Polska gospodarka po 2019 roku urosła znacznie szybciej niż większość państw Europy Środkowo-Wschodniej. Według danych realny PKB Polski w 2025 roku był już o 17,6% wyższy niż przed pandemią, a do 2027 roku przewaga może wzrosnąć do około 25%. To oznacza, że Polska coraz wyraźniej odjeżdża Czechom, Węgrom, Słowacji czy Łotwie, a Estonia szoruje po dnie. Jeszcze kilka lat temu część tych państw często stawiano nam za wzór. Dziś to Polska ma jeden z najmocniejszych miksów wzrostu w regionie: odporną konsumpcję, inwestycje, środki unijne i relatywnie dużą elastyczność gospodarki.
Polska gospodarka w 2025 roku była realnie o 17,6% większa niż w 2019 roku. To jeden z najlepszych wyników w regionie po serii szoków: pandemii, inflacji, wojnie i kryzysie energetycznym.Według prognoz Komisji Europejskiej do 2027 roku polski PKB ma być aż o 25% wyższy niż przed pandemią. To wynik, który stawia Polskę przed większością państw Europy Środkowo-Wschodniej.Rok 2022 pokazał wyraźny rozjazd w regionie. Polska była już o 10,2% powyżej poziomu sprzed pandemii, podczas gdy Czechy osiągnęły jedynie 1,2%.Największymi liderami wzrostu do 2027 roku mają być Polska, Bułgaria i Litwa. Według prognoz ich gospodarki będą odpowiednio o 25%, 23,5% i 22% większe niż w 2019 roku.Czechy, Słowacja, Węgry, Łotwa i Rumunia mają odbudowywać się wolniej. Ich wyniki pokazują, jak duże znaczenie ma struktura gospodarki i zależność od przemysłu oraz niemieckiej koniunktury.Polska wygrywa w regionie dzięki połączeniu kilku czynników: odpornej konsumpcji, inwestycji, środków unijnych, płynnego kursu walutowego i mniejszej zależności od jednego sektora przemysłowego.Estonia jest przykładem gospodarki, która po dobrym odbiciu mocno wyhamowała. W 2025 roku jej PKB był tylko o 1,6% wyższy niż w 2019 roku.Dane pokazują, że po 2019 roku w regionie najlepiej poradziły sobie gospodarki, które miały silny popyt krajowy, zdolność do inwestowania i większą odporność na szoki energetyczne.Polska liderem długotrwałego wzrostu gospodarczego w regionie
Analizując wzrost realnego PKB po 2019 roku możemy dostrzeć, ze Polska jest wyraźnym liderem tego wskaźnika. Po pandemii rozjazd ścieżek wzrostu jest bardzo wyraźny i często państwa, które były stawiane Polsce za wzór znajdują się wyraźnie w dolnej części stawki. Jak wiemy lata po 2019 roku nie były lekkie dla Europy, a także dla świata. 2020 roku przyniósł pandemię, spowolnienie gospodarcze, a następne lata szok podażowy podnoszący inflację. Następnie wojna na Ukrainie w 2022 roku ponownie wiązała się z niestabilnością geopolityczną, a także kryzysem energetycznym. Wszystkie te zmienne z różną siłą oddziałowywały na państwa regionu.
Poniższy wykres pokazuje jak zmieniał się realny PKB poszczególnych państw w odniesieniu do 2019 roku. Dla zobrazowania, PKB Polski w 2025 roku był o 17,6% wyższy niż w 2019 roku. Takie ujęcie wzrostu jest dobre do porównania odporności gospodarek na szoki (COVID-19, kryzys energetyczny, zacieśnienie polityki pieniężnej), ponieważ pokazuje, kto odrabia stratę szybko i trwale, a kto wchodzi w okres stagnacji bądź powolnego wzrostu. Rok 2020 był dla wszystkich państw najgorszy. Najgłębszy spadek widać w Czechach (-5,3% PKB), dalej na Węgrzech (-4,3% PKB) i w Rumunii (-3,6% PKB). Polska spadła relatywnie płytko (-2% PKB), a Litwa utrzymała swój PKB na tym samym poziomie.
Zobacz także: Epidemia samotności ma rachunek. Kto za nią płaci: my czy państwo?

Część gospodarek regionu weszła w kolejne lata z dużo głębszą dziurą do odkopania, co zwykle oznacza więcej presji na finanse publiczne, więcej kosztów na rynku pracy i większe ryzyko trwałej utraty potencjału. Różnicę robi też struktura gospodarki, chodzi o udział usług, udział przemysłu nastawionego na eksport, pozycja w łańcuchach dostaw oraz to, jak mocno gospodarka jest wpisane w cykle koniunkturalne. Czechy i Słowacja, które są mocno oparte o przemysł i powiązania z niemiecką motoryzacją, często dostają mocniej w okresach globalnych przestojów i zaburzeń logistycznych niż gospodarki z większym udziałem usług rynkowych i silniejszą konsumpcją wewnętrzną.
Pandemia była pierwszym testem odporności
Jednak już w 2021 roku większość państw regionu zalicza mocne odreagowanie. Polska gospodarka nie tylko się odbudowała, ale była o prawie 5% większa niż w 2019 roku. Litwa odnotowała podskoczyła do 6,4%, w czym pomocny był brak recesji. Nad Polską w tamtym okresie znalazła się również Estonia, która odbudowała swoją gospodarkę na poziomie 5,2%. Bułgaria z wynikiem 4,5% względem 2019 roku także znalazła się w czele stawki. Jedynym państwem z tej grupy, które nie zdołało odbudować się wtedy po pandemii, były Czechy. Ich poziom PKB wciąż był o 1,5% niższy. Druga od końca Rumunia była 1,8% nad kreską, a nad nią Węgry już z wynikiem 2,5%.
Zobacz także: Polacy zarabiają więcej niż Czesi drugi rok z rzędu. Do tego mamy niższe ceny
W 2022 roku widać, że dla niektórych gospodarek szok wywołany wojną na Ukrainie był zbyt duży. Wtedy Polska wybiła się na zdecydowanego lidera z gospodarką większą o 10,2%, a po piętach deptała nas Litwa (9,1%) i Bułgaria (8,7%). Czwarte Węgry osiągnęły zauważalnie niższy wynik na poziomie 6,9%. Jednak ciekawa sytuacja wydarzyła się w Estonii. W 2021 roku jej PKB był realnie o 5,1% wyższy niż w 2019 roku, jednak w 2022 roku wynik spadł do 3,9%. Gorsze wyniki odnotowała jedynie Słowacja (3,4%) i Czechy (1,2%) które wciąż wyraźnie zamykały stawkę. 2022 rok to moment, w którym część państw regionu zaczyna płacić wyższą cenę za kombinację drogiej energii, schładzania popytu przez stopy procentowe, słabszej koniunktury u partnerów handlowych oraz ograniczeń po stronie podaży.
Od 2023 roku widzimy wyraźny rozjazd między grupami państw o wyższej i niższej dynamice wzrostu. Największym przegranym okazuje się Estonia, której wynik z poziomu 3,9% spadł do 1,1% w 2023 roku i okazał się gorszy, o 0,15 p.p., od czeskiego. Po kolejny, delikatnym tym razem spadku w 2024 roku (0,9% więcej niż w 2019 roku), Estonia zaczyna się odbudowywać: 1,6% w 2025. A prognozy Komisji Europejskiej wskazują, że trend w najbliższych latach ma się utrzymać: 3,2% w 2026 roku i 5% w 2027 roku względem 2019 roku. Jednak na wykresie widzimy, że Estonia wyraźnie odstaje od pozostałych państw.
Wojna i kryzys energetyczny podzieliły region
Kolejną grupą są państwa, które idą względnie podobną ścieżką i jest ich najwięcej. Chodzi o Rumunie, Węgry i Słowację, a także słabszych w tym zestawieniu Łotwę i Czechy. Po 2022 roku ich wzrost mieścił się w granicach około od 2,5 do 10% względem 2019 roku, jednak według prognoz w tym i przyszłym roku poziom odbudowy ma sięgać od 9,6% na Łotwie do 12,9% w Rumunii. Dokładnie mają to być następujące wyniki dla pozostałych państw: Słowacja (11%), Węgry (11,5%), i Czechy (9,7%). Warto zauważyć, że Czechy według założeń mają odbudowywać swoją pozycję względem poprzednich bardzo złych lat, jednak wciąż odstawać. Wzrost ma być także niższy w przypadku Łotwy.
Zobacz także: Pekin opóźnia dostawy Airbusów. Najmniej samolotów od 17 lat
W perspektywie prognoz na 2026 i 2027 roku warto przytoczyć uwagi Komisji Europejskiej. Według ekspertów w ocenach koniunktury na kluczowe są dwa kanały: inwestycje oraz odporność konsumpcji w warunkach wyższych cen energii i niepewności oraz stopniowe wygaszanie inflacji, przy jednoczesnym utrzymaniu relatywnie solidnej dynamiki PKB. Oczywiście predykcje mogą jeszcze ulec zmianie w zależności od sytuacji globalnej oraz kondycji poszczególnych gospodarek. Może się okazać, że odbicie z 2027 roku nie będzie takie duże, albo prognozy dla poszczególnych państw zostaną obniżone.
Ostatnią grupą są państwa regionu, które znacząco odstawiły swoich konkurentów. Chodzi o Litwę (22%), Bułgarię (23,5%) oraz oczywiście Polskę (25%). Bułgaria korzysta oczywiście z większego efektu nadganiania niż Polska i Litwa, jednak jej wynik wciąż jest imponujący. Na Litwie działa efekt mnożnikowy podniesionych podatków i wydatków na armię i zbrojenia. Jednak to wciąż nie jest całe wytłumaczenie dobrych wyników gospodarczych dla naszych liderów wzrostu.
To dlatego Polska rośnie szybciej od sąsiadów
Po 2019 roku w regionie premiowane były trzy cechy strukturalne. Po pierwsze, zdolność do utrzymania wzrostu inwestycji w warunkach niepewności. To obejmuje zarówno inwestycje prywatne, jak i publiczne, szczególnie te finansowane lub współfinansowane ze środków UE (co w Polsce Komisja wyraźnie wskazuje jako jeden z motorów ścieżki wzrostu). Po drugie, mniejsza wrażliwość na szoki kosztowe energii, nie tylko w sensie miksu energetycznego, ale też energochłonności przemysłu i zdolności firm do przerzucania kosztów lub ich absorpcji w marżach. I po trzecie, odporność popytu krajowego.
Zobacz także: Kolejny cios w niemiecką gospodarkę. To zła wiadomość także dla Polski
Na tym tle kluczowa różnica między Polską a Czechami czy Estonią jest taka, że Polska w projekcji Komisji wciąż ma relatywnie mocny miks wzrostu (inwestycje + konsumpcja + absorpcja środków UE), podczas gdy część państw jest bardziej wystawiona na cykl niemiecki i wahania przemysłu. U nas największym problemem są ceny energii, które jednak wciąż są trochę rekompensowane relatywnie niższymi płacami, ale także płynnym kursem walutowym, który pozwala zwiększyć naszą konkurencyjność i zachować stabilność w okresach zawachań. Ogólnie Polska jest wśród liderów regionu dlatego, że szybciej niż inni odbudowała poziom aktywności po pandemii i ma relatywnie mocny drugi silnik w inwestycjach.
Warto też pamiętać, że projekcje na 2026-2027 są robione w środowisku podwyższonej niepewności. Komisja Europejska w swoich ocenach zwraca uwagę na ryzyka geopolityczne, ceny energii oraz niepewność w handlu i finansach jako czynniki, które mogą zmieniać ścieżki wzrostu w dół lub w górę. Małe, otwarte gospodarki mogą przesuwać się między grupami szybciej niż duże państwa, jeśli dostaną wstrząs w eksporcie, inwestycjach lub kosztach energii.
Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.
Post Views: 0