Tegoroczna edycja 24h Le Mans rozpoczęła się w sobotę o godz. 16.00. W zespole AF Corse, który broni zwycięstwa sprzed roku, jako pierwszy za kierownicą zasiadł Phil Hanson. Brytyjczyk nie popełnił błędu i nawet zyskał kilka pozycji w trakcie swojego przejazdu. Trwał on nieco ponad dwie godziny.

Po godz. 18.20 do samochodu numer 83 wsiadł Robert Kubica. Polak w tym momencie tracił ponad 1 minutę i 19 sekund do lidera, popisując się przy tym dość dobrym tempem. Dość powiedzieć, że czas 3:27.698 po kilkudziesięciu minutach dał mu miano najszybszego kierowcy w stawce długodystansowych mistrzostw świata WEC.

ZOBACZ WIDEO: Ekspertka ostrzega: Uwaga na burze! Mecze MŚ 2026 będą przerywane

Tegorocznym problemem Ferrari na Circuit de la Sarthe jest tzw. Balance of Performance, czyli mechanizm wyrównywania szans. Za jego sprawą wybrane samochody obciążane są dodatkowym balastem i mają ograniczoną moc silnika. Ma to służyć zacieśnianiu rywalizacji.

Właśnie ze względu na BoP samochody Ferrari tracą na prostych. Dlatego gdy Robert Kubica znajdował się przed Rossem Gunnem z Astona Martina, robił wszystko, co było w jego mocy, aby nie dać się wyprzedzić Brytyjczykowi. Gunn wściekał się, bo na prostych niemal zrównywał się z Kubicą, który następnie odjeżdżał mu w zakrętach.

W pewnym momencie Gunn wyrzucił przez radio salwę przekleństw i epitetów pod adresem Kubicy. – Kto jest tym idiotą? To jest Kubica. Oh, tak myślałem – brzmiała cenzuralna część wypowiedzi kierowcy Astona Martina.

Ostatecznie Ross Gunn nie był w stanie wyprzedzić Roberta Kubicy. Polak zakończył swój przejazd po godz. 19.50, czyli spędził za kierownicą Ferrari nieco ponad 90 minut. Po 41-latku samochód Ferrari przejął Yifei Ye, który wrócił na tor na trzynastym miejscu.

Wyścig 24h Le Mans potrwa do niedzieli do godz. 16.00. Relacja na żywo jest dostępna w WP SportoweFakty pod tym LINKIEM.