W nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego na terenie Białego Domu odbędzie się gala UFC Freedom 250. Wydarzenie zostało zorganizowane w związku z 80. urodzinami Donalda Trumpa. Kibice chcący śledzić zmagania najlepszych zawodników MMA spod oktagonu będą musieli obejść się smakiem, bo nie będzie prowadzona tradycyjna sprzedaż biletów. Miejsca na arenie wypełnią żołnierze oraz zaproszone VIP-y. Swoją obecność potwierdził m.in. Karol Nawrocki.


Wydłuża się za to liczba osób, które odmówiły amerykańskiemu prezydentowi. The Times podał, że na gali nie pojawią się aktorzy Adam Sandler, Jared Leto, Dwayne „The Rock” Johnson, prezenter telewizyjny Mario Lopez, czy amerykański internetowy celebryta Adin Ross. Głośno jest też o absencji jednego z zawodników. Na karcie walki zabraknie mistrza wagi średniej Seana Stricklanda, który był kiedyś zagorzałym zwolennikiem Trumpa, ale odciął się od niego po atakach USA na Iran w 2025 r.

UFC 250 Freedom. Coraz więcej gwiazd odrzuca zaproszenie na urodziny Donalda Trumpa


Nie wiadomo również, czy na wydarzeniu pojawią się inni zaproszeni goście, którzy jak na razie nie potwierdzili publicznie swojej obecności. Chodzi o wielką gwiazdę NFL Toma Brady’ego, reżysera filmowego Guya Ritchiego oraz aktora Jasona Stathama. Problemy pojawiły się po tym, jak inna uroczystość związana z obchodami 250-lecia USA pogrążyła się w chaosie. Chodzi o festiwal „The Great American State Fair”. „Nie” powiedzieli Milli Vanilli, Bret Michaels oraz Martina McBride.


Galę UFC skrytykował także komentator amerykańskiej organizacji sztuk walki Joe Rogan, który także zwrócił uwagę, że „dziwnie jest organizować walkę w Białym Domu w środku piep*****j wojny”. Rogan wydarzenie ocenił jako „chwyt marketingowy” i zagrożenie dla bezpieczeństwa. Wskazał również na problemy związane z organizacją wydarzenia na świeżym powietrzu. Mimo szeregu zarzutów Rogan będzie pracował przy wydarzeniu jako komentator.


Czytaj też:
Nawrocki zostanie na dłużej w USA. Takie ma planyCzytaj też:
Nawrocki leci na galę do USA. Tusk skwitował to jednym słowem