
Rodzina była znana pracownikom MOPS
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: „Uwaga!” TVN
Najpierw sąsiedzi zaczęli znajdować kartki i styropianowe tacki z niepokojącymi napisami. Wezwali policję, ale ta za pierwszym razem nie dopatrzyła się w mieszkaniu, z którego przedmioty pochodziły, niczego niepokojącego. Dopiero kolejna wizyta służb ujawniła, że w lokalu od około 30 lat jest zamknięta pani Magdalena. Rodzina była znana pracownikom MOPS-u, ale żaden z nich nie zorientował się, że jest tam więziona kobieta.
„Ratunku, policja, córka” – można było przeczytać na kartkach, które matka pani Magdaleny wyrzucała przez okno. Kobieta tłumaczyła później, że martwiła się o stan zdrowia córki, ale chciała uzyskać pomoc „tak, żeby mąż się nie dowiedział”.
Sąsiedzi zawiadomili policję, przyjechał patrol. I odjechał. – 75-letnia kobieta powiedziała, że to ona [jest autorką wiadomości – red.]. Nie umiała wyjaśnić, dlaczego to zrobiła. Nie było podstaw ku temu, by prowadzić dalsze czynności – powiedział „Uwadze!” komisarz Piotr Szpiech z Komendy Miejskiej Policji w Krakowie.

50-letnia Magdalena z Krakowa przez około 30 lat nie wychodziła z mieszkania. Jej matka zaczęła zrzucać kartki
Źródło: „Uwaga!” TVN
Druga interwencja
Podstawy pojawiły się za drugim razem. Tym razem matka pani Magdaleny osobiście zapukała do drzwi sąsiadów. – Po cichutku chciała wejść do nas do domu, prosić o pomoc tak, żeby mąż się nie dowiedział. Na początku nas zaczęła przepraszać, że nas nachodzi. Mówiła, że potrzebuje pomocy dla córki, dla Magdy. I wtedy zrozumieliśmy, że Magda jest w tym domu. Powiedziała, że ona pilnie potrzebuje operacji – relacjonuje sąsiadka.
Pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, którzy odwiedzili rodzinę, nie dali się odprawić z kwitkiem. Gdy zauważyli zamknięty na klucz pokój, wezwali policję. Ta przekonała ojca pani Magdaleny, by otworzył tajemnicze drzwi. Za nimi znaleźli około 50-letnią kobietę, która od około 30 lat nie opuszczała mieszkania.

50-letnia Magdalena z Krakowa przez około 30 lat nie wychodziła z mieszkania
Źródło zdjęcia: „UWAGA!” TVN
„To nasza wspólna wina”
Rodzice kobiety zgodzili się porozmawiać z reporterami „Uwagi!” TVN. – Magda jest teraz w szpitalu, zabrały ją osoby z opieki społecznej – powiedziała matka. Jak tłumaczyła, szukała pomocy, bo bała się o córkę. – Coś się działo z jej jelitami. Cały czas martwię się o nią. Wszystko muszę uzgadniać z mężem. Tak jest. On wszystkim rządzi.
– Ona stawiała cały czas opór i tak to wychodziło – stwierdził mężczyzna pytany o to, dlaczego wcześniej nie wzywał pomocy do córki.
– To jest wspólna nasza wina, moja i żony – dodał.
Wizyty były, ale nie wymagały obecności całej rodziny
Małżeństwo, jak ustalili dziennikarze, ma jeszcze troje młodszych dzieci, w tym 30-letniego syna z niepełnosprawnością. W związku z tym rodzina jest znana pracownikom MOPS. Jednak obecność w mieszkaniu pani Magdaleny nie została zauważona aż do teraz.
– Pracownicy tam się pojawiali, natomiast nie było żadnych sygnałów, nie posiadaliśmy wiedzy, na temat tego, że jest jeszcze jedna, kolejna osoba, której sytuacja życiowa może być trudna – tłumaczy Agnieszka Pers z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Krakowie. Dodaje, że wizyty pracowników MOPS nie wymagały obecności całej rodziny, jak to się dzieje w przypadku wywiadu środowiskowego.
Obecnie pani Magdalena przebywa w szpitalu. Służby nie podają szczegółowych informacji o jej stanie zdrowia. Nie wiadomo, czy 50-latka po opuszczeniu placówki medycznej będzie w stanie funkcjonować samodzielnie.
Sprawą zajmują się policja i prokuratura. – Wdrożona została procedura Niebieskiej Karty – mówi kom. Piotr Szpiech.
Postępowanie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Krakowie-Podgórzu. – Przyjęliśmy kwalifikację prawną z artykułu 207 1a Kodeksu karnego. Chodzi o znęcanie się nad osobą nieporadną z uwagi na wiek, stan psychiczny lub fizyczny – mówi Tomasz Waszczuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Za to przestępstwo grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło: tvn24.pl / „Uwaga!” TVN