O ile doniesienia medialne są prawdziwe, na razie nie ma jeszcze żadnego konkretnego porozumienia w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Nie ustalono, czy Stany Zjednoczone zdejmą sankcje z Iranu, czy też jedynie je poluzują. Nie wiadomo, co stanie się z zamrożonymi w Stanach Zjednoczonych irańskimi aktywami. Nie jest też jasne, czy Iran zrezygnował z postulatu pobierania myta od statków przepływających przez cieśninę Ormuz.

Nie jest też wreszcie jasne, czy koniec wojny zadowoli izraelskiego premiera Binjamina Netanjahu. „Bibiego” koniec końców też czekają wybory. Jedno jedyne, że akurat jemu, inaczej niż Trumpowi, sprzyja wojna, a nie jej koniec albo udawany koniec.

Kiedy, zapytacie Państwo, tak naprawdę skończy się wojna? Tak szczerze, to nie mam pojęcia. Kwadrans przed tym, gdy zacząłem pisać ten tekst, musiałem jednak chociaż spróbować na to pytanie odpowiedzieć.

Zadzwonił do mnie mój przyjaciel, pytając, czy na jego miejscu poleciałbym do Tokio przez Dubaj albo Dohę, czy też może jednak powinien patriotycznie polecieć bezpośrednio z Warszawy albo wybrać trasę przez jedną z europejskich stolic. Tyle tylko, że bilety z Europy są droższe o kilkadziesiąt procent od tych z przesiadką w arabskich portach. Odparłem, że lepsze ceny oferowane przez przewoźników z Bliskiego Wschodu to nie przypadek. Jest, owszem, taniej. Tylko nadal nie wiadomo, czy będzie można wrócić.

Kiedy skończy się wojna? Nie wtedy, gdy ogłosi to Donald Trump, ale wtedy, gdy skończą się promocje.

Najnowszy odcinek podcastu

Najnowszy „Raport Międzynarodowy” jest inny niż wszystkie poprzednie. Zawsze bowiem wspólnie z Agnieszką Bryc omawialiśmy bieżące wydarzenia na świecie. Ostatnio zaczęliśmy się jednak zastanawiać, czy nasz podcast jest o polityce zagranicznej, czy też może o polityce międzynarodowej. Bo czy państwo, którego elity polityczne w małostkowy, a czasem wręcz głupi sposób kłócą się o wszystko i w którym nie ma kompromisu, ani nawet chęci jego zawarcia w jakiejkolwiek sprawie, jest w stanie prowadzić politykę zagraniczną?

Może więc powinniśmy stać się franczyzą jakiegoś czasopisma podróżniczego, opowiadając Państwu o międzynarodowej polityce oraz o dyplomacji i nie zawracając sobie nadmiernie głowy tym, co Polska na to? Jeśli bowiem istnieją tylko różne polskie plemiona, to „co Polska na to” nie będzie mieć żadnego znaczenia.

Żeby zmierzyć się z pytaniem, czemu jesteśmy tak straszliwie skłóceni, postanowiliśmy porozmawiać ze znakomitym, nie tylko z racji swojej wiedzy, ale również z uwagi na swój dystans do polskich plemion politycznych, historykiem i dyplomatą profesorem Hieronimem Gralą. Rozmowę zaczęliśmy od pytania, jakie szyfrogramy wysyłane są dzisiaj z ambasad najważniejszych państw świata. Hieronim Grala nie miał niestety wątpliwości. Stwierdził, że dokładnie takie same jak przed rozbiorami, kiedy to obcy ambasadorowie raportowali, że Polska nierządem stoi, że wszyscy walczą ze wszystkimi, a następnie dodawali, kogo można rozegrać przeciw komu.

Pytaliśmy naszego gościa również o to, czy problemem nie jest, aby to, że jesteśmy w większości chłopskim narodem, który udaje naród szlachecki? A może problemem są nasze nieprzepracowane traumy i zakłamana przeszłość. Zastanawialiśmy się z naszym gościem również nad tym, czy jesteśmy tak naprawdę narodem, jak chcemy wierzyć, niezłomnym? Czemu polska prawica do dziś nie może przeboleć, że koniec komunizmu był u nas aksamitny, a nie taki, jak w Rumunii (rzekomo lepiej by było, jakby polała się krew)? Dlaczego z kolei ojcowie wielkiego sukcesu, jakim był Okrągły Stół, nie mają odwagi tłumaczyć, czym był wówczas zawarty kompromis? Czyżby zakładali, że Polacy nie są stworzeni do kompromisów?

Zagadnieniem, na które szukaliśmy odpowiedzi, było też to, skąd bierze się z jednej strony resentyment, a czasem otwarta wrogość polskiej prawicy wobec świata, a z drugiej — specyficznie polska pogarda elity dla ludu. Prof. Grala zwrócił w tym punkcie uwagę, że inteligencja, która ludem gardzi, w istocie sprzeniewierza się swojemu powołaniu.

Bardzo serdecznie Państwu rozmowę z profesorem Hieronimem Gralą polecam. Nie jest może najłatwiejsza, na pewno wymaga pewnej dozy otwartości na niełatwe czasem diagnozy. Nie wiem, czy zdołaliśmy udzielić trafnych odpowiedzi na pytania, ale na pewno próbowaliśmy się z nimi zmierzyć. Jednego tylko jestem pewien: jeśli nie znajdziemy odpowiedzi na powyższe pytania, będziemy skazani na bycie drugorzędnym, wewnętrznie rozbitym państwem, które — tak jak zresztą dzieje się to już obecnie — łączyć będzie w sobie megalomanię z niebywałymi wprost kompleksami. Z takimi krajami nikt w świecie się nigdy nie liczył i nigdy liczyć nie będzie.

Żeby tekst ten nie był wyłącznie pesymistyczny, dodam jedynie, że istnieje szansa, że to, o czym Państwu w najnowszym „Raporcie Międzynarodowym” mówiliśmy, może nie mieć znaczenia. Być może bowiem świat, który opisywaliśmy, jest światem, który już tak naprawdę odchodzi.

Prof. Grala, nawiązując do słynnej frazy Jerzego Giedroycia o dwóch trumnach, które rządzą Polską (Giedroyć miał na myśli trumny Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego), stwierdził, że problem polega na tym, że Polską rządzą dwie, ale nie trumny, a mumie. Po tym stwierdzeniu zamarliśmy w przerażeniu, bo przypomniał nam się film „Mumia powraca”.

Lektury i filmy

Zapewne słyszeli Państwo, że w Abu Zabi przyszło późną starość spędzać byłemu królowi Hiszpanii Juanowi Carlosowi I, którego kolejne afery finansowe i niezliczone romanse w efekcie doprowadziły do sytuacji, w której stał się nie atutem, a wizerunkowym obciążeniem dla obecnego króla Filipa VI i panującej rodziny królewskiej.

Nie byłoby bowiem hiszpańskiej demokracji albo nastąpiłaby ona znacznie później, gdyby nie mądrość, a w chwili próby zamachu stanu w 1981 r. również odwaga Juana Carlosa (to ostatnie z zastrzeżeniem oczywiście, że według spiskowych teorii król dzielnie stawił czoło zamachowi stanu, który sam sprokurował). O próbie zamachu stanu opowiada doskonała książka Javiera Cercasa „Anatomia chwili”. To doskonałe studium niejednoznaczności ludzkich losów i postaw. Książka, choć opowiada o historii Hiszpanii, jest w gruncie rzeczy uniwersalną opowieścią o tym, że dobro powstaje czasem w bardzo moralnie dwuznacznych sytuacjach oraz o tym, że ludzie autorytarnego reżimu czasem naprawdę chcą demokracji.

Okładka książki "Anatomia chwili" Javier Cercas

Materiały prasowe

Okładka książki „Anatomia chwili” Javier Cercas

Cytat tygodnia

„Żadna polityka zagraniczna — bez względu na to, jak pomysłowa — nie ma szans na sukces, jeśli rodzi się w umysłach nielicznych, ale nie znajduje miejsca w niczyich sercach”

Henry Kissinger

To tak à propos pomysłów, by może jednak o rzezi wołyńskiej nie rozmawiać, bo „to szkodzi”. Owszem, szkodzi. Tylko sam już nie wiem, co bardziej szkodzi. Czynienie polityki zagranicznej zakładnikiem Wołynia czy też próba zepchnięcia go na margines i udawanie, że się nie widzi, że sprawa co i rusz wraca. Co gorsza, z coraz większą mocą rujnując nasze relacje z Ukrainą.