Mateusz Puka: W poniedziałek odbywa się Walne Zgromadzenie PKOl-u, na którym dojdzie do kolejnej konfrontacji pomiędzy szefem tej instytucji Radosławem Piesiewiczem a coraz liczniejszą opozycją. Czego spodziewa się pani po tym spotkaniu?
Otylia Jędrzejczak, wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego i prezes Polskiego Związku Pływackiego: Spodziewam się kontynuacji tego, co widzimy od kilku miesięcy, czyli kolejnych rozpaczliwych prób utrzymania się Piesiewicza przy władzy wszystkimi możliwymi sposobami. Otrzymaliśmy już regulamin walnego i władze PKOl przekroczyły w nim kolejną granicę absurdu. Moim zdaniem może dojść do złamania prawa.
Co ma pani na myśli?
Radosław Piesiewicz wie, że stracił większość i zdecydował, że… sam wybierze przewodniczącego obrad. To najgorsze możliwe standardy. W każdym związku odbywają się walne i oczywiście prezesi mają prawo zgłosić kandydata, ale zgromadzenie ma święte prawo zgłosić drugiego czy trzeciego kandydata, a w tej sprawie musi odbyć się demokratyczne głosowanie! Jeśli oni nie dopuszczą do głosowań w czasie walnego, a prezes sam narzuci swojego człowieka, to będzie jawne złamanie statutu i standardów funkcjonowania organizacji sportowych. To już jest działanie absolutne niczym nieuzasadnione.
ZOBACZ WIDEO: Amerykanie oszaleli na punkcie piłki nożnej. Zobacz kulisy meczu z Paragwajem
Czy to oznacza, że prezes Piesiewicz aż tak bardzo boi się tego, że zebranie mogłoby wymknąć mu się spod kontroli?
Wiele wskazuje na to, że przynajmniej dwie trzecie głosujących chce jego odwołania, więc jego przyszłość zależy już tylko od stosowania kruczków prawnych. Widzę, jak kurczowo broni się przed elektronicznym głosowaniem. To usprawniłoby procedurę, ale jednocześnie uniemożliwiłoby sprawowanie kontroli nad głosowaniami. Nikt nie musiałby podnosić ręki, nie miałby presji, że prezes patrzy.
Czyli to będzie kolejna wojna prawna?
Podczas niedawnego spotkania zarządu Piesiewicz nie dopuścił do głosowania nad porządkiem obrad. To było niezgodne z prawem, ale on po prostu szedł dalej, ignorując nasze skargi. To wszystko jest coraz większą farsą.
Czy podczas poniedziałkowego Walnego Zgromadzenia PKOl-u może dojść do próby odwołania Piesiewicza?
Skoro PKOl zignorował wniosek o zwołanie Walnego Zgromadzenia Wyborczego, podpisany przez 82 ze 106 instytucji, to myślę, że będzie podjęta próba, by zaakceptować ten wniosek na najbliższym spotkaniu. Niestety nie sprzyja nam statut PKOl-u, który jest wewnętrznie sprzeczny i bardzo dziurawy. Można go interpretować na wiele sposobów i to jest sprawnie wykorzystywane, ale nie w taki sposób, jak oczekiwałoby tego nasze środowisko. To zmusza też mnie jako członka PKOl do ciągłego kontaktu z mecenasami prawa, by swoje kroki robić zgodnie z przepisami prawa właśnie dla rozwoju PKOl-u myśląc o wszystkich. Choćby z tego powodu zdecydowałam, że razem ze mną na poniedziałkowym walnym jako delegat pojawi się prawnik Polskiego Związku Pływackiego.
Podczas spotkania dojdzie do głosowania nad sprawozdaniami finansowymi i merytorycznymi z działalności PKOl-u. Opozycja zapowiada odrzucenie obu raportów. Co to będzie oznaczało?
Naprawdę zastanawiam się, czy to jest właściwa droga. Jeśli walne nie zatwierdzi sprawozdania finansowego, automatycznie całkowicie sparaliżujemy działalność Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Bez zatwierdzonego sprawozdania, PKOl nie dostanie żadnych dotacji i dofinansowań, chociażby z ministerstwa. Muszę to bardzo mocno przeanalizować, bo – moim zdaniem – musimy chronić organizację, a nie uderzać w nią tylko po to, żeby trafić prezesa.
Czyli opozycja wcale nie będzie taka jednogłośna w tej sprawie?
Większość statutowych obowiązków, jak wysłanie reprezentacji na igrzyska, zostało wykonanych. Oczywiście na Piesiewiczu ciąży brak porozumienia z medalistami olimpijskimi czy ostatnia afera z Julią Walczyk-Klimaszyk i tokenami od Zondacrypto. Wiem, że PKOl prawnie zabezpieczył się przed odpowiedzialnością, ale wszyscy pamiętamy, jak Piesiewicz obiecywał rekordowe nagrody i to on musi znaleźć sposób na spłacenie zobowiązań.
Co wynika ze sprawozdania finansowego?
Co do sprawozdania nie ma większych zarzutów, ale niestety nie oddaje ono pełnej sytuacji. Wszyscy wiemy, że finansowo PKOl jest w kiepskim położeniu, a kolejny rok będzie jeszcze trudniejszy. Jestem przekonana, że zacznie brakować pieniędzy na podstawowe cele. Zresztą już teraz problemem jest z 1,1 mln złotych dla olimpijczyków.
Mimo wszystko ma pani wątpliwości, czy głosowanie przeciwko tym sprawozdaniom to dobre rozwiązanie. Czy ma pani jakiś inny pomysł na wyrwanie organizacji z tej patowej sytuacji?
Na razie mamy bezproduktywną walkę na opinie prawne. Piesiewicz się okopał, a my powinniśmy zająć się tym, by wykorzystać najbliższy rok na wypracowanie koncepcji tego, jak PKOl powinien wyglądać w przyszłości. Pewne, że już bez Piesiewicza. Uważam jednak, że obecnie nie powinniśmy grać w jego grę i kontynuować wojny. Zamiast tego trzeba zablokować mu możliwość dalszego szkodzenia instytucji, a w międzyczasie stworzyć globalną strategię PKOl-u do 2040 roku. Musimy usiąść przy jednym stole bez Piesiewicza i twardo zdefiniować, czego oczekujemy od komitetu. Potem przygotujemy nowy statut. PKOl nie może działać na zasadzie, że prezes załatwia kilkanaście milionów ze spółek Skarbu Państwa i mówi związkom: “Daję wam kasę, więc macie być cicho i mi dziękować”.
Część opozycji też widzi to podobnie, ale twierdzi, że pierwszym krokiem musi być odwołanie obecnego szefa PKOl-u i objęcie władzy przez jednego z wiceprezesów.
Piesiewicz jest naszym problemem i utrudnia normalne funkcjonowanie. Kłopotem jest jednak to, że żaden z potencjalnych kandydatów nie ma wystarczającego poparcia, by mówić o sobie jako kandydacie niemal wszystkich związków.
Robert Korzeniowski, Marian Kmita i Adam Korol nie spełniają tych wymagań?
Szczerze? Szanuję całą trójkę i uważam, że są to osoby mające doświadczenie zasiadania na stanowiskach zarządczych. Natomiast nie jestem w stu procentach przekonana, że są to osoby, za których opinią, sposobem zarządzania pójdzie sto procent naszego środowiska. Oczywiście, do wygrania wyborów wystarczy 50 procent plus jeden. Natomiast uważam, że w tak trudnej sytuacji ważne jest to, aby osoba, która obejmie te stery, podążała za wizją i strategią całego środowiska oraz całego PKO-lu. Robert Korzeniowski jest postacią niezwykle szanowaną, ma potężne doświadczenie, ale czy wszyscy bezgranicznie mu ufają i oddadzą głos? Mam duże wątpliwości. Marian Kmita chce być prezesem, a gdy na zarządzie padło hasło o pełnej transparentności i każdy z obecnych wywołanych do tablicy zadeklarował, że ujawni, ile dokładnie zarobił w strukturach PKOl-u, Marian Kmita jako jedyny odmówił podania kwoty. Dla mnie to było potężne zdziwienie, bo przecież cały czas mówimy i walczymy o transparentność.
Nie ma nikogo innego gotowego podjąć się tego wyzwania?
Moim zdaniem polski sport powinien wyjść poza utarte schematy. Uważam, że świetną propozycją byłoby zapytanie pana Rafała Brzoski, czy nie chciałby przejąć tej organizacji – na chwilę albo na dłużej – i pomóc nam od podstaw ją poukładać.
Przyznam, że to dość zaskakująca inicjatywa. Dlaczego akurat ktoś spoza świata sportu miałby sprawować taką funkcję?
Brzoska jest świetnym biznesmenem i człowiekiem, który dogada się z każdym. Skoro potrafi zarządzać potężnym, międzynarodowym imperium biznesowym, to poradziłby sobie z PKOl-em. Najlepiej prosperujący komitet, bez żadnych afer, pamiętamy z czasów Piotra Nurowskiego. To też był rasowy biznesmen, człowiek z szerokimi horyzontami, który potrafił rozmawiać z każdym. Myślę, że wspólnie z grupą prezesów bylibyśmy w stanie pomóc mu ułożyć wszystko. Jeśli tylko uzyskam poparcie dla tego pomysłu, to jestem gotowa wziąć na siebie ciężar przekonania Brzoski.
Czy jest na to szansa?
PKOl z definicji musi być niezależny i potrafić współpracować z każdą władzą – bez względu na to, kto akurat rządzi w kraju. Brzoska budował firmę i rozmawiał zarówno z jedną, jak i z drugą opcją polityczną, nie jest kojarzony z żadną partią. Ma ogromną siłę przebicia, autorytet, a gdyby otoczył się na stanowiskach doradczych byłymi medalistami olimpijskimi, stworzyłby idealny miks biznesu ze sportem. Koniec z jednoosobowym folwarkiem. PKOl musi na nowo stać się dobrem wspólnym wszystkich związków i sportowców, a nie jednej osoby.
Rozmawiał Mateusz Puka, dziennikarz WP SportoweFakty