Jak podaje RMF FM, do ataku doszło po tym, jak mężczyzna próbował powstrzymać kradzież wyposażenia swojego lokalu. Napastnicy, chcąc usprawiedliwić agresję, zaczęli wykrzykiwać w stronę Polaka fałszywe oskarżenia o rasizm, co błyskawicznie podburzyło zgromadzony tłum.

Do zdarzenia doszło tydzień temu podczas demonstracji młodzieży, studentów i nauczycieli protestujących przeciwko cięciom w edukacji. W pewnym momencie sytuacja na ulicach zaczęła wymykać się spod kontroli. Właściciel Lil Bao zauważył, że dwóch mężczyzn zabrało krzesło z jego ogródka restauracyjnego.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

— Wybiegłem za nimi, żeby odzyskać swoją własność. Bałem się też, że krzesło może zostać użyte do rzucania w policję — relacjonuje Michał Mytkowski w rozmowie z RMF FM.

Oskarżenia o rasizm i brutalne pobicie

Reakcja złodziei była błyskawiczna i wyrachowana. Jak twierdzi rozmówca RMF FM, napastnicy pochodzenia północnoafrykańskiego, widząc białego człowieka, zaczęli głośno wyzywać go od rasistów. Fałszywe zarzuty padły na podatny grunt — wokół restauratora szybko zgromadziła się agresywna grupa ludzi.

Mężczyzna nie miał szans na dialog. Został otoczony, pobity i skopany. Agresorzy nawoływali również do bojkotu lokalu, przedstawiając ofiarę jako sprawcę. Jeden z napastników rzucił stołem w okno restauracji.

Co szczególnie wstrząsające, do przemocy wobec Polaka miały zachęcać również starsze osoby przyglądające się zajściu.

Dla Michała Mytkowskiego zarzut rasizmu jest całkowicie bezpodstawny i bolesny. Restaurator od lat żyje w wielokulturowym środowisku — do Belgii przyjechał jako dziecko, jego żona Hsuan-Jia Lin pochodzi z Tajwanu, a on sam zatrudnia międzynarodowy zespół.

— Myślę, że zarzut o rasizm był sposobem na usprawiedliwienie ich własnej agresji — ocenia właściciel Lil Bao. Zwraca on uwagę na niepokojący trend w Belgii, gdzie tzw. „karta rasistowska” jest wyciągana niezwykle łatwo, często bez znajomości historii czy pochodzenia drugiej osoby.

Mimo traumy, pan Michał nie poddaje się. Choć tymczasowo zrezygnował z wystawiania ogródka, nadal prowadzi restaurację, która łączy kuchnię tajwańską z polską gościnnością. — Nie można się bać i nie można ignorować takich sytuacji. Potrzebujemy solidarności i odwagi — apeluje restaurator.