial Services w Niemczech.

Polska gospodarka za plecami

Za tym procesem stoi twarda przewaga ekonomiczna. Polska od lat należy do najszybciej rozwijających się krajów UE. Jednocześnie krajowe firmy zbudowały silne kompetencje operacyjne – szczególnie w logistyce, produkcji i usługach.

Na koniec 2023 roku polskie firmy posiadały w Niemczech 676 jednostek zagranicznych. Te jednostki zatrudniały ponad 25 tys. osób. Ponadto generowały 74,5 mld złotych przychodów. To nie jest ekspansja. To obecność na stałe.

Nie ma problemu przy podpisywaniu umowy

Jest jednak jedno miejsce, gdzie polska ekspansja regularnie się potyka – i nie jest to ani prawo, ani język, ani różnice kulturowe. To płynność.

Na rynku niemieckim standardem są długie terminy płatności. Lokalny bank koncentruje się na sytuacji niemieckiej spółki, a nie całej grupy kapitałowej. To oznacza, że nawet firmy stojące za dużym przejęciem mogą mieć ograniczony dostęp do bieżącej płynności w pierwszych miesiącach po transakcji.

W transporcie czy pracy tymczasowej pensje wypłaca się co tydzień lub miesiąc, niezależnie od tego, kiedy klient zapłaci. Firmy potrzebują kapitału obrotowego na pokrycie luki między wystawieniem faktury a jej zapłatą. Przejęcie można sfinansować. Utrzymanie przejętej firmy przy życiu przez pierwsze pół roku – to dopiero wyzwanie.

Kto daje kapitał, ten dyktuje tempo

Rozwiązaniem, po które sięga coraz więcej polskich firm ekspandujących do Niemiec, jest faktoring transgraniczny. To finansowanie oparte nie na strukturze własnościowej, ale na jakości należności i wynikach operacyjnych spółki.

– Jeśli firma ma stabilną spółkę w Polsce, może wykorzystać jej bilans jako fundament do finansowania działalności w Niemczech. Finansowanie musi nadążać za strukturą biznesu – mówi Karolina Smalarz, dyrektor ds. finansowania w Bibby Financial Services Polska.

Niemcy nie wiedzą jeszcze, jak bardzo to się zmieni

Trend jest jednoznaczny i – zdaniem ekspertów – dopiero nabiera tempa. Zagraniczne przejęcia i rozwój operacyjny w Niemczech stają się dla polskich firm codziennością, a nie wyjątkiem. Kluczowe pytanie przestało brzmieć „czy wejść na rynek niemiecki” – brzmi teraz „jak sfinansować rozwój, żeby nie stracić tempa”.

Niemcy przez dekady patrzyli na Polskę przez pryzmat taniej siły roboczej i rosnącego rynku zbytu. Teraz patrzą na polskie firmy z przerażeniem. I dobrze.

BA/S