Trzeci mecz finału był dla zielonogórzan bardzo trudny. Legia narzuciła twardą obronę, zatrzymała Zastal na 63 punktach i odzyskała przewagę własnego parkietu. Drużyna Arkadiusza Miłoszewskiego miała duże problemy z płynnością w ataku, a liderzy obwodowi nie byli w stanie wejść na swój normalny poziom.
Największym wyzwaniem przed czwartym spotkaniem będzie odbudowanie skuteczności Andrzeja Mazurczaka i Conleya Garrisona. Ten duet w trzech pierwszych meczach finału zdobył łącznie tylko 24 punkty. Szczególnie Garrison, który wcześniej był jednym z motorów napędowych zielonogórzan w play off, nie może na razie znaleźć rytmu przeciwko defensywie Legii.
Po sobotnim meczu trener Arkadiusz Miłoszewski przyznał, że jego zespół grał zbyt nerwowo i zbyt indywidualnie. Zastal chciał szybko przejąć kontrolę nad spotkaniem, ale zamiast cierpliwości pojawiło się za dużo pośpiechu. W finale przeciwko tak dobrze zorganizowanej Legii takie momenty są natychmiast wykorzystywane.
Zielonogórzanie mają jednak argumenty, aby odpowiedzieć. Chavaughn Lewis w tej serii regularnie sprawia Legii problemy, a Filip Matczak po trzecim meczu podkreślał, że Zastal potrafił wypracowywać sobie dobre pozycje rzutowe. Problemem była skuteczność i pewność w podejmowaniu decyzji.
Legia przyjedzie do hali CRS z jasnym celem. Warszawianie chcą wygrać drugi raz w Zielonej Górze i wrócić do siebie z prowadzeniem 3:1. W dotychczasowych meczach finału za każdym razem inny zawodnik Legii brał na siebie ciężar zdobywania punktów. Najpierw był to Jayvon Graves, później Andrzej Pluta, a w trzecim spotkaniu Carl Ponsar, który zdobył 22 punkty i dołożył 13 zbiórek.
Zastal musi więc znaleźć sposób nie tylko na jednego lidera, ale na cały system gry rywala. Legia dobrze broni, rotuje składem i potrafi cierpliwie szukać przewag. Zielonogórzanie nie mogą pozwolić sobie na kolejne długie fragmenty bez punktów, bo przy takiej intensywności rywala odrabianie strat staje się bardzo trudne.
Poniedziałkowy mecz może mieć ogromne znaczenie dla całej serii. Wygrana Zastalu oznaczałaby remis 2:2 i zupełnie nowy układ finału. Porażka postawiłaby zielonogórzan w bardzo trudnej sytuacji przed kolejnym spotkaniem w Warszawie. W hali CRS znów ma pojawić się komplet publiczności, a Zastal będzie potrzebował nie tylko lepszej skuteczności, ale też większej cierpliwości w ataku i pełnej koncentracji od pierwszych minut.