Bogumił Burczyk, dziennikarz WP SportoweFakty: Brak awansu Polaków na mundial to wina źle działającego systemu? Mamy w Polsce tendencję, by narzekać na kolejnych trenerów, ale na końcu wychodzą na murawę piłkarze. 

Zbigniew Boniek, legenda reprezentacji Polski, były prezes PZPN: Gdy przegrywamy mecz, uważamy, że to wina wszystkich, tylko nie piłkarzy. Po porażce zawsze rozpoczynają się dyskusje o PZPN, systemie szkolenia, ludzie tam szukają przyczyn niepowodzenia. A to guzik prawda. Przegrywamy dlatego, że zawaliliśmy coś na boisku.

O wyniku meczu przecież decyduje postawa piłkarzy. Trener tylko musi ich dobrze przygotować i wyselekcjonować najlepszy skład. Ponadto odpowiednio zmotywować i zapewnić wiedzę o przeciwniku, pokazać również taktycznie, co należy zrobić. Resztę realizują zawodnicy. Uważam, że byliśmy lepszą drużyną od Szwecji, powinniśmy ten mecz wygrać i ekscytować się zbliżającym mundialem. Niestety, to oni wygrali 3:2 i pojechali na imprezę.

ZOBACZ WIDEO: Gromy na Infantino po skandalu. „FIFA umywa rączki”

Po ostatnich meczach towarzyskich – z Ukrainą (0:2) i Nigerią (2:2) – niewątpliwie wielu zaczęło się zastanawiać, co byśmy na tych mistrzostwach ugrali. Zwłaszcza w pierwszym spotkaniu Polska zawiodła, zawodnicy Jana Urbana zagrali w słabym stylu.

Analizując te spotkania nasuwa się myśl, że mistrzami świata byśmy nie zostali. Ale szkoda, że nie jedziemy, bo – umówmy się – wyjście z grupy na tym turnieju będzie dziecinnie łatwe. Wychodzą dwie najlepsze reprezentacje, plus osiem trzecich z dwunastu, a potem są play-offy i wszystko może się wydarzyć.

Nasza narodowa drużyna już od jakiegoś czasu jest taka, że może świetnie zagrać z silnym rywalem i za chwilę przegrać z potencjalnie słabą ekipą. To jest nasz problem. Powinniśmy stać się bardziej przewidywalnym zespołem i ograniczyć margines błędu.

W przypadku awansu na mistrzostwa świata, dopiero byśmy zobaczyli, jak się sprawy mają. Na pewno wyszlibyśmy z grupy. Później w fazie play-off wszystko mogłoby się wydarzyć.

Wstrząs w postaci braku awansu może nam pomóc? Pamiętamy brak awansu na mistrzostwa świata w 2014 roku. Później na EURO 2016 zagraliśmy kapitalny turniej. To był tylko zbieg okoliczności?

Uważam, że brak awansu nigdy nie jest czynnikiem pozytywnym. Mówienie, że to może pomóc w czymkolwiek, jest po prostu herezją.

Nadchodząca impreza klaruje się jako mundial absurdalnych i niecodziennych zakazów. Jedna z nowości – przerywamy mecz, gdy w promieniu trzynastu kilometrów zagrzmi.

Jeśli chodzi o ten przepis, jestem absolutnie za. Kiedyś byłem na jakimś meczu w tamtej strefie klimatycznej i przekonałem się, jak to wygląda. Gdy zagrzmi właśnie gdzieś te kilkanaście kilometrów dalej, trzeba szybko się zwijać, bo burza potrafi rozwijać się nieprawdopodobnie szybko.

Należy dbać o zdrowie, które jest kwestią nadrzędną, aby nic się nie zdarzyło. Problem ulokowałbym w innym miejscu. Za dużo w tym wszystkim polityki. Piłka robi się sportem nie dla normalnych ludzi, którzy kibicują na co dzień, a korporacji i bogatych. Ceny biletów są nieprawdopodobne. Jest wiele elementów, na które moglibyśmy psioczyć. Zostawmy to jednak na boku. Zaczyna się mundial i zobaczymy, kto sobie z tym wszystkim poradzi.

To kolejny mundial, który nie odbywa się w krajach typowo piłkarskich – wyłączywszy z tego Meksyk. Kibice w Stanach Zjednoczone nie żyją piłką. Nie strzelamy sobie w kolano?

Przede wszystkim mamy rozbudowany turniej, bo pierwszy raz zagra aż 48 drużyn. Skala jest ogromna i trudno zorganizować taką imprezę w jednym kraju. Wolę mundiale w jednym państwie, gdzie stawiano telebimy na placach. Ale wydaje mi się, że do tego będzie trudno wrócić.

Skrzywił się pan, widząc kontrole na lotnisku? Na przykład kadra Senegalu była „przeszukiwana” około siedem godzin, a gracze wyglądali, jakby przyjechali za ocean coś przemycić. 

Nie wyglądało to najlepiej.

To mundial, który zakończy pewną erę. Świat czeka na „last dance” Cristiano Ronaldo. Nie brakuje opinii, że to ostatni taniec nieco na siłę, który może skończyć się niewypałem. Jak pan na to patrzy? 

Dlaczego? Ronaldo gra dobrze, strzela bramki, gra w kadrze i zasłużył na powołanie. Jego wiek nie ma w tym wszystkim żadnego znaczenia. Robert Lewandowski zaraz skończy 38 lat i wszyscy mówimy oraz prosimy, by nie kończył grać w reprezentacji.

Ronaldo jest w znakomitej formie. Jeżeli zdecyduje, że chce kończyć, po prostu to ogłosi. Na nim zawsze koncentruje się uwaga przeciwnika, więc to bardzo może pomóc Portugalii. Jestem natomiast przekonany, że to jego ostatni mundial.

W ostatnim sprawdzianie przeciwko Nigerii (2:1) zawiódł i zagrał bardzo słabo. 

Dajmy sobie spokój z meczami towarzyskimi. Nie wydaje mi się, żeby takie spotkania były jakimś miernikiem i mogło się w nich zdarzyć tyle, byśmy mogli potem przewidzieć, co Ronaldo jest w stanie zrobić na mundialu.

Portugalczyk wręcz działa na przekór. Im więcej osób mówi, że nie da rady, tym bardziej rośnie jego determinacja. Do tej pory nie wymieniał pan jego reprezentacji w gronie faworytów do tytułu.

Myślę, że mogą sprawić niespodziankę i zgarnąć pełną pulę, bo to dobry zespół.

Trzyma pan kciuki za niespodzianki? Może za sukces Norwegii albo Maroka?

Oglądam mundial, ale nie jestem typem osoby, która by nim żyła. Zawsze jakieś niespodzianki się pojawiają. Kiedyś my je sprawialiśmy. Uważam, że Norwegia to zespół, który może namieszać, ale na koniec tytułu nie zdobędą.

Nie jest pan zmartwiony, że na mundialu zabraknie naszego najlepszego piłkarza? Robert Lewandowski mógłby spróbować poprawić swój mundialowy bilans, który nie jest najlepszy. 

Muszę podkreślić, że absolutnie nie jestem tym przejęty. Nikt Robertowi nie zabraniał na te mistrzostwa pojechać.

Na pewno nie, ale wielu neutralnych kibiców, z innych krajów, czuje się rozczarowanych jego absencją i chętnie by go w Stanach Zjednoczonych obejrzało.

No cóż… gdyby strzelił bramkę ze Szwecją, gdyby drużyna zagrała lepiej, znaleźlibyśmy się na mistrzostwach. Nie będę płakał za Robertem, bo go nie ma na mundialu. Zresztą, widzę zdjęcia z wakacji i nie wydaje mi się, żeby Robert był bardzo zmartwiony.

Rozmawiał Bogumił Burczyk, dziennikarz WP SportoweFakty