
Marcin Karolewski: widziałem prokuratorów, lekarzy, prawników, umierających z powodu alkoholu
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Strażnicy miejscy musieli wezwać ratowników medycznych i dopiero wspólnymi siłami dobudzili mężczyznę śpiącego na podłodze dworca. Od razu poszedł on do sklepu i kupił wódkę. Kłopoty ma sprzedawca.
Strażnicy miejscy z III Oddziału Terenowego, którzy 10 czerwca pełnili służbę w rejonie Ochoty, odebrali pilne wezwanie do „nieprzytomnej osoby”, leżącej na dworca PKP.
„Udali się na dworzec Warszawa Zachodnia, gdzie na posadzce spał mężczyzna w stanie upojenia alkoholowego. Tak głęboko, że nie skutkowały żadne sposoby dobudzenia go. W oczekiwaniu na przyjazd karetki pogotowia strażnicy monitorowali czynności życiowe śpiącego mężczyzny. Załoga karetki zdołała go dobudzić. Wstał i był na tyle sprawny, że mógł o własnych siłach udać się do domu. Niestety, wybrał sklep monopolowy” – podano w komunikacie stołecznej straży miejskiej.
Sprzedawca „się zagapił”
Udało mu się kupić wódkę. Wtedy po raz drugi interweniowali strażnicy, tym razem w sprawie sprzedawcy. Poinformowali go o naruszeniu przepisów. „Zarzekał się, że się tylko zagapił i przez to nie zwrócił uwagi na wygląd i stan klienta” – dodano.
Do sklepu została wezwana policja.
„Sprzedaż alkoholu osobie nietrzeźwej, to poważne naruszenie przepisów, za które konsekwencje przewidziano zarówno dla sprzedawcy, jak i właściciela placówki. Co dalej zrobić w tej sprawie, zdecydują już policjanci” – zaznaczono.
OGLĄDAJ: Lekarz: ja muszę odmawiać przyjęcia na SOR, bo nie mam miejsc

Osobie, która sprzedała alkohol pijanej osobowej, czyli za złamanie zakazu z art. 15 ustawy o wychowaniu w trzeźwości, grozi kara grzywny.
Właściciel sklepu może z kolei stracić koncesję na sprzedaż alkoholu i dostać zakaz ubiegania się o nową przez trzy lata.
OGLĄDAJ: TVN24

Źródło: tvnwarszawa.pl
Autorka/Autor: pop