Gdańsk łączy kary za złą segregację z edukacją i kontrolami. Jak podkreśla Anna Wołodźko z Urzędu Miejskiego w Gdańsku, miasto stawia na dowody już na etapie odbioru odpadów, by decyzje dało się utrzymać w sporach.
Opłata za odpady w Gdańsku wzrosła od kwietnia o 25 proc., bo stawki nie zmieniano od 6 lat, a koszty systemu podbiły m.in. inflacja, paliwo i płaca minimalna.
System kaucyjny ma korzyści środowiskowe, ale osłabia wpływy instalacji i tworzy dualizm zbiórki; samorządy wskazują, że najpierw powinna wejść rozszerzona odpowiedzialność producentów (ROP).
Gdańsk wystawia ok. tysiąca decyzji rocznie o podwyższonej opłacie za złą segregację, a dzięki kamerom, raportom i weryfikacji dowodów ogranicza liczbę spraw sądowych.
Od kwietnia w Gdańsku opłata za odpady wzrosła o 25 proc., czyli sporo. Nie obeszło się więc bez krytycznych komentarzy. Dlaczego taka podwyżka?
Anna Wołodźko, dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej w Urzędzie Miejskim w Gdańsku: Odpowiedź jest prosta, nie zmienialiśmy stawki opłaty od 6 lat. Nie trzeba tłumaczyć, że dzisiaj te koszty są zupełnie inne niż w roku 2020. Wystarczy spojrzeć na inflację, koszty paliwa, płace minimalne.
Pojawiły się jednak komentarze, że Gdańsk zbudował spalarnię, miało być taniej, a tu podwyżka…
– Oczywiście, że jest taniej, bo mogłoby być i zapewne byłoby drożej, gdyby nie było spalarni. Nowe koszty są niższe właśnie dzięki spalarni. I z drugiej strony powstanie spalarni sprawiło, że nasz system stał się bardziej kompletny. Jest też dla nas bardzo istotne, że mamy stabilizację, pewność działania – po prostu nie musimy się liczyć z tym, że na rynku pojawią się wahania, że będziemy zależni od tego, co nam zostanie podyktowane, bo w komunalnej instalacji mamy przewidywalność i niższe koszty.
W uzasadnieniu podwyżki tłumaczyliście ją także wdrożeniem systemu kaucyjnego, ale to chyba było działanie z wyprzedzeniem i założenie, że system kaucyjny dopiero odbije się na wpływach instalacji, a co za tym idzie kosztach całego systemu gminnego?
– System kaucyjny to tylko jeden z licznych elementów, które mają wpływ na stawkę opłat i wraz z tym, jak on rośnie, to przełożenie jest coraz większe.
Nasz zakład utylizacyjny obliczył właśnie, iż wpływy z tytułu braku sprzedaży surowców, które przeszły do systemu kaucyjnego, mogą sięgnąć ok. 8 mln zł. To sporo.
To, jakie te koszty będą ostatecznie, tak naprawdę będziemy wiedzieli w przyszłym roku, gdy system kaucyjny się ustabilizuje. Natomiast pewne założenia do tej kalkulacji były przyjęte po to, żeby zorientować się, jak zmaleją nasze wpływy.

Anna Wołodźko, dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej w Urzędzie Miejskim w Gdańsku
Jak pani generalnie patrzy na system kaucyjny, bo jednak korzyści środowiskowe są niewątpliwe, ale też mamy wiele ocen krytycznych.
– Oczywiste jest, że powinniśmy walczyć o to, żeby jak najwięcej surowców odzyskiwać, więc pod tym względem system kaucyjny to jak najbardziej dobre rozwiązanie. Ale jest jeszcze druga strona, czyli spojrzenie z punktu widzenia systemu odpadowego, który organizuje gmina. I w tym kontekście już nie ma powodów do zadowolenia. Przede wszystkim powstał nam taki dualizm odbierania odpadów – bo jedne butelki oddajemy w sklepie, inne wrzucamy do żółtego pojemnika, a taki podział nie jest dobry.
Nie da się dzisiaj jednoznacznie ocenić tego rozwiązania, powiedzieć, iż system kaucyjny jest zły albo dobry.
Pewnie inaczej byłoby, gdyby stało się tak, jak chciały samorządy – czyli najpierw została wprowadzona rozszerzona odpowiedzialność producentów, a dopiero potem kaucja. ROP sprawiłby, że samorządy zyskałyby rekompensatę za stracone surowce, a przede wszystkim zrealizowana zostałaby zasada, że to zanieczyszczający płaci. Dzisiaj, bez ROP, nadal za wszystko płaci gmina, czyli mieszkańcy.
„Oczywiste, że to wprowadzający powinni płacić za swoje opakowania”
Mówiąc o ROP-ie, są takie obawy, przedsiębiorcy tak to przedstawiają, że może on jeszcze podnieść wysokość kosztów systemu i ceny w sklepach, czyli mieszkańcy na tym stracą. Jak, jako reprezentantka strony samorządowej, pani to ocenia?
– Dyskusja trwa, ale dla wszystkich jest oczywiste, że to wprowadzający powinni płacić za swoje opakowania.
W tej chwili te koszty są przerzucane na mieszkańców, którzy płacą za opakowania dwa razy – raz w sklepie, poprzez system kaucyjny, a drugi raz w opłacie, ponieważ wpływy ze sprzedaży surowców będą niższe, a koszty pozostaną na podobnym poziomie.
ROP ma sprawić, że zapłacą raz – ma także spowodować, iż opakowania będą musiały być przystosowane do recyklingu, co znów obniży koszty. Trudno się więc zgodzić z takim przedstawianiem sprawy.
Ostatnio dyskusja dotycząca gospodarki odpadami, obok oczywiście ROP i kaucji, dotyczyła poziomów odzysku. Za rok 2025 miałoby to być – po obniżeniu – 50 proc., ale potem to nawet 65 proc. Czy Gdańsk, jako miasto z bardzo dobrze ocenianym systemem gospodarki odpadami, jest w stanie osiągnąć takie cele?
– Takie poziomy są nierealne. Dlatego my musimy walczyć o to, żeby wprowadzić zmiany prawne i organizacyjne, które będą jak najkorzystniejsze nie tylko dla mieszkańców, ale także dla środowiska.
Ministerstwo proponowało różne zmiany, między innymi w projekcie nowelizacji ustawy o czystości i porządku w gminie.
– To są złożone tematy, tych propozycji było rzeczywiście wiele, lecz nie wszystkie były dobre dla każdej gminy. Przykładowo, propozycja dotycząca budowy PSZOK-ów. I nie chodzi nawet o kwestie pieniędzy, ale także logikę tych zapisów, możliwość ich wdrożenia. Bo wiadomo, że w dużych miastach jest z budową PSZOK-ów znacznie trudniej – głównie ze względu na brak miejsc, gdzie można je zlokalizować.
Natomiast na wsiach – tam, gdzie jest dużo mniej mieszkańców i terenów nie brakuje – wystarczy jeden PSZOK, ale jest problem odległości. Bo jak powstanie z jednej strony, to będzie tak naprawdę trudno dostępny dla mieszkańców, którzy żyją z drugiej strony gminy.
To pokazuje, iż te zapisy ustawowe powinny być dostosowane do specyfiki gmin, nie da się z góry ustalić jednego rozwiązania dla wszystkich. To gmina wie najlepiej, co sprawdzi się na jej terenie.
„Najważniejszą kwestią w tym momencie jest ustawa „ropowska”, bo to od tego zależy cała reszta”
Czy pani zdaniem ta zmiana w ustawie o czystości powinna być wdrażana teraz, czy jednak warto poczekać?
– Pierwszeństwo powinien mieć ROP. Najważniejszą kwestią w tym momencie jest ustawa „ropowska”, bo to od tego zależy cała reszta.
Jeśli rzeczywiście przedsiębiorcy, producenci będą pokrywać koszty tego, co wprowadzają na rynek, to zmieni się sytuacja w całym systemie, zmieni się ilość i jakość tych odpadów, za które odpowiada gmina i wtedy działanie systemu będzie wyglądało inaczej.
Sama ustawa „czystościowa” również wymaga zmian, chociażby w zakresie poziomów, ale powinno się zacząć od podstaw, czyli od ustawy ROP.
Wracając jeszcze do kosztów, w Gdańsku macie dosyć rzadki system naliczania opłat za odpady, bo od powierzchni lokalu. Dlaczego?
– Stosujemy ten system, gdyż uważamy, że to jest najlepszy z możliwych do zastosowania, a od razu dodam, że żadne z przewidzianych w ustawie rozwiązań nie jest w pełni „sprawiedliwe”. One nie służą jednak temu, żeby ocenić, że jeden mieszkaniec wyrzuca więcej, drugi mniej, w związku z czym powinni płacić inaczej; tak naprawdę chodzi o jakieś prawidłowe, równomierne rozłożenie kosztów systemu, bo w tej opłacie mamy nic innego, jak nasze koszty systemu.
Opłata powierzchniowa daje przede wszystkim stabilność, bezpieczeństwo, przewidywalność i ograniczenie kosztów administracyjnych. W tym modelu zmiany w deklaracjach są stosunkowo rzadkie i niewielkie, a każda taka zmiana wymaga obsługi po stronie urzędu. Im częściej mieszkańcy aktualizują deklaracje, tym większe zaangażowanie pracowników jest potrzebne, a to generuje dodatkowe koszty i sprawia, że cały system staje się mniej przewidywalny.
Gdańsk jest też takim miastem, gdzie – obok stałych mieszkańców – mamy cały czas turystów, studentów i osoby mieszkające czasowo ze względu na pracę, więc bardzo trudno byłoby określić tą właściwą, prawidłową liczbę osób, które są praktycznymi uczestnikami systemu.
Stosując metodę powierzchniową unikamy sytuacji, że mieszkańcy, którzy deklarują stan zgodnie z prawdą, ponoszą opłaty za tych, których w systemie nie widać, a którzy generują odpady, co ma miejsce w przypadku opłaty od osoby.
Kluczowe jest bardzo dobre przygotowanie już na etapie odbioru
Bardzo intensywnie i skutecznie działacie, jeśli chodzi o bioodpady. Macie kompostownię, wytwarzacie nawóz. Jak tutaj układa się współpraca z mieszkańcami, bo zbiórka bio to zawsze wyzwanie. Czy to działania edukacyjne przynoszą efekty, czy bardziej kary, które też stosujecie?
– Stosujemy kary, ale przede wszystkim bardzo duży nacisk kładziemy na edukację i informację. Staramy się dotrzeć do wszystkich grup mieszkańców – dzieci, młodzieży i dorosłych, bo każda z tych grup potrzebuje innej drogi dotarcia. Dlatego próbujemy dotrzeć do absolutnie wszystkich z informacją o tym, jak prawidłowo segregować i dlaczego to robimy. Przykładowo, zaczęliśmy kolejną edycję akcji „Wyrzucaj poprawnie” o bioodpadach – właśnie po to, żeby uświadomić mieszkańcom, jak ważna jest ich rola i jaki mają wpływ na cały system.
Edukacja to pierwsze, ale tak, stosujemy podwyższone opłaty. Po to, aby wymóc na mieszkańcach współodpowiedzialność za cały system. Wystawiamy tych decyzji całkiem sporo, ale widzimy postęp – to, że mieszkańcy mają coraz większą świadomość i pilnują właściwej segregacji.
Jak sprawdziłem, to uszczelnienie systemu – szerokie kontrole segregacji oraz weryfikacja deklaracji – przyniosły 6,9 mln zł dodatkowych wpływów w latach 2020-2025. Dużo.
– Każda podwyższona opłata to w przypadku Gdańska opłata podwójna, a wystawiamy ich około tysiąca rocznie.
I nie macie sądowych spraw? Jakoś da się mieszkańców przekonać, że jednak trzeba płacić, a nie chodzić do sądów?
– Miewamy sprawy. Na początku było ich więcej, ale z roku na rok jest ich coraz mniej, ponieważ mieszkańcy coraz lepiej rozumieją, skąd wynikają wyższe opłaty i jakie są podstawy takich decyzji. Postępowania nadal się pojawiają, natomiast większość – a właściwie niemal wszystkie – wydane decyzje udaje nam się utrzymać.
Czyli jednak, mimo tych przepisów, które obowiązują, da się to zrobić? Często samorządy narzekają, iż przepisy nie ułatwiają tej ściągalności.
– Rzeczywiście, przepisy w tym zakresie są dość wymagające, ale takie decyzje da się skutecznie wydawać – pod warunkiem bardzo dobrego przygotowania jeszcze przed ich podjęciem.
Aby wystawić decyzję o opłacie podwyższonej, trzeba dysponować solidnymi argumentami i materiałem dowodowym.
Dlatego dużą wagę przykładamy do gromadzenia dowodów już na etapie odbioru odpadów. Wykorzystywane są m.in. kamery zamontowane na pojazdach, przygotowywane są raporty, które muszą spełniać określone wymagania jakościowe, a cały materiał jest następnie weryfikowany. Dopiero na podstawie takich sprawdzonych dowodów możemy wydawać decyzje o podwyższonej opłacie. Kluczowe jest więc dobre przygotowanie procesu od samego początku – jeszcze zanim zapadnie decyzja administracyjna.

Materiał chroniony prawem autorskim – zasady przedruków określa regulamin.


