Podczas gdy europejskie ceny na giełdach TTF wzrosły od początku roku o ponad 43 proc., polskie gospodarstwa domowe zapłacą za gaz tyle samo co w lutym. To efekt decyzji regulatora, strategii zakupowej i własnego wydobycia. To zarazem test dla modelu energetycznej niezależności, który Warszawa buduje od dekady.
8 czerwca Urząd Regulacji Energetyki zatwierdził przedłużenie taryfy myORLEN na sprzedaż gazu dla gospodarstw domowych do 31 grudnia 2026 roku. Cena pozostaje na poziomie 197,29 PLN za megawatogodzinę — niezmieniona od lutego. Wtedy ORLEN wprowadził ją po raz trzeci z rzędu w dół. Dla porównania: w szczycie kryzysu energetycznego w 2023 roku taryfa przekraczała 600 PLN.
Liczby, które widać na rachunkach
Utrzymanie taryfy to nie tylko gra polityczna przed wyborami parlamentarnymi. Za decyzją stoją konkretne kwoty. Czteroosobowa rodzina ogrzewająca dom gazem zaoszczędzi w tym roku około 1074 PLN brutto w porównaniu z cenami z pierwszej połowy 2025 roku. Natomiast dwuosobowe gospodarstwo używające gazu do gotowania i podgrzewania wody — około 425 PLN. Nawet te najbardziej oszczędne, wykorzystujące gaz wyłącznie do gotowania, wydadzą średnio 52 PLN mniej.
— Od wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie ceny gazu na globalnych giełdach wzrosły nawet o 40 proc., ale nasi klienci nie zobaczą tego na swoich rachunkach — powiedział Ireneusz Fąfara, prezes ORLEN. Wskazał na zarządzanie kontraktami zakupowymi, własną flotę gazowców regularnie zawijających do Świnoujścia i rosnące wydobycie własne jako filary tej odporności.
Skąd bierze się ten gaz
Za deklaracją cenową stoi infrastruktura, którą Polska buduje od rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku. ORLEN zapewnia dziś blisko połowę krajowego zapotrzebowania na gaz dzięki własnemu wydobyciu w Polsce i Norwegii.
W 2025 roku wydobycie krajowe osiągnęło 3,7 mld metrów sześciennych. Norweska spółka ORLEN Upstream Norway eksploatuje 21 złóż i należy do czołowych producentów gazu na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Surowiec płynie stamtąd do Polski gazociągiem Baltic Pipe.
Łączne zdolności importowe Polski wynoszą dziś 37 mld metrów sześciennych rocznie — niemal dwa razy więcej niż krajowe zużycie. Po uruchomieniu pływającego terminalu FSRU w Zatoce Gdańskiej przekroczą 40 mld.
To nie są liczby, które powstają z dnia na dzień. ORLEN odebrał w tym czasie ponad 100 dostaw LNG do Świnoujścia. Od 2013 do 2025 roku roczne wydobycie grupy wzrosło z 0,5 do 4,41 mld metrów sześciennych.
Polityczna arytmetyka
Decyzja o utrzymaniu taryfy zapada w roku wyborczym. Minister energii Miłosz Motyka powiedział podczas konferencji prasowej, że Polska jest przykładem skutecznej polityki energetycznej w warunkach globalnego kryzysu cen surowców. Dodał, że ceny paliw w Polsce należą do najniższych w Unii Europejskiej.
Krytycy zwracają uwagę, że mrożenie cen dla gospodarstw domowych może maskować rzeczywistą presję kosztową i odkładać jej konsekwencje na przyszłość. Pytanie, czy ORLEN wytrzyma ten ciężar długoterminowo, pozostaje otwarte.
Hub dla regionu
Polska ma ambicje wykraczające poza własne bezpieczeństwo. Dzięki połączeniom gazowym z Litwą, Słowacją i Ukrainą oraz rozbudowanej infrastrukturze GAZ-SYSTEM, Warszawa pozycjonuje się jako regionalny hub gazowy dla Europy Środkowo-Wschodniej.
Strategia ORLEN 2035 zakłada wzrost wydobycia do 12 miliardów metrów sześciennych rocznie do 2030 roku. Pojawia się pytanie, czy ta ambicja będzie do udźwignięcia w warunkach zmiennych rynków, napięć geopolitycznych i presji na transformację energetyczną. Tego rachunki za gaz jeszcze nie pokazują.
BA/S