W tygodniu informowaliśmy o niezbyt udanym spotkaniu władz PKOl-u z medalistami olimpijskimi i ich trenerami. Zamiast szybkiego porozumienia i obwieszczenia sukcesu szefa PKOl Radosława Piesiewicza była dwugodzinna przepychanka słowna i – ostatecznie – brak wspólnych ustaleń.

– PKOl chciał uzyskać naszą zgodę na swoje rozwiązanie, ale nie przedstawił żadnych konkretów na piśmie. Zawodnicy mieli siedzieć cicho i na wszystko się zgadzać – opowiada Kinga Tomasiak, mama i manager Kacpra Tomasiaka, która reprezentowała go na spotkaniu w Centrum Olimpijskim. Po raz pierwszy opowiedziała o tym, jak przebiegało spotkanie z przedstawicielami PKOl-u.

Mateusz Puka, WP SportoweFakty: Jak wrażenia po głośnym spotkaniu w PKOl-u, podczas którego miało się rozstrzygnąć, co władze organizacji zamierzają zrobić z 1,1 mln złotych zaległych nagród pozostałych do wypłaty przez Zondacrypto?

Kinga Tomasiak, mama Kacpra Tomasiaka, trzykrotnego medalisty olimpijskiego: Nie miałam zamiaru wypowiadać się na ten temat, bo podczas spotkania wszyscy ustaliliśmy, że nie będziemy tego komentować w mediach. Ale dwa dni po spotkaniu przeczytałam wypowiedzi wiceprezesa PKOl Andrzeja Suprona. Chwilę później napisałam maila do PKOl, że rozumiem, że nasza umowa o niewypowiadaniu się w mediach już nie obowiązuje i każdy może wypowiedzieć się zgodnie z własnym odczuciem.

ZOBACZ WIDEO: Kibice zachwyceni wyczynem Chwalińskiej

Podczas spotkania prezes PKOl Radosław Piesiewicz zadeklarował, że znajdzie sposób, by wypłacić zaległe nagrody medalistom olimpijskim. Czy ta deklaracja pani nie uspokoiła?

To było dziwne spotkanie. Poza prezesem Radosławem Piesiewiczem i wiceprezesem Supronem PKOl reprezentowało dwóch prawników, jednak nie mieli przygotowanego absolutnie niczego na piśmie. Z naszej strony przyjechali jedynie zawodnicy i ich trenerzy oraz ja, jako pełnomocnik notarialny Kacpra. Byli zdziwieni, że nie zgodziliśmy się na akceptację ich propozycji na „słowo”. Podali rozwiązania, które dotyczyły głównie pozyskania sponsora, który miałby spłacić zaległości, które – jak twierdzili – należą do firmy Zondacrypto.

Co to za propozycje?

Gdy zaczęłam prosić o konkrety, prezes na koniec spotkania wymyślił na szybko dwie propozycje. Pierwsza: wypłata brakujących środków w comiesięcznych ratach po kilka tysięcy złotych. Wyszło, że spłata zaległości wobec Kacpra trwałaby około 7 lat. Druga: wypłata natychmiast po pozyskaniu nowego sponsora. Ale uwaga – prezes zaznaczył, że najpierw dostaną trenerzy, potem inni zawodnicy, a na samym końcu Kacper, “bo on przecież dostał najwięcej”.

Dla pani są to warunki nie do zaakceptowania?

Nie chodzi o to. Prezes chwilę po przedstawieniu tych propozycji zapytał: ”To co, zgadzacie się? Powiemy w mediach, że doszliśmy do porozumienia”. Odpowiedziałam: „Nie, ja poproszę o propozycję na maila i my się nad nią zastanowimy”. Wtedy prezes powiedział do reszty sali: „Czyli tylko pani się musi zastanowić, a reszta się zgadza?”. I zwrócił się do łyżwiarzy z pytaniem, czy trener się zgadza. Pan Roland Cieślak odpowiedział, że oczywiście bardzo się cieszymy, że propozycja jest, ale też chciałby ją mieć na piśmie. I że dziś nic nie podpisują. Prezes zapytał, czy mu wierzymy, ja powiedziałam, że nie do końca, a ponieważ chłopaki milczeli, Piesiewicz uznał, że tylko ja mu nie wierzę.

Jak zareagowała pani na takie wypowiedzi?

Odparłam wprost, że faktycznie nie jestem przekonana, czy takie ustalenia będą później wiążące. Nie rozumiałam pośpiechu i tego, że nikt w PKOl nie pomyślał, by przygotować wcześniej takie warunki na piśmie. Odniosłam wrażenie, że to spotkanie zostało zwołane tylko po to, żeby pokazać w mediach, że doszliśmy do porozumienia. Nie spodziewano się, że ktoś zakwestionuje ich obietnice.

Co działo się podczas spotkania, skoro trwało ono ponad dwie godziny?
Najpierw wysłuchaliśmy wypowiedzi pana sekretarza na temat tokenów i tego, że medaliści powinni mieć roszczenia do sponsora, a nie do PKOl. Od razu się wtrąciłam, mówiąc, że się z tym nie zgadzam. Ich prawnicy próbowali mi wmówić, że jesteśmy źle poinformowani. Potem usłyszałam, że władze organizacji mają do mnie pretensje, bo przypominałam w mediach o ich odpowiedzialności za zobowiązania wobec medalistów.

Co konkretnie zarzucali?

Konkretów właśnie nie było. Usłyszałam, że jest im “bardzo przykro” z powodu moich słów, ponieważ gdyby nie prezes i pozyskani przez niego sponsorzy, to nie byłoby za co wysłać zawodników na igrzyska. Według nich z moich wypowiedzi wynikało, że nie wypłacili medalistom nagród, a przecież – ich zdaniem – wszystkie nagrody finansowe, które PKOl miał wypłacić już przekazano. Doszło do tego, że pod koniec spotkania prezes zasugerował, abyśmy po otrzymaniu należności ładnie podziękowali mu w mediach. Odpowiedziałam, że podziękujemy, ale wtedy, gdy zostaną wypłacone wszystkie należności, a nie obietnice na mailu.

Wiceprezes Andrzej Supron powiedział, że w spotkaniu Kacpra Tomasiaka reprezentowała jakaś pani, która przedstawiła się jako przedstawicielka zawodnika. Działacz nie wiedział, z kim rozmawia?

Na początku, gdy się witaliśmy, przedstawiłam się imieniem i nazwiskiem. Potem w trakcie spotkania pan Supron opowiadał o tym, jak to było dawniej, jakie były wtedy nagrody, a jakie wysokie są teraz, zwłaszcza dzięki panu prezesowi. Pochwalił też chłopaków. Kiedy powiedział, że jest mu bardzo przykro, że tak wypowiedziałam się w mediach, zapytałam, o co konkretnie chodzi. Ale kiedy próbowałam coś wtrącić, pan Supron zapytał: „Czy pani jest mecenasem czy dziennikarzem, bo umie pani wchodzić w słowo?”. Odpowiedziałam krótko: „Ani tym, ani tym”. Wtedy sekretarz mu podpowiedział: „Mamą Kacpra”. Może pan Supron nie dosłyszał, nie wiem, myślałam, że moja tożsamość była wszystkim uczestnikom znana.

PKOl broni się tym, że Kacper Tomasiak dostał dodatkowo mieszkanie, które przysługiwało tylko mistrzom olimpijskim. Co pani na to?

Powiedziałam wprost, że rozmawiałam z przedstawicielem firmy Profbud i z moich informacji wynika, że Kacper otrzymał mieszkanie decyzją firmy Profbud, jako wyróżnienie za wyjątkowe wyniki na igrzyskach i zdobycie trzech medali i że są to dwie różne sprawy. Usłyszałam, że to nieprawda, że to była decyzja PKOl, że mieli pulę mieszkań i mogli je dać Kacprowi. Gdyby mieli więcej mieszkań w puli, to daliby też Pawłowi i Władkowi. Podkreślali, że to była ich inicjatywa.

A jaki jest pani punkt widzenia na tę kwestię?

Mam już dosyć tej dyskusji. Zatem w związku z komentarzami, że jesteśmy pazerni, i wyliczaniem, jak dużo Kacper dostał, oraz że dostał dodatkową nagrodę w postaci mieszkania, która mu się nie należała, Kacper rozważa rezygnację z tej nagrody. W niedługim czasie mamy spotkanie z firmą Profbud i będziemy rozmawiać na ten temat. Kacper, jadąc na pierwsze igrzyska, chciał tylko pokazać się z jak najlepszej strony i oddać swoje najlepsze skoki. I to mu się udało.

Choć od spotkania minęło sporo dni, to emocje wciąż nie opadły…

Spodziewałam się czegoś innego, a cały czas czuję, że Kacper swoim dobrym występem narobił PKOl sporych problemów. Spotkanie w Centrum Olimpijskim było dziwne, a jadąc do Warszawy, spodziewałam się całkowicie czegoś innego. To nie było poważne traktowanie medalistów olimpijskich. Już sam fakt, że PKOl reprezentowali prawnicy, a zawodnicy mieli stawić się sami, jest dla mnie nieporozumieniem. Potem robi się z nas winnych, a my nie walczymy o luksusy, tylko o wypełnienie zobowiązań.

Na co chcecie przeznaczyć pieniądze należne wam od Zondacrypto?

Tu sprostuję, bo to pytanie powinno być skierowane do Kacpra. To jemu należą się te pieniądze. Kacper po igrzyskach bardzo nam pomógł. Nie mieliśmy dobrej sytuacji finansowej, kredyty i zobowiązania, które powstały podczas budowy domu, zaczęły nas przytłaczać, często korzystaliśmy z pomocy dobrych ludzi. Dzięki temu możemy teraz żyć normalnie. Kacper pewnie jeszcze długo nie kupi sobie nic luksusowego, bo w rodzinach wielodzietnych dzieci są nauczone, że nie kupujemy tego, co luksusowe, ale to, co jest potrzebne.

Co zrobicie, jeśli obiecana propozycja PKOl-u nie przyjdzie na maila?

Będziemy dalej walczyć. Nie dla pieniędzy i luksusów, ale o uczciwość i szacunek dla zawodników, którzy zdobywają mistrzostwa nie tylko dla siebie, ale dla całego kraju. Zawierzamy te sprawy Panu Bogu, jak wszystko w naszym życiu, i wierzymy, że będzie tak, jak ma być.

Rozmawiał Mateusz Puka, dziennikarz WP SportoweFakty