Po swoim pierwszym dniu MŚ w koszykówce 3×3 rozgrywanych w stolicy Polski gospodarze mają na koncie dwie minimalne porażki — 19:21 z Mongolią i 20:22 z Łotwą. Dla osób śledzących tę dyscyplinę sportu nie są to wyniki szokujące, bo obie zwycięskie drużyny na przestrzeni lat osiągały w niej dobre wyniki. Zaskakujące mogą być dla kogoś, kto zainteresował się nią akurat teraz przy okazji dużego wydarzenia w Polsce.
Bo przecież jeśli spojrzymy na podstawowe umiejętności koszykarskie typu kozłowanie, rzucanie czy obrona indywidualna, to Polacy mają je całościowo na wyższym poziomie niż rywale grupowi. Tyle tylko, że 3×3 to — jakkolwiek nie będą się na to oburzać kibice tej „tradycyjnej” — inna specyfika. Można to porównać do sytuacji chociażby w kolarstwie
I na torze, i na szosie, i w przełajach, i na MTB niby trzeba przede wszystkim szybko pedałować, a jednak nie każdy sprawdzi się we wszystkich specjalnościach. Czy wielokrotny zwycięzca Tour de France Tadej Pogačar byłby świetnym torowcem? Być może, ale to naprawdę topowa postać. A czy były zwycięzca klasyfikacji górskiej Tour de France Rafał Majka poradziłby sobie równie dobrze w kolarstwie górskim czy przełajowym? Chyba niekoniecznie…
W naszej kadrze 3×3 postaci z koszykarskiego poziomu Pogačara nie mamy, choć i tak mówimy o zawodnikach, którzy w 5 na 5 grali w większości na poziomie mistrzostw Europy i w dobrych europejskich klubach. Michał Sokołowski zresztą nawet jeszcze miesiąc temu występował w Turcji, Adam Waczyński był przez wiele lat uznaną postacią na boiskach w Hiszpanii, Przemysław Zamojski wielokrotnym mistrzem Polski, a Marcel Ponitka też grał w ligach zagranicznych.
Na tym tle CV mongolskich koszykarzy niczym nie imponuje, ale też Łotysze niewiele zdziałali w koszykówce 5 na 5. Najdalej w niej zaszedł Zigmārs Raimo, który poza ojczyzną grał w Kalevie Tallinn, gdzie zresztą prowadził go obecny trener Legii Warszawa Heiko Rannula. To już jednak przeszłość, Raimo halę porzucił.
— Niektórzy łączą jedno z drugim, ale nie sądzę, żeby to był dobry pomysł, bo sezon w 3×3 jest długi i podobnie jest w 5 na 5. Dwóch naszych graczy próbowało tak robić i to łączyć, ale sami doszli do wniosku, że to niemożliwe. Oni grali jeszcze niedawno 5 na 5, ale zrezygnowali i przeszli do 3×3 zajmując się tym profesjonalnie — mówi reprezentant Łotwy Nauris Miezis
— Oczywiście można się przygotować do mistrzostw świata, zrobić obóz treningowy przed turniejem, popracować przez miesiąc. Ale ja wierzę, że te drużyny, które mają zawodników grających przez cały sezon w turniejach 3×3, zyskują na mistrzostwach świata przewagę. Chemia jest tutaj najważniejsza — dodaje koszykarz, który w środowisku ma ksywę „Robin”.
Jest bowiem od lat uznawany za drugiego najważniejszego zawodnika drużyny obok Karlisa Lasmanisa nazywanego „Batmanem”. Na MŚ Miezis występuje z powodu urazu nosa w masce na twarzy i śmieje się, że teraz on wygląda jak „Batman”, ale na początku MŚ grał jak wersja tego superbohatera z AliExpress (chiński serwis internetowy z tanimi produktami).
Miezis poruszył dwa ważne zagadnienia. Pierwszy, czyli chemia. Przy szybkim tempie i 12-sekundowych akcjach wzajemne zrozumienie na boisku i zgranie są bardzo istotne. Różnicy w tym aspekcie między Polakami a Łotyszami spodziewaliśmy się przed MŚ, skoro Biało-Czerwoni w tym składzie nie mieli okazji zagrać żadnego turnieju, a Marcel Ponitka pięć dni przed pierwszym meczem.
Na boisku ta różnica była widocznym gołym okiem i mamy jej potwierdzenie także w liczbach. W 3×3 istnieje statystyka zwana „key assists”, trochę inna niż asysty w koszykówce 5 na 5. W skrócie są to dające przewagę nad obrońcą ostatnie podania przy trafieniach ze strefy podkoszowej.
Po dwóch kolejkach MŚ Polska jest w tej statystyce na ostatnim miejscu. Łącznie 1 asysta. Na czele Łotwa — 13. Do tego Polacy mają też ostatnie miejsce w skuteczności rzutów za 1. 47 proc. przy próbach głównie spod obręczy to słaby wynik, a wynikający m.in. z dużej liczby prób indywidualnych akcji.
Druga kwestia, o której wspomniał Łotysz to finanse. Koszykówka 3×3 rozwinęła się w ciągu ostatniej dekady i zwiększyła nagrody w turniejach z najwyższej półki. W finale World Touru do podziału na 8 zespołów (czyli 32 zawodników) są 222 tysiące dolarów. Tyle tylko, że to już jest światowa czołówka, a niżej nagrody są dużo mniejsze. W będącym kwalifikacją do World Touru challengerze pieniądze wygrywa czołowa piątka — od 6 do 20 tysięcy dolarów.
Wynika z tego, że teraz koszykarze mogą już z 3×3 się utrzymać, ale tylko najlepsi, a do tej kręcącej się karuzeli worldtourowej jakoś dostać. Koszty wyjazdów na turnieje międzynarodowe są znaczące, więc trzeba mieć sponsorów, wsparcie związku albo własne środki na start.
W Polsce w przeszłości działał zespół wspierany przez Lotto, ale potem firma ta wycofała się ze sponsoringu i w efekcie właściwie jedynym zawodowym koszykarzem 3×3 pozostał Zamojski, który grał w szwajcarskim zespole z Lozanny. Za drugiego skupiającego się tylko na 3×3 można uznać za Waczyńskiego, bo w sezonie 2025/26 nie miał klubu halowego, a w 3×3 zaczął występować w turniejach w Hiszpanii.
W tej sytuacji oczywiście nie należy się dziwić, że w kadrze na MŚ znaleźli się koszykarze grający także w 5 na 5. Wątpliwości może budzić natomiast wybór tych, którzy z 3×3 ostatnio mieli niewiele wspólnego i niewiele czasu na przygotowania. Sokołowski był na IO w Paryżu, ale potem przez prawie dwa lata 3×3 się nie zajmował. Ponitka w 2025 roku zagrał w trzech turniejach, w 2026 roku w dwóch. Poza tym skupiał się na I lidze 5 na 5 i walce (nieudanej) ŁKS-u Łódź o awans do Orlen Basket Ligi, która trwała do 27 maja.
Nie tylko Polacy nie mogli sobie pozwolić na wybór tylko specjalistów od 3×3, bo np. niektórzy Portorykańczycy jeszcze pod koniec maja grali w lidze 5 na 5 w ojczyźnie i na dodatek musieli potem przelecieć do Polski zmieniając kilka stref czasowych. Luis Cuascut opowiadając o tym wszystkim kręcił z uśmiechem głową jakby relacjonował wielką przygodę. Nie tylko jego zdaniem 3×3 to gra bardziej fizyczna, twarda, intensywna i wbrew pozorom wymagająca więcej wytrzymałości niż 5 na 5.
W skali globalnej w świecie 5 na 5 to jednak nie Portorykańczycy, ale polscy zawodnicy mają najbardziej znane nazwiska i na pewno wiele oczu osób związanych z 3×3 przygląda się uważnie ich wynikom. Środowisko 3×3 jest raczej oparte na pozytywnych emocjach i przyjacielskich stosunkach, ale jednocześnie można być pewnym, że każde niepowodzenie zbudowanego w ten sposób polskiego zespołu powoduje niejeden uśmiech w głębi duszy. Turniej rzecz jasna nadal trwa, a Polska nadal może go wygrać. Z punktu widzenia światowej federacji mistrzostwo dla Biało-Czerwonych niekoniecznie jednak byłoby dobrym sygnałem.
Z 3×3 i tak niektórzy żartują — albo mówią złośliwie — że to gra dla tych, którym nie wyszło w „prawdziwej koszykówce”, na co miłośnicy 3×3 odpowiadają, że to inna gra i trzeba się w niej specjalizować. Każdy sukces „niespecjalistów” to woda na młyn krytyków. I być może jakiś argument dla zawodników z 5 na 5 do chwilowego przejścia do 3×3 w celu np. wyjazdu na igrzyska olimpijskie do Los Angeles.
Inna sprawa, że FIBA trochę sama jest w rozkroku, bo promuje 3×3 jako coś odrębnego, ale jednocześnie zasady zgłoszeń do MŚ czy IO (i kwalifikacji) nie są bardzo restrykcyjne. Każdy z grających na MŚ musi mieć za sobą dwa oficjalne turnieje w ciągu dwóch lat przed rozpoczęciem zgłoszeń, a dodatkowo co najmniej 2 z 4 zawodników w składzie musi być w top 10 najwyżej notowanych przedstawicieli danego kraju w rankingu światowym.
W praktyce oznacza to, że trzeba mieć dwóch regularnie grających w 3×3, a dwóm pozostałym wystarczy, że poświęcą na „przygotowania” dwa weekendy w ciągu dwóch lat. Jeszcze bardziej obrazowo — Amerykanie nie mogliby nagle po zakończeniu ich występów w ostatnim sezonie NBA wymyślić sobie, że wystawią LeBrona Jamesa, Anthony’ego Edwardsa, Stephena Curry’ego i Kevina Duranta. Ale byliby teoretycznie (bo pewnie byłoby trudno o zgodę ligi NBA) w stanie dołączyć np. Edwardsa i Duranta do dwóch specjalistów od 3×3.
Amerykanie tego jednak nie robią, mają swój zawodowy zespół 3×3 z Miami. — Wszyscy czterej zawodnicy w naszej drużynie mają doświadczenie z gry 5 na 5 w Europie. Porzuciliśmy to i postawiliśmy na 3×3. Świetnie zgraliśmy się jako zespół i cieszymy się, że możemy reprezentować USA w 3×3 — mówi jego członek Henry Caruso (niespokrewniony ze znanym koszykarzem NBA Alexem).
Spytaliśmy jego i innych doświadczonych uczestników MŚ, jak oceniają łączenie dwóch formatów koszykówki i czy przepisy pozwalające w praktyce na chwilowe przenosiny z 5 na 5 do 3×3 powinny być bardziej restrykcyjne czy jednak bardziej elastyczne. Za tym drugim podejściem optuje z naszych rozmówców właściwie tylko Belg Dennis Donkor. — Myślę, że to podniesie poziom tej dyscypliny, gdy będą dołączać do nich kolejni dobrzy gracze z koszykówki 5 na 5 — uważa.
Caruso nie odpowiada wprost, ale między słowami można zrozumieć, że jego zdaniem odważniejsze wpuszczanie graczy z 5 na 5 byłoby niesprawiedliwe. — My traktujemy grę 3×3 bardzo poważnie. To sport drużynowy i jesteśmy z naszego zespołu dumni. Jednocześnie chcielibyśmy, żeby zawodnicy, którzy poświęcają tej dyscyplinie pełen etat, byli za to nagradzani — mówi. Nie ma na myśli finansów, bo na to nie narzeka.
Miezis jest zdania, że nie należy wprowadzać większych restrykcji i po prostu pozwolić koszykarzom wybrać czy chcą robić obie rzeczy czy jedną. — Oczywiście rozumiem, że takie drużyny 3×3 trzeba budować ze sponsorami i zarobkami, ale uważam, że każdy zawodnik sam powinien decydować, czy gra w 3×3, czy w 5 na 5. To twój wybór — podkreśla. Z całej rozmowy z nim wynika sugestia, że boisko i tak wszystko zweryfikuje. W domyśle: na korzyść specjalistów.
— Dla mnie to byłoby akceptowalne, gdyby tylko zawodnicy specjalizujący się w 3×3 mogli grać na mistrzostwach świata i Europy — nie ukrywa Francuz Hugo Suhard. Jego zdaniem sytuację ureguluje sama rzeczywistość. — Myślę, że z każdym rokiem będzie coraz trudniej zawodnikom z gry 5 na 5, którzy nie mają doświadczenia w 3×3, odnaleźć się tutaj. Na dodatek większość graczy z 5 na 5 jest podczas MŚ 3×3 w trakcie sezonu lub tuż po i mogą grać w 3×3 tylko latem. To za mało — wskazuje.
— Wielu graczy patrzy na nasz format 3×3 i go nie docenia. Myślą, że łatwo się do niego przystosować. Ale tutaj nie wystarczy umieć grać w koszykówkę. Trzeba mieć też odpowiednie możliwości fizyczne i wytrzymałość, żeby przez to wszystko przebrnąć. Można próbować, ale widać na przykładzie Polski, że brakuje im pewnych elementów gry w 3×3, których nie zdobędzie się z dnia na dzień — zauważa Worthy de Jong, lider reprezentacji Holandii i mistrz olimpijski z Paryża.
Polskim kibicom pozostaje liczyć na to, że Biało-Czerwonym uda się jeszcze tym opiniom zaprzeczyć i odnieść sukces mimo ewidentnych przeszkód. W czwartek 4 czerwca wieczorem zagrają z Czechami oraz USA. Do awansu do fazy pucharowej mogą nawet nie wystarczyć dwa zwycięstwa..