W pierwszym secie meczu Filip Pieczonka i Vit Kopriva odnieśli pewne zwycięstwo 6:2. Przełomowa dla całego starcia była druga partia. W ważnej akcji Polak trafił w linię, piłka raz odbiła się na korcie i sytuacja zapowiadała niemal pewny punkt dla polsko-czeskiego duetu.

Sędzia uznał jednak, że Pieczonka krzyknął w trakcie wymiany, co zostało zakwalifikowane jako przeszkadzanie i automatycznie dało punkt rywalom. Zawodnik tłumaczył, że okrzyk dobiegł z trybun, a nie z kortu. Ta interpretacja sędziego stała się źródłem wielkiego sporu.

Sporny punkt mógł dać Pieczonce i Koprivie piłkę meczową, tymczasem po decyzji arbitra Hugo Nys i Edouard Roger-Vasselin dostali break pointa i go wykorzystali. Francusko-monakijska para doprowadziła do 4:5, a ostatecznie wygrała seta 7:6.

ZOBACZ WIDEO: Polacy o Lewandowskim. Powinien zostać w Barcelonie?

– Ta decyzja sędziego trafiła się niefortunnie w strasznie słabym momencie – cytuje Filipa Pieczonkę strona sport.tvp.pl.

Polak od razu po meczu zgłosił się do supervisora. – Arbiter przekierował mnie do pani supervisor. Od razu się do niej zgłosiłem. Takie sytuacje na pewno bolą, zwłaszcza na takiej imprezie, w moim debiucie, który mógł być wygrany – dodaje Filip Pieczonka, zapowiadając, że sprawy nie zostawi bez konsekwencji.

Pieczonka jasno mówi o oczekiwaniach wobec władz sędziowskich. – Usatysfakcjonowałoby mnie po prostu, gdyby dostał jakąś karę. My zawodnicy, kiedy robimy coś źle, dostajemy kary, to czemu sędziowie mieliby nie dostawać kar lub jakichś degradacji? – pyta.

Tenisista podkreśla, że przeciwnicy widzieli, iż to nie on krzyknął, a supervisor ma przeanalizować sporne sytuacje z meczu.

Zobacz sytuację z meczu Filipa Pieczonki: