Redakcja: Powtórzyliście sukcesy z tamtego roku – srebro Lotto Superligi i brąz Ligi Mistrzów. Jak porównać te osiągnięcia?
Marek Badowski: Bardzo podobne, bardzo udane sezony w naszym wykonaniu. Z tym że do najlepszej czwórki w Europie awansowaliśmy wtedy po raz pierwszy. Więc to był sukces, jakiego wcześniej nie mieliśmy na koncie.
Satysfakcja z wyników, czy jednak ambicje były nieco większe?
Na lepszy rezultat liczyliśmy szczególnie w krajowych rozgrywkach ligowych. W Champions League zdawaliśmy sobie sprawę, że nawet będąc w super formie ciężko będzie o pokonanie FC Saarbruecken. Nie zmienia to faktu, że na turniej finałowy do Niemiec pojechaliśmy bardzo dobrze przygotowani, z wiarą i nadzieją, że dokonamy czegoś wręcz niemożliwego.
ZOBACZ WIDEO: Szybkie strzały z Sandrą Zaniewską. Padło nazwisko Świątek
W półfinale LM było trudniej niż rok temu? Poprzeczkę wyżej zawieszono również w finale superligi?
Poprzednio graliśmy o finał z Borussią Duesseldorf, teraz z zespołem gospodarzy z Saarbruecken. Wyraźnie mocniejszym od Borussii. Dlatego szanse były mniejsze, choć nie wsłuchiwaliśmy się w takie opinie, starając się zrobić swoje najlepiej jak potrafimy. A co do finału Lotto Superligi, skala trudności z Dekorglassem Działdowo i The PLUGiN Olimpią Grudziądz była taka sama. To drużyny bardzo jakościowo, podobnie jak my, dlatego staraliśmy się przechylić szalę na swoją korzyść.
Co takiego potrafi Vladislav Ursu, że jest najlepszy w polskiej lidze?
Najkrócej mówiąc: potrafi grać w ping-ponga. Mołdawianin jest zawodnikiem nastawionym na bardzo agresywny tenis stołowy, dążącym do przecięcia warunków na stole od pierwszej do ostatniej piłki. Chce dominować z każdym rywalem. Potrafi grać bardzo mocno. I nie zwalnia ręki nawet w najtrudniejszych momentach pojedynków.
Miesiąc temu i pan, i Miłosz Redzimski przegraliście z nim single podczas drużynowych mistrzostw świata w Londynie. W Final Four superligi miał pan większe szanse?
Zdecydowanie tak, a dokładnie zabrakło mi kilku centymetrów do zwycięstwa 3:2. Przy 5:5 w piątym secie przestrzeliłem piłeczkę, jaką trafiłbym zapewne w ośmiu przypadkach na dziesięć. Akcję rozegrałem dobrze taktycznie i minimalnie się pomyliłem… To była gra na wysokim poziomie, jestem z niej zadowolony, lecz nie z końcowego wyniku. O niepowodzenia zadecydował mały szczegół.
Zmierzyliście się także w lidze szwedzkiej?
Nie, w tamtej ekstraklasie do naszego meczu nie doszło. Trzeba przyznać, że Ursu miał dobry sezon również w Eslovs i sięgnął po mistrzostwo wspólnie m.in. z Trulsem Moregardem.
Przywołał pan nazwisko znakomitego Szweda, grającego kiedyś w Lotto Superlidze. W LM bronił barw FC Saarbrucken i niewiele brakowało, aby Panos Gionis pokonał go w półfinale. Z kolei pan rywalizował z Patrickiem Franziską.
Nie grałem najlepiej, nie byłem w optymalnej formie, szczególnie pod względem fizycznym. Miałem trochę problemów ze zdrowiem. Ale ile mogłem, tyle dałem z siebie. Oczywiście to było za mało na takiego topowego tenisistę stołowego, jak Patrick Franziska. Trzeba być gotowym na 200 procent i wówczas można myśleć o sukcesie. Mnie do swojego maksa dużo zabrakło.
Wcześniej wygrywał pan z Niemcem?
Tylko raz, a miało to miejsce jesienią 2018 roku w meczu grupowym Ligi Mistrzów rozegranym w Grodzisku Mazowieckim. Byłem już w Bogorii, a Franziska w FC Saarbruecken. Zwyciężyłem 3:2, podwyższając nasze prowadzenie na 2:0. Wcześniej Panos Gionis pokonał Słoweńca Darko Jorgicia. Zaś triumf za 3 punkty przypieczętował nasz Czech Pavel Sirucek, wygrywając z Tajwańczykiem Liao Cheng-Tingiem.
Wracając do turnieju finałowego Lotto Superligi. W półfinale z Dekorglassem zagrał pan na trójce z Patrykiem Lewandowskim. Musiał pan z nim wygrać, ale później sprawy w swoje ręce wzięli koledzy klubowi.
Skoncentrowałem się na tym, co do mnie należało. Sytuacja była stresująca, gdyż podchodziłem do stołu przy 0:2 w całym spotkaniu. Starałem się o tym nie myśleć, a wszystkie siły i energię skierować na dobrą i uważną grę. W ten sposób mogłem pomóc drużynie.
Zwyciężył pan 3:1, ale w drugim secie było 11:1 dla rywala. Jak to wytłumaczyć?
Sam się nad zastanawiałem i ciężko odpowiedzieć. Przecież ani przeciwnik nie grał jakoś wyjątkowo, ani nie czułem ogromnego stresu. W tej partii zepsułem wszystko co było możliwe do zepsucia. W naszym sporcie lepiej mieć jeden taki fatalny set, niż błędy rozłożyć na kilka innych.
Przed finałem z Olimpią sam pan zgłosił trenerowi chęć grę jako pierwszy przeciwko Ursu?
Trener Paweł Fertikowski decyduje o ustawieniu i taktyce, ale faktycznie wcześniej rozmawia z nami, zawodnikami. Powiedziałem, że jestem gotowy zmierzyć się z Vladislavem.
A dlaczego nie z Jakubem Dyjasem i Samuelem Kulczyckim w 1/2 finału?
Uznaliśmy, że skoro w zeszłorocznym finale z obydwoma przegrałem, a lepiej z nimi czują się Miłosz i Panos, to oni będą na pozycjach 1-2.
W ekipie z Grudziądza zagrali sami leworęczni pingpongiści. To duża trudność dla praworęcznych?
Uważam, że największym problemem była dyspozycja Vladislava Ursu i Parka Jeongwoo, a nie to, że grają lewą ręką. Zresztą podczas przygotowań trenowaliśmy z leworęcznym Konradem Kulpą, a przed DMŚ na zgrupowaniu w Kopenhadze mieliśmy kilku leworęcznych Duńczyków.
Rok temu The PLUGiN Olimpia Grudziądz była ostatnia w tabeli, teraz pierwsza. Duże zaskoczenie?
Przed sezonem nie powiedziałbym, że Olimpia sięgnie po tytuł. Wiedziałem, że będzie groźna i niewygodna, ale nie do tego stopnia, by zakończyć rozgrywki na pierwszej lokacie. Sądziłem jednak, że o medal powalczą.
Ponad dekadę temu był pan zawodnikiem Olimpii-Unii. Jak znalazł się pan w Grudziądzu?
Przechodziłem do Ośrodka PZTS w Gdańsku i otrzymałem propozycję gry w Grudziądzu. Dla młodego zawodnika to było dobre rozwiązanie. Z drużyną rezerw awansowaliśmy do 2 ligi, potem do 1 i… mi podziękowano. Byłem też wpisany do kadry superligowca, lecz nawet raz nie usiadłem na ławce Olimpii-Unii w najwyższej lidze.
Dla większości tenisistów stołowych sezon się zakończył. A dla pana?
Za kilka dni wyjeżdżam do Zagrzebia na turniej rangi Contender. Wystąpię w singlu oraz mikście z Zuzanną Wielgos. Liczyłem jeszcze na kwalifikację do zawodów Smash w Los Angeles, jednak zabrakło mi punktów rankingowych. Dlatego wcześniej nastąpi letnia przerwa.
Wkrótce piłkarski mundial, interesuje się pan futbolem? Komu będzie pan kibicował?
Kiedyś byłem większym fanem, gdy w mundialach i Euro grała nasza reprezentacja. Teraz ciężko będzie nastawić się na zarywanie nocy, jeśli mistrzostwa są bez Biało-Czerwonych. Chyba, że na jakiś mecz z udziałem Francji, Brazylii, a najlepiej Hiszpanii. Gdybym miał za kimś mocniej trzymać kciuki, to za Hiszpanami.
W drużynie Orlenu Bogorii więcej jest fanów siatkówki czy piłki nożnej?
O sobie mogę powiedzieć, że jestem zagorzałym sympatykiem siatkówki i PGE Projektu Warszawa. W tym sezonie tylko raz byłem na meczu, ale w telewizji oglądam wszystko. Siatkówka jest rodzinną pasją, np. z bratem byliśmy na spotkaniach mistrzostw Europy w Gdańsku.