Jedno trzeba przyznać - system kaucyjny zachęcił osoby niezaradne życiowo bądź w kryzysach egzystencjalnych do pracy zarobkowej.

Wprowadzenie systemu kaucyjnego miało być proekologicznym rozwiązaniem porządkującym gospodarkę odpadami. W praktyce – jak opisuje Czytelnik Trojmiasto.pl – w Śródmieściu Gdańska prowadzi ono raczej do „menelizacji” przestrzeni publicznej i narastających napięć wokół śmietników oraz punktów zwrotu opakowań. – Dla osób w kryzysie bezdomności i uzależnionych opakowania kaucyjne stały się żywą gotówką. Śmietniki zaczęły pełnić rolę swoistych „bankomatów” – pisze w wiadomości do redakcji Trojmiasto.pl pan Marcin, pracujący w gdańskim Śródmieściu. Oto jego opowieść.

Pieniądze wyrzucane do kosza

tak, widuję to regularnie
51%

zdarzyło mi się, ale nie więcej niż kilka razy, więc nie uważam tego za normę
20%

System kaucyjny w założeniu miał być prosty: oddajesz opakowanie, odzyskujesz kaucję, miasto jest czystsze. W praktyce szybko okazało się, że teoria swoje, a ulica swoje.

W centrum Gdańska śmietniki coraz częściej są przeszukiwane niemal natychmiast po ich zapełnieniu. Dla części osób w kryzysie bezdomności i uzależnionych stały się one po prostu źródłem szybkiego zarobku – każda butelka to realne pieniądze, a więc i realna motywacja.

Turyści wyrzucają opakowania kaucyjne, bo nie mają gdzie oddać

Problem w tym, że system nie działa w pełni spójnie. Małe sklepy w centrum często nie przyjmują opakowań, a tam, gdzie powinno być najłatwiej – w popularnych Żabkach – automaty bywają przepełnione albo po prostu nieczynne. Efekt jest przewidywalny: jeśli nie da się oddać opakowania, trafia ono do kosza.


Jak (nie)działa system kaucyjny w największej sieci sklepów
Jak (nie)działa system kaucyjny w największej sieci sklepów

Tyle że kosz w Śródmieściu przestał być „końcem łańcucha”. Stał się jego początkiem. Szczególnie w rejonach turystycznych, gdzie turyści wyrzucają puszki i butelki, a dla osób zbierających opakowania to jasny sygnał – tam, gdzie ludzie, tam pieniądze.

Częste awarie butelkomatów to norma, nie tylko w centrum Gdańska. Kiedy "zawodowi" zbieracze przynoszą wielkie worki swoich fantów i są odsyłani z kwitkiem, dochodzi do awantur.

Przeszukiwanie śmietników jako praca zarobkowa

Następnie zaczyna się codzienny rytuał: przeszukiwanie małych ulicznych koszy, często w sposób chaotyczny, z rozsypaną zawartością wokół. Potem próby zwrotu w dyskontach, gdzie zaczyna się kolejny etap frustracji – automat nie przyjmuje, butelka „nie ta”, system odrzuca.

Przykładów nie brakuje. Biedronka przy ul. Rajskiej w Gdańsku, gdzie automat znajduje się tuż przy kasach, bywa miejscem regularnych awantur przy odrzucanych opakowaniach. Podobnie automaty zewnętrzne – zamiast rozładowywać sytuację, są stale oblegane przez osoby „zawodowo” zbierające opakowania kaucyjne.

Gdzie turyści – tam pieniądze. Gdzie pieniądze – tam chaos i bałagan

W efekcie system, który miał być proekologiczny i uporządkowany, w praktyce stał się jednym z czynników zmieniających codzienny krajobraz Śródmieścia Gdańska. Najbardziej uczęszczane, turystyczne miejsca coraz częściej stają się przestrzenią współdzieloną – turyści muszą dzielić je z osobami żyjącymi z „monetyzacji” zawartości śmietników, która odbywa się na ich oczach.

Niejednokrotnie rodzi to dyskomfort, poczucie chaosu i sytuacje trudne do przewidzenia, a czasem wręcz potencjalnie niebezpieczne. I coraz trudniej udawać, że chodzi wyłącznie o recykling, bo dziś to już także codzienny, widoczny dla wszystkich spór o to, co dla jednych jest odpadem, a dla innych sposobem na przetrwanie.